Po pokonaniu Słowacji w pierwszym, trzymającym w napięciu do ostatnich sekund meczu, następny miał być spacerkiem. O tym, jak trzeba grać, Polacy na razie pięknie jednak tylko mówią. W spotkaniu z Argentyną nie było szacunku dla przeciwnika ani koncentracji – pewność siebie i nonszalancja mogły doprowadzić do porażki. Zespół Bogdana Wenty z jedną z najsłabszych drużyn mistrzostw świata wygrał różnicą zaledwie jednego gola. Trener był wściekły.
– Bardzo fajne słowa usłyszeliśmy od Argentyńczyków po meczu. Że jesteśmy potęgą. Tylko pytam: gdzie jest ta potęga? – złościł się Wenta.
[srodtytul]Mamy przepraszać?[/srodtytul]
Do tej pory najwięcej zastrzeżeń miał do gry swojej drużyny w obronie. Gdy po dziesięciu minutach Polacy prowadzili 4:0 można było nawet pomyśleć, że praca na treningach przyniosła efekt, gdyby nie to, że Sławomir Szmal miał już pełne ręce roboty i 80-procentową skuteczność w obronie rzutów przeciwników.
Polacy gubili piłkę w rozegraniu, nie potrafili poradzić sobie z indywidualnym kryciem i pressingiem kilkanaście metrów od bramki Argentyńczyków.
– Jeżeli mam grać tak jak dzisiaj i zdobyć mistrzostwo świata, to bardzo chętnie. A że było tak, a nie inaczej – trudno, jutro będzie lepiej. Daliśmy się wciągnąć w chaos, który nam Argentyna zaproponowała i nie potrafiliśmy z niego wyjść. Nie będę się teraz biczował, nie wiem, czego od nas oczekujecie? Żebyśmy stanęli i przepraszali? – pytał Marcin Lijewski, przeciwko Słowacji najlepszy piłkarz meczu, przeciwko Argentynie cień samego siebie.
40 minut po parkiecie biegał Mateusz Zaremba, który w tym turnieju miał uzupełniać skład, a nagle okazało się, że chce mu się bardziej niż kolegom. Bartłomiej Tomczak – młody i zdolny nie trafił ani razu mimo kilku prób. Dwie dwuminutowe kary bardzo szybko zebrał Grzegorz Tkaczyk, Artura Siódmiaka wykluczono z gry po trzeciej.
Argentyńczycy odłączyli Polaków od prądu, piłkarze Wenty z bezradności zaczęli atakować skrzydłami, ale sprawdzało się to tylko do przerwy. Polacy wygrywali wtedy 11: 6 i bardziej niż martwić się słabą skutecznością w ataku cieszyli się szczelną obroną.
– W przerwie mówiliśmy, że dawno nie straciliśmy tylko sześciu bramek. Sławek Szmal bardzo dobrze trzymał nam wynik, trzeba było tylko więcej ruchu w ataku. Wyszliśmy na drugą połowę i wyglądało to tak, jakbyśmy głowy zostawili po przerwie w szatni – opowiadał Wenta.
W 41. minucie było 16:10 dla Polski i nic nie wskazywało na to, że nudny serial zamieni się w thriller. Argentyńczycy grali bez kompleksów, z fantazją do samego końca (doskonały Diego Simonet). Polacy nie potrafili zdobyć bramki przez pięć minut, męczyli się, ale ciągle wyglądali na pewnych swego, nawet gdy prowadzili tylko 24:22.
[srodtytul]Nerwy do końca[/srodtytul]
W ostatnich dwóch minutach bardzo ważnego gola zdobył Mariusz Jurkiewicz. Potem doskonałą obroną popisał się Piotr Wyszomirski.
Ale rywalom, by doprowadzić do remisu, zabrakło tylko czasu. Wenta prosił o przerwę 11 sekund przed końcem przy prowadzeniu 24:23, by wytłumaczyć swoim zawodnikom, jak nie stracić piłki.
