Jak podaje brytyjski dziennik „The Telegraph" władze FA liczą, że dzięki nowej umowie zarobią dodatkowo 8 mln funtów rocznie. Liczą się jednak z tym, że w pakiecie trzeba będzie oddać sponsorowi nazwę stadionu, na którym gra reprezentacja.

Dla kochających tradycję Brytyjczyków byłby to szok, bo pierwszy stadion (jeszcze pod nazwą Empire Stadium) stanął w Wembley w 1923 roku. Od tego czasu nikt nie zdołał wykupić nazwy.

Teraz sytuacja jest poważna, bo koszty utrzymania obiektu wybudowanego w 2007 roku są bardzo wysokie. Według danych za 2010 rok, na które powołuje się „The Telegraph" same odsetki od kredytu (385 mln funtów) wyniosły 42,6 mln funtów.

Poufne rozmowy toczą się od kilku miesięcy z kilkoma (mówi się o czterech, a nawet pięciu) firmami. Szczegółów nikt nie chce zdradzać.

Powolne przełamywanie tradycji już się zaczęło. Na 150 rocznicę powstania Angielskiej Federacji, przypadającą w przyszłym roku, zmieni się oficjalny dostawca sprzętu dla reprezentacji.

Kojarzoną z angielską piłką od wielu lat firmę Umbro zastąpi od stycznia Nike (kontrakt ma obowiązywać do zakończenia mistrzostw świata w Rosji, w 2018 roku). Marne pocieszenie dla kibiców może stanowić fakt, że Umbro należy od pewnego czasu do grupy Nike.

Za tę zmianę, według spekulacji prasowych władze angielskiej piłki dostaną o 20 proc. więcej pieniędzy. Ile dokładnie – nie wiadomo.

Anglicy pocieszają się, że zmiany nazw stadionów to dziś powszechna praktyka. Obiekt Arsenalu od kilku lat nie nazywa się już Highbury, ale „The Emirates", a mistrzowie Anglii Manchester City grają na „Etihad Stadium".