Punkt kulminacyjny eliminacji do mistrzostw świata we wtorek w Tiranie

Wygrany 5:0 mecz z San Marino na Narodowym był wieczorem pożegnań, a nie wielkiego futbolu.

Publikacja: 10.10.2021 21:00

Łukasz Fabiański żegnany przez kolegów z kadry i rywali

Łukasz Fabiański żegnany przez kolegów z kadry i rywali

Foto: PAP, Radek Pietruszka

Ten mecz był jak egzamin na studiach: przystąpić, wygrać, zapomnieć i najlepiej nie ponieść strat. Polacy niemal wykonali plan, bo choć zwyciężyli pewnie (5:0), to żółtą kartkę po zbędnym faulu w środku pola dostał Karol Linetty. To jego drugie upomnienie w tych eliminacjach, więc w Tiranie nie zagra.

Piłkarski piknik, który z trybun Stadionu Narodowego śledziło niemal dwa razy więcej ludzi, niż wynosi populacja San Marino – organizatorzy sprzedali komplet 56 tys. biletów – był szansą dla zawodników drugiego planu.

Pierwszy raz za kadencji Sousy w reprezentacji zagrał Robert Gumny, na boisko od początku wybiegli też Przemysław Płacheta i Kacper Kozłowski. Ten pierwszy w tym roku gra więcej w kadrze niż w klubie, ale Sousie jest potrzebny, bo reprezentacja cierpi na deficyt przebojowości wśród skrzydłowych, a to cecha, która w meczach z outsiderami przynosi zazwyczaj wymierne korzyści.

Czytaj więcej

Szczepłek: Łukasz Fabiański - lepsza twarz futbolu

Kozłowski miał dwie asysty, a swojego piątego gola w trzecim meczu strzelił dla drużyny narodowej Adam Buksa. To zawodnicy, których w reprezentacji wymyślił Sousa.

Spotkanie z San Marino pokazało, jak Portugalczyk wpłynął na budowę kadry. Kozłowski, Buksa, Radosław Majecki, Michał Helik i Karol Świderski dopiero w tym roku zadebiutowali w drużynie narodowej. Podobnie jak Tymoteusz Puchacz, który tym razem spędził cały mecz wśród rezerwowych, ale niewykluczone, że przeciwko Albańczykom wybiegnie na boisko w pierwszym składzie.

Nie krył wzruszenia

Może jedynym, który schodził w sobotę do szatni niezadowolony, był prawdopodobnie Robert Lewandowski. Kapitan szarpał się, walczył, ale gola nie strzelił, więc wieczór mógł uznać za stracony.

Czytaj więcej

Polska - San Marino. Zadanie wykonane, teraz mecz o awans

Zanim opuścił boisko, pożegnał Łukasza Fabiańskiego. Sędzia w 57. minucie przerwał grę. Piłkarze obydwu drużyn utworzyli szpaler, przez który przeszedł ocierający łzy Fabiański.

56 tysięcy widzów biło brawo na stojąco i skandowało nazwisko bramkarza. Tak 57-krotny reprezentant Polski żegnał się z drużyną narodową.

Fabiański grał w kadrze przez piętnaście lat. Podczas mistrzostw Europy w roku 2016 we Francji puścił tylko dwie bramki w czterech meczach i w znacznym stopniu dzięki temu Polska znalazła się wśród ośmiu najlepszych reprezentacji w Europie.

Na mundialu wystąpił tylko raz, ale dzięki zwycięstwu w Rosji nad Japonią został jedynym polskim bramkarzem, który nie stracił gola w mistrzostwach świata.

Zawodowi kibice o tym wszystkim wiedzą. Mniej zorientowani postrzegają Fabiańskiego nie tylko jako świetnego bramkarza, od kilku lat jednego z najlepszych w Premier League, ale jako sportowca, z którym nie kojarzy się nic złego i nagannego.