W niedzielę Polacy odpoczywali. Dzisiaj o 18.15 zagrają z Chile (bez kontuzjowanego Michała Jureckiego, którego do końca turnieju zastąpi Piotr Grabarczyk) . Jeśli to też nie będzie łatwy sparing, to znaczy, że albo Polacy kamuflują się przed drugą rundą, albo nie ma co marzyć o medalach.
[ramka][srodtytul]Powiedzieli [/srodtytul]
[srodtytul]Artur Siódmiak - obrotowy[/srodtytul]
Dobra była obrona, biegliśmy do kontrataków, tyle że przez prawie pięć minut nie potrafiliśmy zdobyć bramki. Brało się to z tego, że nasz atak był bardzo statyczny, mało kombinacyjny. Byliśmy mało ruchliwi, a argentyńska agresywna obrona przechwytywała piłki bądź zmuszała do oddania rzutów z nieprzygotowanych pozycji. W drugiej połowie trochę za dużo było kar, rywale poczuli wiatr w żaglach. Trzeba przyznać, że grali bardzo ambitnie.
[srodtytul]Grzegorz Tkaczyk - rozgrywający[/srodtytul]
Zagraliśmy słaby mecz, nie ma co ukrywać. Najważniejsze są jednak dwa punkty, zaczęliśmy przecież mistrzostwa od dwóch zwycięstw. Trochę nie radziliśmy sobie z obroną przeciwnika, z agresywną strefą. Za dużo przeprowadzaliśmy akcji indywidualnych. Do obrony właściwie nie można się przyczepić. Od niedzieli przygotowujemy się do spotkania z Chile i zakładam, że to także nie będzie łatwy mecz.
[srodtytul]Druga kolejka[/srodtytul]
GRUPA D
POLSKA - ARGENTYNA 24:23 (11:6)
Polska: Szmal, Wyszomirski - Jaszka 1, Kuchczyński 4, Tkaczyk 2, Tomczak, Bielecki 1, Siódmiak 1, B. Jurecki 2, Jurasik, M. Jurecki 3, Tłuczyński 5, Jurkiewicz 1, M. Lijewski, Rosiński 1, Zaremba 3.
Kary: Polska - 16 minut w tym czerwona kartka: Artur Siódmiak. Argentyna - 12 minut w tym czerwona kartka dla Gonzalo Carou.
• Chile - Korea Południowa 22:37 (12:15)
• Słowacja - Szwecja 22:38 (14:15)
1. Szwecja 2 4 66:40
2. POLSKA 2 4 59:56
3. Korea Płd. 2 3 62:47
4. Argentyna 2 1 48:49
5. Słowacja 2 0 55:73
6. Chile 2 0 40:65
GRUPA A
• Bahrajn - Niemcy 18:38
• Hiszpania - Tunezja 21:18
• Francja - Egipt 28:19
Tabela:
1. Niemcy 2 4 68:43,
2. Francja 2 4 60:38,
3. Hiszpania 2 4 54:40,
4. Egipt 2 0 44:58,
5. Tunezja 2 0 37:53,
6. Bahrajn 2 0 40:71.
GRUPA B
• Węgry - Norwegia 26:23
• Japonia - Austria 33:30
• Brazylia - Islandia 26:34
Tabela:
1. Islandia 2 4 66:52,
2. Austria 2 2 64:57,
3. Norwegia 2 2 58:55,
4. Japonia 2 2 62:65,
5. Węgry 2 2 52:55,
6. Brazylia 2 0 50:68.
GRUPA C
• Serbia - Australia 35:18
• Chorwacja - Algieria 26:15
• Dania - Rumunia 39:30.
Tabela:
1. Dania 2 4 86:42,
2. Serbia 2 4 60:42,
3. Chorwacja 2 4 53:36,
4. Algieria 2 0 39:51,
5. Rumunia 2 0 51:66,
6. Australia 2 0 30:82. [/ramka]