Rz: Czuje się pan największym bohaterem eliminacji?
Euzebiusz Smolarek
: Nie, po prostu strzelałem bramki, a pracowała na nie cała drużyna. Jakbym nie ja przystawiał nogę w odpowiednim momencie, to robiłby to kto inny. Najważniejsze, że jesteśmy tam, gdzie chcieliśmy być.
Na początku gry o Euro nie miał pan miejsca w składzie, a teraz Leo Beenhakker nosi pana na rękach.
Dziękuję trenerowi, że znalazł dla mnie to miejsce, bo w pierwszym meczu, z Finlandią, siedziałem na ławce. Beenhakker wie, jak bardzo tego nie lubię. Nie bałem się mówić o tym głośno, bo tak powinien myśleć piłkarz. Ale w ogóle moje pierwsze powołania i mecze dla Polski, jeszcze długo przed przyjściem Beenhakkera, nie były łatwe. Wszyscy wiedzieli, czyim jestem synem. Jestem z tego dumny, ale nie wtedy, gdy słyszę, że gram w reprezentacji za nazwisko. Mnie tata na boisku za rękę nie trzyma, sam o wszystko walczyłem. I chciałem walczyć właśnie dla Polski. Może źle mówię po polsku, ale w sercu mam ten kraj. I bardzo się cieszę, że ten kraj mnie chciał.