Czerwony alarm Liverpoolu

Jeśli Liverpool nie pokona Besiktasu, może nie dotrwać w pucharach do wiosny. Finalista Ligi Mistrzów jest w tak złej sytuacji, że nawet wygranie trzech ostatnich meczów nie gwarantuje mu awansu

Publikacja: 06.11.2007 05:48

Czerwony alarm Liverpoolu

Foto: Reuters

Od finału w Atenach dzieli Liverpool pół roku i 40 milionów funtów wydanych na nowych piłkarzy, a zespół jest bardzo daleko od miejsca, w którym widzieli go amerykańscy właściciele Tom Hicks i George Gillett. Latem mówili trenerowi Rafaelowi Benitezowi: „Kupuj, kogo chcesz, byle było nas jeszcze stać na budowę nowego stadionu”.

W Lidze Mistrzów piłkarze Beniteza zdobyli zaledwie punkt w trzech meczach i są na ostatnim miejscu, w Premiership na siódmym. Wspomnienia niesamowitych powrotów znad krawędzi za kadencji Beniteza działają na wyobraźnię, ale miliony funtów zostały wydane właśnie po to, by drużyna już nie stwarzała sobie problemów, które potem musi rozwiązywać.

– To jest czas dla tych, którzy wierzą – mówi Benitez. On sam wierzy przede wszystkim w nagłe ozdrowienie napastnika Fernando Torresa, który miał leczyć naciągnięty mięsień przez kilkanaście dni, a niewykluczone, że zagra już dzisiaj. Na pewno zabraknie natomiast kontuzjowanego Xabiego Alonso, który w zbudowanej przez Beniteza maszynie do wymęczania zwycięstw jest jedną z najważniejszych części. Steven Gerrard daje tej maszynie napęd, ale Xabi Alonso pilnuje, by jechała tam, gdzie chce trener. Z Besiktasem na własnym stadionie Liverpool powinien wygrać nawet osłabiony kontuzjami, ale już Olympique Marsylia pokazał w tym sezonie, że kibice na Anfield mu niestraszni i stąd też można zabrać trzy punkty.

Milan, z którym Liverpool przegrał w ostatnim finale, ma jeszcze większe kłopoty, ale tylko w Serie A, gdzie jest blisko dolnej połowy tabeli. W Lidze Mistrzów prowadzi, ma tyle samo punktów co Szachtar, z którym gra dzisiaj w Doniecku. Dwa tygodnie temu w Mediolanie było 4:1 dla gospodarzy, a na stronie UEFA do dziś można oglądać zdjęcie Mariusza Lewandowskiego odprowadzającego wzrokiem uciekającego z piłką Kakę.

Jeśli w rewanżu Milan (władze klubu w specjalnym komunikacie uczciły pamięć zmarłego wczoraj Nielsa Liedholma, Szweda, który prowadził drużynę do tytułów i jako piłkarz, i jako trener) nie da się pokonać, będzie jedną nogą w drugiej rundzie, bo dla pozostałych rywali z grupy D, Celticu i Benfiki, każdy punkt zdobyty na wyjeździe jest świętem. Celtic potrafi wygrywać w LM tylko u siebie i dziś ma szansę opuścić ostatnie miejsce w grupie. Jeśli nie uda się teraz, drużyny Artura Boruca i Macieja Żurawskiego może zabraknąć wiosną nawet w Pucharze UEFA (awansują zespoły z trzecich miejsc).

Mimo kłopotów ani Benitez, ani Carlo Ancelotti nie są na razie zamęczani pytaniami o dymisje, ale cierpliwi prezesi to coraz rzadsze zjawisko, nawet w Lidze Mistrzów. Od początku rundy grupowej trenerów zmieniło aż osiem drużyn, a Dynamo Kijów nawet dwa razy: chorego na serce Jozefa Sabo zastąpił właśnie Oleg Łużny.

W grupie B tylko Schalke gra dalej z tym trenerem, z którym zaczynało sezon, ale Mirko Slomka po serii czterech meczów bez zwycięstwa też jest już umówiony na trudne rozmowy ze swoimi szefami. Chelsea zwolniła Jose Mourinho w środku nocy za brak stylu i kłopotliwy charakter. Valencia pożegnała Quique Sancheza Floresa o podobnej porze, po buncie najbardziej doświadczonych piłkarzy.

Z ostatniego miejsca w grupie B ma wyciągać Valencię Ronald Koeman. Zacznie od meczu z Rosenborgiem, który na razie jest na miejscu dającym awans, zremisował z Chelsea w Londynie, wygrał dwa tygodnie temu z Valencią, ale trener Knut Torum i tak złożył dymisję, uprzedzając ruch władz klubu, niezadowolonych z wyników w lidze norweskiej.

Z powodu słabej gry trenerów zmieniły Steaua Bukareszt (Gheorghe Hagiego zastąpiła inna legenda tego klubu Marius Lacatus) i Olympique Marsylia (Eric Gerets za Alaina Perrina). Sevilla i PSV musiały znaleźć nowych szefów dla drużyny, bo Juande Ramos przeniósł się do Tottenhamu, licząc, że tam znajdzie to, czego mu brakowało w Sewilli, czyli wielkie pieniądze i uznanie kibiców, a Koeman, gdy tylko pojawiła się oferta z Valencii, nie chciał słyszeć o dalszej pracy w Eindhoven. Karuzela z trenerami najlepszych klubów już dawno nie kręciła się tak szybko i nawet szef FIFA Sepp Blatter poczuł, że musi w tej sprawie zabrać głos.

W wywiadzie dla „La Gazzetta dello Sport” zapowiedział, że doprowadzi do tego, by trenerzy mogli zmieniać pracę jak piłkarze – tylko w dwóch oknach transferowych.

Od finału w Atenach dzieli Liverpool pół roku i 40 milionów funtów wydanych na nowych piłkarzy, a zespół jest bardzo daleko od miejsca, w którym widzieli go amerykańscy właściciele Tom Hicks i George Gillett. Latem mówili trenerowi Rafaelowi Benitezowi: „Kupuj, kogo chcesz, byle było nas jeszcze stać na budowę nowego stadionu”.

W Lidze Mistrzów piłkarze Beniteza zdobyli zaledwie punkt w trzech meczach i są na ostatnim miejscu, w Premiership na siódmym. Wspomnienia niesamowitych powrotów znad krawędzi za kadencji Beniteza działają na wyobraźnię, ale miliony funtów zostały wydane właśnie po to, by drużyna już nie stwarzała sobie problemów, które potem musi rozwiązywać.

Pozostało jeszcze 84% artykułu
Piłka nożna
Cezary Kulesza nie uwiódł Europy. Przegrał wybory do władz UEFA
Materiał Promocyjny
Rośnie znaczenie magazynów energii dla systemu energetycznego i bezpieczeństwa kraju
Piłka nożna
Superpuchar Polski. Tak skromnie na PGE Narodowym jeszcze nie było
Piłka nożna
Barcelona - Real w finale Pucharu Króla. Czy zobaczymy aż trzy El Clasico w ciągu miesiąca?
Piłka nożna
Piłka nożna bez kibiców. Jagiellonia Białystok zdobyła Superpuchar Polski
Materiał Partnera
Kroki praktycznego wdrożenia i operowania projektem OZE w wymiarze lokalnym
Piłka nożna
Niespodzianki nie było. O Puchar Polski zagrają Pogoń Szczecin i Legia Warszawa
Materiał Promocyjny
Jak znaleźć nieruchomość w Warszawie i czy warto inwestować?