Kilkadziesiąt sekund zabrakło w sobotę Szkotom do pokonania Anglików i przedłużenia szans na awans do przyszłorocznego mundialu.
Trener gospodarzy Gordon Strachan wyglądał na najbardziej zawiedzionego człowieka na stadionie Hampden Park w Glasgow. Po ostatnim gwizdku sędziego cisnął butelką o ziemię, w drodze do szatni kręcił głową z niedowierzaniem. Dziesięć minut wcześniej wziąłby pewnie remis w ciemno, ale po tym, co wydarzyło się w końcówce spotkania, łatwo zrozumieć jego rozczarowanie.
Szkoci przegrywali po ładnej indywidualnej akcji Aleksa Oxlade'a-Chamberlaina. Do odwrócenia losów meczu wystarczyły im jednak zaledwie trzy minuty i dwa rzuty wolne. Wykonał je ze stoickim spokojem i chirurgiczną precyzją Leigh Griffiths.
Napastnik Celtiku długo czekał na te bramki, w reprezentacji debiutował już pięć lat temu. Będzie miał co opowiadać dzieciom. Wspomnienia byłyby jeszcze lepsze, gdyby w doliczonym czasie jego koledzy z obrony zdołali upilnować Harry'ego Kane'a. Król strzelców Premier League wyszedł do podania Raheema Sterlinga jak rasowy snajper, przystawił nogę do piłki i doprowadził do wyrównania.
Anglicy są wciąż niepokonani i przewodzą stawce w grupie F, ale ich przewaga nad Słowacją (2:1 z Litwą) i Słowenią (2:0 z Maltą) stopniała odpowiednio do dwóch i trzech punktów. Szkocji pozostała walka o baraże.
Nie ma już w Europie drużyny, która nie straciłaby w tych eliminacjach gola, ale są nadal dwa zespoły, które nie straciły jeszcze punktu. To Niemcy i Szwajcaria.
Mistrzowie świata trudnego zadania nie mieli, rozbili w Norymberdze San Marino 7:0. Hat trick uzyskał Sandro Wagner, debiutujący w kadrze przed kilkoma dniami w towarzyskim meczu z Danią.
Szwajcarzy wygrali na wyjeździe z Wyspami Owczymi (2:0) i zagrozić im w rywalizacji o awans mogą już tylko Portugalczycy (3:0 z Łotwą). Z wyścigu odpadli Węgrzy, zaliczając wpadkę w Andorze (0:1).
– To niewybaczalna hańba. Mogę tylko przeprosić – trener Bernd Storck nie próbował szukać usprawiedliwienia.
Węgierska prasa nie ma litości dla swoich piłkarzy, pisze o najbardziej żenującej porażce i przypomina o innych niechlubnych kartach w historii reprezentacji: ubiegłorocznym bezbramkowym remisie z Wyspami Owczymi, przegranej z Maltą (2006 r.) oraz remisie z Liechtensteinem (1999 r.).
To pierwsze zwycięstwo Andory w spotkaniu o punkty od 13 lat, a swój udział w tej klęsce mieli niestety zawodnicy z polskiej ekstraklasy: Adam Gyurcso (Pogoń Szczecin) i Dominik Nagy (Legia).
Holendrzy wierzą, że ich droga krzyżowa dobiegła końca. Ciężko stwierdzić, czy wygrana z Luksemburgiem (5:0) będzie zwiastunem lepszych czasów, z oceną pracy wracającego na stanowisko selekcjonera Dicka Advocaata trzeba się wstrzymać do jesieni, ale sytuacja w grupie A ułożyła się tak, że na finisz kwalifikacji kibice mogą czekać z nadzieją.
Wszystko dzięki porażce Francuzów w Sztokholmie (1:2) po golu straconym w niecodziennych okolicznościach. Hugo Lloris, przez większość meczu ratujący wicemistrzom Europy skórę, interweniując w doliczonym czasie poza polem karnym, wybił piłkę wprost pod nogi Oli Toivonena. Szwed z połowy boiska trafił do pustej bramki.
Holandia traci do Szwecji i Francji po trzy punkty, a już w następnej kolejce (31 sierpnia) wybiera się do Paryża.
Grupa A
Szwecja – Francja 2:1; Holandia – Luksemburg 5:0; Białoruś – Bułgaria 2:1
Grupa B
Łotwa – Portugalia 0:3; Wyspy Owcze – Szwajcaria 0:2; Andora – Węgry 1:0
Grupa C
Azerbejdżan – Irlandia Północna 0:1; Niemcy – San Marino 7:0; Norwegia – Czechy 1:1
Grupa F
Szkocja – Anglia 2:2; Słowenia – Malta 2:0; Litwa – Słowacja 1:2
Grupa H
Bośnia i Hercegowina – Grecja 0:0; Estonia – Belgia 0:2; Gibraltar – Cypr 1:2
masz pytanie, wyślij e-mail do autora: t.waclawek@rp.pl