Rz: Awans do Euro mamy już zapewniony, a pan wreszcie pojawia się w podstawowym składzie reprezentacji Polski...
Łukasz Garguła: Sześciu piłkarzy wróciło do klubów i szansa rzeczywiście jest dużo większa, jednak trener nie powiedział mi jeszcze, że w meczu z Serbią wystąpię od pierwszej minuty. To, że wygraliśmy z Belgią, dla nas nic nie zmienia. Spotkanie w Belgradzie też jest o punkty i musimy udowodnić swoją wartość kibicom w Polsce. Przyjechaliśmy tu wygrać i przekonać selekcjonera, że też zasługujemy na grę.
Jak się ogląda taki mecz jak z Belgią z wysokości trybun?
Przeżywałem to spotkanie jak wszyscy Polacy. Kiedy zabrzmiał ostatni gwizdek, kamień spadł mi z serca. Miałem trochę żalu, że nie dane mi było biegać po boisku, ale był to żal do siebie. Od początku zgrupowania we Wronkach starałem się udowodnić, że dam radę poprowadzić drużynę w tym meczu. Trener wybrał jednak inną taktykę i doskonale to rozumiem. Nie zamierzam się gniewać. Leo Beenhakker potrafił przekonać nas do tego, że naprawdę ufa nie tylko pierwszej jedenastce. A jest nas przecież ze trzydziestu.
Serbowie są lepsi od Belgów?