Robert Lewandowski grał w czterech finałach na Stadionie Olimpijskim. Dwa z nich wygrał, dwa przegrał.
Przed rokiem Bayern uległ niespodziewanie Eintrachtowi Frankfurt 1:3. Wyrównujący gol polskiego napastnika nic nie dał, bo rywale w końcówce zerwali się do ataku i trafili dwukrotnie.
Dwa lata wcześniej drużyna z Bawarii toczyła zacięty bój z Borussią Dortmund. W regulaminowym czasie i w dogrywce bramki nie padły. Potrzebne były rzuty karne. Lewandowski nie zawiódł, mistrzowie Niemiec zwyciężyli 4:3.
W 2014 roku Bayern pokonał Borussię 2:0 po dogrywce. To było pożegnanie Lewandowskiego z kolegami z Dortmundu. Medal odbierał ze łzami w oczach.
Popisem polskiego asa był finał w 2012 roku, w którym uzyskał hat tricka, a Borussia rozbiła Bawarczyków 5:2. Został również najlepszym strzelcem rozgrywek o Puchar Niemiec.
Teraz też ma na to szansę. Uzbierał pięć bramek, jeśli zdobędzie jeszcze dwie, wyprzedzi Pierre'a-Michela Lasoggę z Hamburgera SV. Właśnie został wybrany przez kibiców do jedenastki sezonu Bundesligi. Po finale w Berlinie usiądzie do rozmów z władzami klubu na temat przedłużenia kontraktu.
- Nie wiem, skąd w mediach informacje o tym, że nie możemy dojść do porozumienia w sprawie długości umowy - mówi Lewandowski w wywiadzie dla Onetu. - Nigdy wcześniej nie miałem z szefami Bayernu tak dobrych kontaktów jak teraz. Odkąd przybyłem do Monachium, to mój najlepszy czas w klubie.
Transmisja finału Pucharu Niemiec w sobotę o 20.00 w Eurosporcie 1