Walczymy o brązowy medal

Marzenia o finale przetrwały tylko pierwszą połowę. Polacy przegrali z Chorwacją 23:29 i w niedzielę zmierzą się z Danią w meczu o trzecie miejsce. Do walki o złoto nawet się nie zbliżyli

Aktualizacja: 31.01.2009 11:27 Publikacja: 30.01.2009 20:23

Mariusz Jurasik zdobył sześć bramek, najwięcej dla Polski, ale nie mogło to być żadnym pocieszeniem

Mariusz Jurasik zdobył sześć bramek, najwięcej dla Polski, ale nie mogło to być żadnym pocieszeniem

Foto: Fotorzepa, BS Bartek Sadowski

Niemożliwe nie zdarza się co dzień. Tym razem Artur Siódmiak nie miał szansy zostać bohaterem, jak w meczu z Norwegią, nie miał takiej szansy nikt w polskiej drużynie. Chorwaci grali znakomicie, Polacy średnio. Ani razu w półfinale nie prowadzili. Gospodarze wykorzystali każdą ich słabość.

Sławomir Szmal po siedmiu pierwszych rzutach na bramkę siedem razy wyjmował piłkę z siatki. Najskuteczniejszy w drużynie Tomasz Tłuczyński przez pierwszy kwadrans może dwa razy uczestniczył w akcji. Polacy starali się tak dokładnie wypracować pozycję do rzutu, że akcjom brakowało tempa. W zderzeniu z twardą chorwacką obroną wyglądali na zagubionych i zrezygnowanych. Tak jakby wszystko, co było możliwe do osiągnięcia na tym turnieju, już zrobili.

Zerwali się tylko raz, pod koniec pierwszej połowy. Wtedy doprowadzili do jedynego remisu - i jedynej chwili ciszy w hali. Kibice zamilkli, nawet wodzirej nic nie wskórał. Wtedy było widać, że Chorwaci naprawdę czuli przed piłkarzami Bogdana Wenty respekt. Bali się, że Polacy zepsują zabawę, zmarnują kilka lat przygotowań do turnieju.

Nie zepsuli. Igor Vori zdobył bramkę jeszcze przed gwizdkiem na przerwę, a po niej na parkiet wróciła polska drużyna odmieniona na gorsze. Bez wiary, bez pomysłu, stłamszona. Prawdziwy mecz trwał jeszcze tylko trzy minuty. Polacy zaczęli drugą część od dwuminutowej kary, a rywale odskoczyli na cztery gole. Były spuszczone głowy, nieudane próby indywidualnych akcji i złość na sędziów. Sędziowie byli z Niemiec - jedni z najlepszych na świecie. Może kilkoma decyzjami pomogli, by gospodarzom nie stała się krzywda, ale raczej nie nadużywali władzy.

Gwiazdą rywali niespodziewanie nie był ani Ivano Balić, ani Domagoj Duvnjak, ale bramkarz Mirko Alilović, który nawet według chorwackich mediów nie pasuje do gwiazd, jakie Lino Cervar ma w drużynie. Wybronił jednak 44 procent rzutów na bramkę, czasami w nieprawdopodobnych sytuacjach. Najskuteczniejszy był Ivan Cupić, który zdobył dwanaście bramek w trzynastu próbach, czasami wymuszając faule w tak tani sposób, jakby uczył się na piłkarskiej Serie A. Przez piętnaście minut drugiej połowy Polacy zdobyli trzy bramki, wrócili do gry dopiero wtedy, gdy pozwolili im na to gospodarze. Cervar próbował rożnych ustawień, jakby już ćwiczył przed meczem o złoto z Francuzami. Gra ciągle się rwała bo w nowej, pięknej hali raz po raz od parkietu odklejała się wykładzina. Po meczu, przy wyjściu z szatni, na Bogdana Wentę czekała żona i syn. Próbowali wytłumaczyć ojcu, że osiągnął bardzo wiele, dziękowali mu za to. Trener przytulić się nie dał, bo były włączone kamery. Powiedział, że Polska zdobędzie mistrzostwo świata tylko wtedy, gdy sama zorganizuje turniej, bo to taki sport, gdzie gospodarze mają specjalne prawa. Chorwaci ciągle tańczyli przed pijanymi ze szczęścia trybunami.

