Dwóch piłkarzy Wisły Kraków Marek Zieńczuk i Paweł Brożek strzeliło w tym sezonie już 17 goli. Wszyscy zawodnicy ŁKS zaledwie sześć. W sobotę w Łodzi zmierzy się zatem najskuteczniejsza drużyna z tą, której zdobywanie bramek przychodzi z największym trudem. Inny wynik niż łatwe zwycięstwo Wisły byłby zaskoczeniem.
Po pokonaniu Legii piłkarze Macieja Skorży stwierdzili, że nie tylko nie spoczną na laurach, ale skromne 1:0 i wiele niewykorzystanych sytuacji zdenerwowało ich do tego stopnia, że będą chcieli wynagrodzić to kibicom w następnym meczu.
Legia nie ma komu wynagradzać porażki w Krakowie. Zawodnicy po środowym meczu w Pucharze Polski (wygrana z ŁKS 1:0) głośno wyrażali niezadowolenie z protestu, jaki na Łazienkowskiej urządzają ich fani. – Ci, którzy mają coś do Mariusza Waltera, niech walczą z nim, a nie z zespołem. Niech nie udają, że są zakochani w Legii. Kibice chcą tylko załatwić jakieś własne interesy – mówił kapitan drużyny Aleksandar Vuković.
Legia jest teraz w równie niespodziewanym dołku, jak niespodziewanie dobrze zaczęła rozgrywki. Było siedem zwycięstw z rzędu i próba ataku na rekord wszech czasów, teraz są cztery porażki (wszystkie bez strzelonego gola) w ostatnich pięciu meczach ligowych, w tym kompromitująca – z Odrą Wodzisław na własnym boisku.
Zawsze uśmiechnięty trener Jan Urban trochę przygasł. – Wyglądamy, jakbyśmy byli w okresie przygotowawczym. Niech się ta runda już skończy i zobaczymy, co będzie na wiosnę – mówił w środę.