Czytaj więcej

Finał Ligi Narodów dla Francji. Trójkolorowi odrobili straty

Fabiański nie jest pierwszym piłkarzem reprezentacji żegnanym uroczyście na Stadionie Narodowym. Wcześniej przeżywali to inni wielcy – Artur Boruc i Łukasz Piszczek – ale nigdy nie zdarzyło się, aby takie dowody sympatii składano komuś, kto rzadko grał pierwsze skrzypce.

To sprawił charakter i osobowość Fabiańskiego. Kibice chcą widzieć czystość, uczciwość, szacunek dla pracy i trybun, a stosunkowo często dowiadują się, że ci, dla których przychodzą na stadiony i wieszają nad łóżkami ich portrety, nie są godni ich uczucia.

Fabiański nie trafia na plotkarskie fora, nie epatuje zarobkami, wraz z żoną i pięcioletnim synkiem unikają ścianek, nie dają okazji paparazzim ani policji, spotkanie go w kasynie byłoby trudne. On robi swoje, więc z punktu widzenia części dzisiejszych mediów jest mało atrakcyjny.

Pewnie dlatego cieszy się powszechną sympatią i to w znacznym stopniu dla niego na mało atrakcyjny mecz z najsłabszą reprezentacją na świecie przyszły tłumy kibiców. Ulicami wokół stadionu jeździły samochody z jego podobizną, wyprodukowano szaliki z hasłem „Fabian – dziękujemy", a jego twarz znalazła się na okładce programu meczowego.

Czytaj więcej

Dania – prymus eliminacji mistrzostw świata

Nieoczekiwany ciężar

Starcie z ostatnim zespołem rankingu FIFA miało znikomy wpływ na rywalizację o mundial, choć przy równej liczbie punktów o miejscu w grupie decyduje bilans bramkowy. Ważniejsze sprawy działy się w meczu Węgry–Albania, więc najpierw przecieraliśmy łzy z Fabiańskim, a później łowiliśmy sygnały z Budapesztu.

Gospodarze przy pustych trybunach – to kara za rasistowskie wybryki kibiców podczas spotkania z Anglikami – przegrali drugi mecz z Albańczykami i wypisali się z walki o miejsce dające prawo gry w barażach.

Wynik z Budapesztu nadał meczowi Albania–Polska nieoczekiwany ciężar. Spotkanie, które na początku eliminacji postrzegaliśmy raczej jako przystanek na drodze do decydującej bitwy z Węgrami, urosło do miana najważniejszego wyzwania eliminacji. Tracimy do rywali punkt, a w listopadzie obie drużyny grają z Andorczykami, więc margines błędu skurczył się niemal do zera.

Zwycięstwo praktycznie zapewni Polakom drugie miejsce, porażka niemal przekreśli szanse na baraże. Prawdopodobnie tylko remis skaże nas w tych eliminacjach na emocje do ostatniego gwizdka.

Ten mecz był jak egzamin na studiach: przystąpić, wygrać, zapomnieć i najlepiej nie ponieść strat. Polacy niemal wykonali plan, bo choć zwyciężyli pewnie (5:0), to żółtą kartkę po zbędnym faulu w środku pola dostał Karol Linetty. To jego drugie upomnienie w tych eliminacjach, więc w Tiranie nie zagra.

Piłkarski piknik, który z trybun Stadionu Narodowego śledziło niemal dwa razy więcej ludzi, niż wynosi populacja San Marino – organizatorzy sprzedali komplet 56 tys. biletów – był szansą dla zawodników drugiego planu.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka nożna
Euro 2024 rozpoczęte. Niemcy rozbili Szkocję, młodzi biorą sprawy w swoje ręce
Piłka nożna
Euro: Następcy ośmiornicy Paula. Słonica i orangutan przewidują, że Niemcy wygrają
Piłka nożna
Szóste Euro Cristiano Ronaldo. Jaki cel stawia przed Portugalią?
Piłka nożna
Euro 2024. Chuligani to już najmniejszy problem
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Piłka nożna
Polacy zaczynają grę na Euro 2024. W niedzielę mecz z Holandią
Piłka nożna
Tomasz Wacławek: Reprezentacja Polski na Euro 2024. Niech nie zabraknie im odwagi