W niedzielę o 15 zagramy o trzecie miejsce z Danią. Jedni i drudzy liczyli na więcej, tyle że Duńczycy mieli do tego prawo, a Polacy znowu osiągnęli wielki sukces głównie swoją ambicją. Najgorzej byłoby, gdyby ktoś w Polsce z trzeciego lub czwartego miejsca zrobił porażkę.

[ramka][b]Polska - Chorwacja 23:29 (13:14)[/b]

[b]Polska:[/b] Sławomir Szmal, Adam Malcher - Bartłomiej Jaszka, Krzysztof Lijewski, Patryk Kuchczyński, Karol Bielecki 1, Artur Siódmiak 3, Damian Wleklak, Bartosz Jurecki 3, Mariusz Jurasik 6, Michał Jurecki 2, Tomasz Tłuczyński 4, Marcin Lijewski 4, Rafał Gliński.

Najwięcej bramek dla [b]Chorwacji:[/b] Ivan Cupic 12, Petar Metlicic 5.

[b]Francja - Dania 27:22 (16:11)[/b] [/ramka]

[ramka][srodtytul]Scenariusz był napisany wcześniej[/srodtytul]

[b]Bogdan Wenta, trener reprezentacji Polski w rozmowie z "Rz"[/b]

[b]"Rz": Bardzo jest pan zawiedziony?[/b]

[b]Bogdan Wenta: [/b]Odegraliśmy drugoplanową rolę w tym filmie, ale scenariusz został napisany jeszcze przed mistrzostwami. Chcieliśmy złamać reguły, ale nam nie wyszło. Mecz skończył się trzy minuty po przerwie. Chorwacja była lepsza, wspaniała atmosfera w hali na pewno pomagała rywalom, chociaż my też mieliśmy dobre momenty.

[b]Kiedy? [/b]

W pierwszej połowie, kiedy już zorientowaliśmy się jak trzeba grać, mieliśmy dość szczelną obronę i przemyślane ataki. Wszystko posypało się na początku drugiej, kiedy dostaliśmy dwuminutową karę, a rywale odskoczyli nam na cztery bramki. To za dobry zespół, by dać się dojść dwa razy w jednym meczu.

[b]W pewnym momencie przestał się pan denerwować.[/b]

Denerwowałem się cały czas, bo nie wszyscy zawodnicy wykorzystywali to, czego nauczyliśmy się na treningach. Zaczęło nam brakować konsekwencji. Mięliśmy za długie przestoje, zespół nie reagował odpowiednio na to, co działo się na parkiecie. Kiedy przegrywaliśmy siedmioma bramkami, dziesięć minut przed końcem, powiedziałem im, że znowu muszą być drużyną. Nawet nie po to, żeby odrobić straty, ale żeby pokazać się z dobrej strony. Chorwaci byli poza zasięgiem od początku mistrzostw. W piątek rano dostaliśmy od organizatorów rozpiskę, na której były zajęcia na najbliższe dwa dni. W rubryce mecz o trzecie miejsce wpisane było: Polska - Dania. W finale: Chorwacja - Francja.

[b]Chorwaci zdobędą złoto? [/b]

Przy takim wsparciu wszystkich i wszystkiego mają duże szanse, chociaż Francuzi to solidna drużyna. Ja już myślę o meczu o brązowy medal, to też jest dobry wynik. Łatwo nie będzie, bo powtórka takiego spotkania, jakie rozegraliśmy przeciwko Duńczykom w grupie, też będzie trudna. Przeciwko Chorwacji, kiedy przestało nam się układać, zamiast działać wspólnie, wszyscy próbowali na własną rękę. Rzucali, bo myśleli, że skoro innym nie wychodzi, to może im się uda...

[b]Nie uważa pan, że przestraszyliście się rywali i fanatycznych kibiców? [/b]

Na pewno nie. Po czterech minutach przyzwyczailiśmy się do hałasu. Presja była na Chorwatach, bo musieli wygrać ten mecz. Mogę im tylko pogratulować, pięknie grają swoją rolę. [/ramka]

[ramka][srodtytul]Powiedzieli po meczu:[/srodtytul]

[b]Krzysztof Lijewski: [/b]

Nie wiem co się stało na początku drugiej połowy. Można mówić, że popełniliśmy kilka prostych błędów. Kilka gwizdków sędziów też nas skrzywdziło, ale nie będę na nich zrzucał winy, bo to my przegraliśmy ten półfinał. Szansa na zwycięstwo była ogromna. Myślałem, że wszystko ułoży się po naszej myśli, kiedy udało się dogonić rywali w pierwszej połowie, ale później oni wykorzystali grę w przewadze, czego my w ogóle nie potrafiliśmy. Zadziałał stres, zabrakło zimnej krwi. Oni grali na luzie, wszystko im wychodziło, a nam nie wyszło pierwszy raz i piąty, to się zacięliśmy. Bramkarz Mirko Alilović też rozegrał świetne zawody.

