Są takie mecze na tym mundialu, o których głośno jest już przed pierwszym gwizdkiem. Wszystko dlatego, że polityka wchodzi w swoich brudnych butach na murawę. Tak było m.in. przed spotkaniami Iranu, który od początku miał pod górkę i nie dostał szansy, by przygotowywać się do gry w normalnych warunkach.
Donald Trump okazał się słabym gospodarzem, a teraz jeszcze udowodnił, że kompletnie nie zna się na przepisach, gdy z rozbrajającą szczerością wyznał, że nie wiedział, z jakimi konsekwencjami wiąże się ukaranie piłkarza czerwoną kartką. To, co przydarzyło się Folarinowi Balogunowi w meczu 1/16 finału z Bośniakami, uznał za niesprawiedliwość. Chwycił więc za telefon i zadzwonił do swojego przyjaciela Gianniego Infantino, by załatwił sprawę, bo przecież najlepszego strzelca Amerykanów nie może zabraknąć na boisku.
Jak Gianni Infantino spełnia życzenia Donalda Trumpa
Szef FIFA spełnił jego życzenie, choć potem zaznaczał, że decyzję o zawieszeniu wykonania kary dla reprezentanta USA na roczny okres próby podjął – powołując się na mało znany zapis – niezależny komitet dyscyplinarny, a z jego strony nie było żadnych nacisków.
Czytaj więcej
Zawieszenie kary dla piłkarza reprezentacji USA Folarina Baloguna, który miał pauzować na mundialu za czerwoną kartkę, potwierdza opinię, że FIFA d...
UEFA oświadczyła jednak, że „przekroczono czerwoną linię”, a na FIFA wylał się ocean krytyki. – To nasza gra, a nie ich. Jeśli Trump i Infantino naprawdę załatwili to między sobą, jest to nie do zaakceptowania. Oni nie mają pojęcia o piłce nożnej – stwierdził Juergen Klopp, przyszły selekcjoner reprezentacji Niemiec, pracujący podczas turnieju jako ekspert telewizji Magenta TV.
Oburzeni Belgowie domagali się wyjaśnień, ale – jak można było się spodziewać – niczego nie ugrali („Belgia nie jest stroną w sprawie, nie ma podstaw do podważenia decyzji” – napisano w komunikacie). A raczej prawie niczego – poza sympatią kibiców z całego świata, którzy w nocy z poniedziałku na wtorek trzymali kciuki za nich i za to, by zwyciężył futbol.
Amerykanie próbowali zawłaszczyć piłkarskie święto, a selekcjoner Mauricio Pochettino przekonywał, że jeśli ktokolwiek ucierpiał w tej sytuacji, to Stany Zjednoczone. – Musieliśmy grać 30 czy 35 minut w osłabieniu w meczu fazy pucharowej mundialu. Nie odnosimy tu żadnych nadzwyczajnych korzyści. Ostatecznie nie jesteśmy ofiarami, ale z pewnością nie jesteśmy też czarnymi charakterami w tej historii – po takiej wypowiedzi Argentyńczyka chyba już nikt nie miał wątpliwości, czy wystawi on Baloguna w wyjściowej jedenastce. Piłkarz Monaco stworzył w meczu z Belgami duet napastników z Christianem Pulisicem.
Pochettino nie dokonał żadnych zmian w składzie, w przeciwieństwie do trenera Belgów Rudiego Garcii, który pominął m.in. Jeremy'ego Doku i Kevina De Bruyne. Środek pola wzmocnili Nicolas Raskin i Amadou Onana.
Koniec mundialu dla Amerykanów. Belgowie w ćwierćfinale
Belgowie znakomicie weszli w mecz, jakby chcieli pokazać, że może i Amerykanie mogą liczyć na specjalne traktowanie, ale umiejętności i jakość są po stronie drużyny z Europy. Reprezentanci Belgii wyglądali też na podbudowanych zwycięstwem nad Senegalem (3:2), odniesionym w emocjonujących okolicznościach.
Mogli prowadzić już po kilkudziesięciu sekundach, ale efektowną paradą po strzale Timothy'ego Castagne'a popisał się Matt Freese. Osiem minut później było już jednak 1:0, bo po zagraniu Raskina w pole karne z bliska piłkę do siatki wepchnął Charles De Ketelaere.
Amerykanie, dla których to spotkanie miało być pierwszą poważną weryfikacją na mistrzostwach świata, długo nie mogli się otrząsnąć, obudzili się dopiero po pół godzinie gry. Z rzutu wolnego, tak jak w meczu z Bośnią i Hercegowiną, trafił Malik Tillman. Ale Belgowie błyskawicznie wrócili na prowadzenie. Znów w roli głównej wystąpił De Ketelaere, wykorzystując błędy obrony rywali.
Wydawało się, że Pochettino wyciągnął wnioski, bo w drugiej połowie gospodarze sprawiali już dużo lepsze wrażenie, ale w kuriozalnych okolicznościach pozwolili sobie strzelić trzeciego gola. Freese wybiegł z interwencją poza pole karne, stracił piłkę, a Tim Ream nie zatrzymał jej po strzale Hansa Vanakena do pustej bramki. W doliczonym czasie, znów po błędach w defensywie, wynik ustalił Romelu Lukaku.
Amerykanie marzyli o pierwszym ćwierćfinale mundialu od 2002 r., ale nie pomogły im nawet zakulisowe gry. Zwyciężył futbol i to Belgowie zagrają w piątek w Los Angeles z Hiszpanami. Faworytami będą jednak mistrzowie Europy, którzy wyeliminowali Portugalię (1:0), doprowadzając do łez Cristiano Ronaldo, żegnającego się z występami na mundialach.