[b]Czy w reprezentacji Polski panuje jeszcze dobra atmosfera?[/b]
[b]Bogdan Wenta:[/b] Myślę, że tak. Proszę zapytać zawodników, może powiedzą coś więcej. Zdajemy sobie sprawę po co przyjechaliśmy na mistrzostwa i że znaleźliśmy się na takim etapie, że mecz o siódme miejsce jest dla nas jak finał mundialu. To spotkanie o igrzyska w Londynie, ale też o przyszłość naszego sportu. Na szali leży bardzo dużo. Znamy się z zawodnikami od wielu lat i czasami nie potrzeba słów, by wyrazić co się czuje. Jesteśmy bardzo smutni, ale przechodziliśmy już gorsze momenty.
[b]Miała być silna druga linia, a nie ma jej w ogóle.[/b]
Grzesiek Tkaczyk trochę szarpie, ale jest świeżo po kontuzji. Robimy proste błędy, nie po rzucie, ale jakieś takie dziwne. Piłka wypada z rąk, jakby paraliżowała chłopaków odpowiedzialność. Jeśli z góry zakładasz, że ci nie wyjdzie, to ci nie wyjdzie. Za dużo mamy złych myśli.
[b]Karol Bielecki i Marcin Lijewski nie udźwignęli roli liderów?[/b]
Wszyscy zdajemy sobie sprawę, jaką wartość mają dla nas niektórzy zawodnicy, wiemy, że od nich trzeba wymagać więcej. W kuluarach mówi się o przemęczeniu piłkarzy z Bundesligi, że tam się graczy za mocno eksploatuje. Ale to trochę mówienie tego, co chce się samemu usłyszeć.
[b]Sławomir Szmal twierdzi, że nie wszystkim bardzo zależy.[/b]
W każdym zespole są jakieś sympatie i antypatie. Po tak długim czasie w jednej grupie przeszkadza rano strój kolegi, smak kawy, czy ta sama jajecznica na śniadanie. Przy zwycięstwach takie rzeczy schodzą na dalszy plan, kontuzje nie bolą, łatwo się zapomina o złym. Szukajmy w tym turnieju pozytywów: Piotrek Grabarczyk, Bartek Tomczak, Mateusz Zaremba zbierają doświadczenie, które może być dla nich ważne w najbliższych latach. Może krystalizuje się właśnie nowa grupa.
[b]A może drużynę przerosły oczekiwania kibiców, zainteresowanie mediów?[/b]
Do tylu mikrofonów przed nosem też trzeba dorosnąć. To, że jesteśmy bardziej rozpoznawalni wzbudza we mnie większe zacięcie, mobilizację i zmusza do większego poświęcenia. Odpowiedzialność jest większa. Nie chce pójść o kilka zdań za daleko, ale z mediami trzeba się też umieć oswoić, stanąć przed dziennikarzami także wtedy, kiedy nie idzie. I zastanowić się po co tu są? Bo kibice chcą wiedzieć o nas wszystko.
[b]Może trzeba było zmienić drużynę już przed turniejem.[/b]
Zarzuca się nam, że za mało mamy świeżej krwi w zespole, ale np. u Chorwatów od lat nie zmienia się nic. Znam tę drużynę na pamięć.
[b]Ale Chorwaci łatwo z nami wygrywają.[/b]
Przed meczem z Serbią u nas w szatni była grobowa cisza, przed Chorwacją na spacerze - też. Widać załamanie. Brakuje człowieka, który to wszystko pociągnie, który wstanie, walnie pięścią w stół. Chorwaci mają Ivano Balicia, który robi już dużo błędów, ale jak wejdzie na boisko, wszyscy go słuchają. U nas Tkaczykowi zabrała trochę kontuzja, Sławek Szmal broni nieprawdopodobnie, ale przecież bramki nie zamuruje. Podajemy piłkę przeciwnikowi do rąk. Skąd to się bierze? Z braku zaufania w drużynie? Ta wypowiedź Sławka o tym, że trzeba pociągnąć tych, którym się chce mniej, chyba trochę sugeruje.
[b]Gdyby jeszcze raz mógł pan wybrać drużynę na turniej, dużo byłoby zmian?[/b]
Zegar biologiczny tyka wszystkim, patrzymy co jest przydatne drużynie, a nie w metryki. Wyboru wielkiego nie mamy. Teraz się przecież nie spakujemy. Zakładaliśmy walkę o miejsca od pierwszego do siódmego. No to gramy o siódme.
[i]Rozmawiał w Malmoe Michał Kołodziejczyk[/i]