To było w tej samej hali, w czerwcowym meczu reprezentacji Polski z Chorwacją. Kibice przed wczorajszym spotkaniem w Lidze Mistrzów nie mówili o niczym innym, pokazywali palcami miejsce, w którym Karol Bielecki został sfaulowany przez Josipa Valcicia.
Wtedy nikt nie wiedział, jak poważna jest to kontuzja. – Ktoś powiedział, że zawieźli go do szpitala, ale mecz toczył się normalnie, nikt nie myślał o Bieleckim – opowiada jeden z fanów. Radzi, żeby szybko przejść na drugą stronę trybun, bo będzie lepiej widać.
Kielce przygotowały się, by pokazać Bieleckiemu, jak go podziwiają. Zawodnik Rhein-Neckar Loewen w tamtym starciu stracił oko i chociaż początkowo zapowiedział koniec kariery, zacisnął zęby i postanowił udowodnić, że jednym z najlepszych zawodników na świecie można być bez oka.
Przez cztery miesiące rehabilitacji kibicowała mu cała Polska. Kiedy wczoraj wybiegł na parkiet, z sufitu w Hali Legionów rozwinięto gigantyczną flagę z jego podobizną. Transparenty ułożyły się w napis – „Cały kraj, cała hala chyli czoła przed dumą handballa”.
Dumny z Bieleckiego był też premier Donald Tusk, który chociaż sam do Kielc nie przyjechał, przysłał emisariuszy w osobach Jana Krzysztofa Bieleckiego i ministra sportu Adama Giersza. Bieleckiemu list od premiera odczytał – a jakże – Bielecki. – Udowodniłeś, że nie można się poddawać nawet w najtrudniejszych momentach. Dziękuję Ci za to, że dla tysięcy polskich kibiców stałeś się wzorem do naśladowania – mówił, a twarz zawodnika nawet nie drgnęła.