Po meczu w kieleckiej Hali Legionów zapanował szał radości. I tym razem kielecki obiekt okazał sie szczęśliwy, bowiem reprezentacja jeszcze nie przegrała w tej hali.
W ciągu ośmiu dni Polacy rozegrali trzy eliminacyjne spotkania - w poprzednią sobotę zremisowali po dramatycznym finiszu we Wrocławiu ze Szwecją, a w środę wygrali w Czarnogórze.
Polacy od początku grali bardzo zdecydowanie, uważnie, ale i skutecznie. Po dziesięciu minutach prowadzili 7:2, by później dominować na boisku. Efektowne interwencje bramkarza Sławomira Szamala, w tym obrona karnego w wykonaniu najlepszego strzelca rumuńskiej drużyny Valentina Ghionea, silne i zaskakujące rzuty Karola Bieleckiego, techniczne tricki Bartosza Jureckiego oraz mocne strzały Marcina Lijewskiego, były ozdobą pierwszej połowy spotkania.
W tym okresie goście nie mogli poradzić sobie z pokonaniem polskiej obrony, często gubili piłkę i niecelnie podawali. Ich strzały mijały słupki polskiej bramki. Po przerwie w grze polskiego zespołu nagle coś się popsuło, Rumuni zdobywali bramki, zmniejszyli przewagę gospodarzy do sześciu goli, natomiast piłkarze Bogdana Wenty nie potrafili rozegrać ataków pod bramką gości, niecelnie też rzucali.
Po kilku minutach składne akcje polskich piłkarzy oraz skuteczna obrona znów przyniosły zdecydowane prowadzenie. Efektowny rajd Bartosza Jureckiego przez całe boisko, omijanie przeciwników i piękny, celny strzał, został wynagrodzony brawami kibiców na stojąco.