Eksplozja emocji nastąpiła po golu na 2:0, wcześniej Nenad Bjelica widocznie jeszcze nie był pewny swego. Strzałem zza pola karnego bramkę dla Unionu w meczu z Borussią Mönchengladbach zdobył właśnie Benedict Hollerbach, a wystawienie 22-latka, który wcześniej zagrał w Bundeslidze tylko siedem razy, było autorskim pomysłem nowego trenera.
Zawodnik prosto z boiska, a trener z ławki ruszyli do siebie sprintem, by wspólnie świętować gola. Radość była tym większa, że kibice Unionu na zwycięstwo czekali dwa i pół miesiąca, od wygranej w Darmstadt z 26 sierpnia.
Nenad Bjelica i zagadka z Lecha Poznań
Tak jak świetny poprzedni sezon, dający grę w Lidze Mistrzów, trzeba uznać za wynik ponad stan klubu z Berlina, tak fatalna jesień, z miejscem w strefie spadkowej, też nie odpowiadała możliwościom Unionu. Z bólem serca, po ponad pięciu latach, pożegnano więc trenera Ursa Fischera.
Czytaj więcej
Hiszpan przejął w listopadzie grające w drugiej lidze włoskiej Como. Na razie tymczasowo, ale wyniki, jakie osiąga, mogą sprawić, że zostanie na dł...
Zatrudnienie w jego miejsce Chorwata przyjęto z zaskoczeniem, mowa bowiem o trenerze, który w Bundeslidze wcześniej nie pracował, a grał w niej dość krótko 20 lat temu. Lothar Matthäus określił nawet Bjelicę mianem „pana nikt”, a jego nominację – „dużym ryzykiem przy delikatnym i trudnym zadaniu”.
Dla polskich trenerów angaż Chorwata w lidze uznawanej za jedną z pięciu najsilniejszych w Europie może dać pewne argumenty w niekończącej się dyskusji o jakości polskiej myśli szkoleniowej. Mowa bowiem o trenerze, który Ekstraklasy nie podbił, choć piłkarze jego Lecha Poznań do dziś nie umieją wytłumaczyć, dlaczego żadnego trofeum z Bjelicą nie zdobyli.
Jan Bednarek porażkę w finale Pucharu Polski (2017) nazywa najboleśniejszą w swojej karierze. Lech grał wtedy swój trzeci finał z rzędu na Stadionie Narodowym – i to z Arką Gdynia, którą niecałe trzy miesiące wcześniej rozłożył na łopatki 3:0 w wyjazdowym meczu. Przegrał 1:2.
Rok później Lech był liderem Ekstraklasy po 30 meczach i do mistrzostwa Polski potrzebował utrzymania przewagi w siedmiu ostatnich kolejkach rundy finałowej. Przekonanie, że się uda, graniczyło w Poznaniu z pewnością, tymczasem Chorwat nawet nie dokończył sezonu na ławce. Został zwolniony po serii niepowodzeń, a wściekli i rozczarowani kibice przerwali mecz ostatniej kolejki z Legią.
Bjelica, który długo na ławce trenerskiej był wulkanem energii, a zapamiętane zostały mu zabawne językowe hasła typu „circus” i „skandaloza”, zaczął gnuśnieć. Nie umiał wytłumaczyć porażek i kryzysu, uciekał się do frazesów. Mówił: „Lech długo nie był liderem i nie umieliśmy żyć z tym, co osiągnęliśmy”.
Winy szukał też wokół, a nie w sobie. Gdy został zatrudniony, kibice Lecha wywiesili transparent z hasłem: „Trenerze Bjelico, chcemy wojowników, a nie gwiazdeczki”, a on sam pod koniec pracy taką się stał. Jego odejściu wciąż towarzyszyło jednocześnie przekonanie, że Ekstraklasa traci trenera wysokiej klasy, który jeszcze wypłynie w Europie.
Życie Bjelicy po Ekstraklasie: powrót do Ligi Mistrzów
Błyskawicznie dostał pracę w Dinamie Zagrzeb i znów czegoś Bjelicy zabrakło – tym razem kilku minut z korzystnym zestawem wyników do wyjścia z grupy Ligi Mistrzów. Kolejny przystankiem był rodzinny Osijek. Klub miał mistrzowskie ambicje, ale potknął się na ostatniej prostej walki o tytuł. Gdy 18 kwietnia ogłoszono Bjelicę trenerem mistrza Turcji, Trabzonsporu, wydawało się, że połączenie jego temperamentu z żywiołowością kibiców nad Bosforem będzie mariażem idealnym. Nie było. Chorwat tyle samo meczów wygrał, co przegrał (po osiem) i pożegnano go bez żalu.
Czytaj więcej
Hiszpan przed rokiem wyprowadził Bayer z kryzysu. Dziś jest z nim na szczycie Bundesligi.
Dla Unionu pewnie nie był pierwszym wyborem, ale sięgnięcie po nieoczywistego trenera wpisuje się w filozofię klubu. Do Berlina pasuje, bo po latach gry w Hiszpanii i Włoszech mówi kilkoma językami, a w Spezii słuchał z okna serenad kibiców, by nigdzie nie odchodził.
Po wygranej w debiucie jest chwalony za odsunięcie gwiazdy – jak wypożyczony z Chelsea David Fofana – i odbudowanie tych, którzy jesienią byli cieniem samych siebie.
Teoretycznie Union nie ma prawa wygrać w Lidze Mistrzów z Realem, ale historia Bjelicy pokazuje, że w jego przypadku oczywiste scenariusze rzadko się sprawdzają.
6. KOLEJKA LIGI MISTRZÓW - KIEDY MECZE? GDZIE TRANSMISJE?
Wtorek
Grupa A
- FC Kopenhaga – Galatasaray Stambuł (21.00, Polsat Sport Premium 1)
- Manchester United – Bayern Monachium (21.00, Polsat Sport Premium 2)
Grupa B
- Lens – Sevilla (18.45, Polsat Sport Premium 1)
- PSV Eindhoven – Arsenal (18.45, Polsat Sport Premium 2)
Grupa C
- Napoli – Braga (21.00, Polsat Sport Premium 3)
- Union Berlin – Real Madryt (21.00, Polsat Sport Premium 4)
Grupa D
- Inter Mediolan – Real Sociedad San Sebastian (21.00, Polsat Sport Premium 5)
- Salzburg – Benfica (21.00, Polsat Sport Premium 6)
Środa
Grupa E
- Atletico Madryt – Lazio Rzym (21.00, Polsat Sport Premium 4)
- Celtic Glasgow – Feyenoord Rotterdam (21.00, Polsat Sport Premium 6)
Grupa F
- Borussia Dortmund – Paris Saint-Germain (21.00, Polsat Sport Premium 1)
- Newcastle United – Milan (21.00, Polsat Sport Premium 2)
Grupa G
- Crvena Zvezda Belgrad – Manchester City (18.45, Polsat Sport Premium 1)
- RB Lipsk – Young Boys Berno (18.45, Polsat Sport Premium 2)
Grupa H
- Royal Antwerp – Barcelona (21.00, Polsat Sport Premium 3)
- Porto – Szachtar Donieck (21.00, Polsat Sport Premium 5)