[b]Bartosz Jurecki: [/b]

Nie udało się, ale nie załamujemy rąk. Potrafiliśmy zapomnieć o porażkach z pierwszej fazy grupowej, trzeba zapomnieć i teraz, żeby w niedzielę skutecznie powalczyć o brązowe medale. Nie wiem dlaczego przegraliśmy ten półfinał, były dobre pozycje do zdobywania bramek, a jednak nam nie wychodziło. Porażka bardzo boli.

[b]Sławomir Szmal: [/b]

Nie mogę być zadowolony ze swojej postawy. Nie sądzę, żebyśmy ulegli presji publiczności, graliśmy po prostu chaotycznie. Kiedy staraliśmy się wyrównać, popełnialiśmy głupie błędy, które rywale wykorzystywali do podwyższenia prowadzenia. Sędziowie pozwalali Chorwatom na ostrą grę, nam dawali kary, ale przecież tego się właśnie spodziewaliśmy. Na igrzyskach w Pekinie pokazaliśmy, że potrafimy zachować koncentrację nawet walcząc o piąte miejsce, więc teraz nie powinno być problemów z motywacją, by walczyć o brąz. Dla mnie każdy medal ma wielkie znaczenie.

[b]Tomasz Tłuczyński: [/b]

Obrona Chorwatów była bardzo dobrze ustawiona, ciężko było przedrzeć się ze skrzydła. Nasi rozgrywający też trochę zawiedli. Trzeba coś zrobić, popracować, żeby w ostatnim meczu znowu wszystko funkcjonowało jak wcześniej. Chorwacja przy żywiołowej publiczności zwyczajnie nas rozjechała. Ciężko było nawet próbować wyrównać. Myślę jednak, że swojej postawy nie musimy się wstydzić, bo i tak zaszliśmy daleko. [/ramka]

Niemożliwe nie zdarza się co dzień. Tym razem Artur Siódmiak nie miał szansy zostać bohaterem, jak w meczu z Norwegią, nie miał takiej szansy nikt w polskiej drużynie. Chorwaci grali znakomicie, Polacy średnio. Ani razu w półfinale nie prowadzili. Gospodarze wykorzystali każdą ich słabość.

Sławomir Szmal po siedmiu pierwszych rzutach na bramkę siedem razy wyjmował piłkę z siatki. Najskuteczniejszy w drużynie Tomasz Tłuczyński przez pierwszy kwadrans może dwa razy uczestniczył w akcji. Polacy starali się tak dokładnie wypracować pozycję do rzutu, że akcjom brakowało tempa. W zderzeniu z twardą chorwacką obroną wyglądali na zagubionych i zrezygnowanych. Tak jakby wszystko, co było możliwe do osiągnięcia na tym turnieju, już zrobili.

Pozostało jeszcze 91% artykułu
Piłka ręczna
Liga Mistrzów. Ponury wieczór dla Orlenu Wisły. Industria żegna się z honorem
Materiał Promocyjny
Rośnie znaczenie magazynów energii dla systemu energetycznego i bezpieczeństwa kraju
Piłka ręczna
Liga Mistrzów. Orlen Wisła Płock i Industria Kielce grają o ćwierćfinał
Piłka ręczna
Marcin Lijewski nie będzie już trenerem reprezentacji. Nie było wyjścia
Piłka ręczna
Industria Kielce gra o przetrwanie w Lidze Mistrzów. Czy Tałant Dujszebajew może odejść?
Materiał Partnera
Kroki praktycznego wdrożenia i operowania projektem OZE w wymiarze lokalnym
Piłka ręczna
Kolejna rewolucja w polskiej piłce ręcznej. Selekcjoner Marcin Lijewski straci pracę
Materiał Promocyjny
Jak znaleźć nieruchomość w Warszawie i czy warto inwestować?