Reprezentacja Polski prowadzona przez Marcina Włodarskiego zawsze chce grać szybko, odważnie, do przodu. Ważne jest zdobywanie goli, a nie kurczowe trzymanie się własnej bramki.
Taka taktyka sprawdzała się w mistrzostwach Europy, gdzie Polacy potrafili zdominować rywali, nawet tak dobrych jak Serbowie.
Polska-Segenal 1:4. Rywale wyglądali przy polskich juniorach jak seniorzy
W mistrzostwach świata Polacy spotykają się jednak z innymi stylami gry i innym typem zawodników. Reprezentanci Senegalu wyglądali jak seniorzy, byli wysocy, szybcy i silni, ale na tym nie kończyły się ich atuty. Do tego dodali dobrą technikę i dyscyplinę taktyczną. Polacy rzadko wygrywali z nimi pojedynki w ataku i pod własną bramką, a nawet kiedy już minęli jednego zawodnika, to natychmiast doskakiwał kolejny i bardzo często zabierał piłkę.
Czytaj więcej
Ta drużyna nie boi się żadnego przeciwnika i zawsze gra o zwycięstwo. Tuż przed startem turnieju w Indonezji wstrząsnął nią jednak skandal.
Wyróżniał się w tym szczególnie wysoki Daouda Diong. Defensywny pomocnik Senegalu nie tylko blokował ataki Polaków, ale potrafił sam popędzić na naszą bramkę. W pierwszej połowie po indywidualnej akcji trafił zza pola karnego w słupek i Polacy odetchnęli z ulgą. Przegrywali już wtedy 0:1, a gol padł po akcji, w której jak w pigułce było widać atuty rywali. Yaya Diémé okazał się za szybki dla naszego obrońcy, Idrissa Guèye wbiegł na krótki słupek i pokonał Michała Matysa.
Akcje przy drugim i trzecim golu wyglądały niemal tak samo. Co z tego, że sztab trenera Włodarskiego na pewno uczulał swoich piłkarzy na takie zagrania, skoro rywale byli zbyt dobrzy.
Polska-Senegal 1:4: Polakom brakowało sił
Polakom nie można było odmówić ambicji, walczyli i biegali, ale zawsze byli o jedno tempo wolniejsi. Być może czuli trudy meczu rozgrywanego w parnym, indonezyjskim klimacie. W 38. minucie sędzia na pół godziny przerwał spotkanie, podobnie jak pierwszy mecz z Japonią, bo nad stadion nadciągała nawałnica.
Dodatkowy odpoczynek niewiele pomógł. Polakom chyba brakowało sił, bo w drugiej połowie środkowi obrońcy nawet nie pobiegli za rywalem, który wyszedł sam na sam z polskim bramkarzem.
Daje się we znaki brak trzech piłkarzy, usuniętych ze zgrupowania po aferze alkoholowej. Kiedy trener Włodarski wprowadził na boisko trzech rezerwowych, w napięciu patrzył jak dwóch jego zawodników pod koniec spotkania zwijało się z bólu na murawie.
Ten mecz należy traktować w kategoriach bolesnej lekcji dla naszych zawodników i materiału szkoleniowego na przyszłość.
Kolejny test, być może jeszcze trudniejszy, czeka Polaków już w piątek, kiedy na ich drodze stanie reprezentacja Argentyny.
Transmisje meczów turnieju można obejrzeć w TVP Sport.