Katar. Bardzo ambitny mały emirat

Gospodarz zaczynającego się w niedzielę mundialu w wielu dziedzinach odgrywa dużo większą rolę, niżby wskazywała na to jego wielkość. Katar bywa wręcz graczem na skalę globalną, choćby jako mediator w kluczowych konfliktach.

Publikacja: 14.11.2022 03:00

Emir Kataru Tamim ibn Hamad As Sani będzie miał przez miesiąc świeto, o które bardzo się starał

Emir Kataru Tamim ibn Hamad As Sani będzie miał przez miesiąc świeto, o które bardzo się starał

Foto: Alexander Hassenstein/Getty Images for IAAF

Pomagają mu w tym złoża surowców energetycznych, zwłaszcza gazu (trzecie pod względem wielkości na świecie), ale także ropy naftowej (trzynaste). Trzeba przyznać, że pieniądze na nich zarobione wydaje wyjątkowo zaradnie, lepiej niż wiele innych większych państw wydobywających gaz czy ropę. Ma największe na świecie PKB per capita. 

Zacznijmy od wielkości. Katar to zaledwie 11,6 tys. kilometrów kwadratowych, czyli tyle co drugie od końca pod względem powierzchni polskie województwo (świętokrzyskie). 

Ludności ma 2,9 miliona, ale niewiele ponad 300 tysięcy z nich ma katarskie obywatelstwo, które bardzo trudno uzyskać, nawet dzieciom Katarek, które poślubiły obywateli innych państw. Natomiast obywatelstwo przysługuje potomstwu Katarczyków, także wtedy, gdy wiążą się z nie-Katarkami. 

Pielgrzymki do Dauhy

Reszta to obcokrajowcy – głównie gastarbeiterzy z ubogich krajów Azji i Bliskiego Wschodu. Teraz tam są, ale wielu wyjedzie. Przyjadą następni. Zapewne jeszcze więcej. Ich liczba rośnie bardzo szybko – przez ostatnie dwie dekady sześciokrotnie. 

Traktowanie wykonujących najprostsze prace gastarbeiterów to główny powód problemów wizerunkowych Kataru i przyczyna akcji protestacyjnych związanych z mundialem. Ludzka cena przyznania 12 lat temu małemu bajecznie bogatemu krajowi futbolowych mistrzostw jest niezwykle wysoka.

Czołowa organizacja zajmująca się prawami człowieka Human Rights Watch uważa, że „kilka tysięcy ludzi”, którzy przybyli do emiratu z biednych krajów, by pracować na mundialowych budowach, zmarło „od upału oraz w wyniku złych warunków pracy i życia”. To temat na wiele reportaży i tekstów śledczych. 

W strategicznych dziedzinach wysokie stanowiska zajmują obywatele Kataru, ale np. w dyplomacji, tak ważnej dla małego emiratu, ambasady zatrudniają na niższych stanowiskach obywateli kraju, w którym się znajdują, najchętniej znających arabski. 

Katar, mający niewielu dyplomatów i ludzi wywiadu, specjalizuje się w pośrednictwie dyplomatycznym. Wielką rolę odegrał w rozmowach między Zachodem, w szczególności między Stanami Zjednoczonymi a talibami, którzy od przeszło roku panują nad całym Afganistanem.

To do Dauhy pielgrzymowali wysłannicy zachodnich i nie tylko zachodnich rządów, by załatwiać sprawy z talibami, jeszcze zanim opanowali oni Kabul. Talibowie wybrali Katar, choć dwie dekady wcześniej z ich Islamskim Emiratem Afganistanu utrzymywały stosunki inne państwa Półwyspu Arabskiego – Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, a nie Katar.

Kraj ten talibom wydawał się więc neutralny, choć na Zachodzie był często postrzegany jako sponsor radykałów islamskich. Jest w tym sporo racji, choć mające łagodniejszy wizerunek Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) i Arabia Saudyjska też miały długą tradycję w tej dziedzinie. 

Katar zaangażował się we wspieranie buntowników w czasie rewolucji arabskich w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie przed przeszło dekadą. Nie ukrywał tego, na pewno nie w odniesieniu do Libii, nawet był z tego dumny, zwłaszcza wtedy, gdy buntownicy wydawali się zapatrzonymi w Zachód liberałami. Potem się okazało, że dominują wśród nich islamiści, w tym bardzo radykalni i bardzo antyzachodni.  

– Poparcie, jakiego udzieliliśmy rebeliantom w Libii, przełożyło się na wzrost sympatii dla naszego kraju w regionie – mówił mi w 2011 roku ambasador Kataru w Polsce. Poparcie, które, jak podkreślił dyplomata, „miało wszelkie prawne przesłanki; były odpowiednie rezolucje Rady Współpracy Zatoki Perskiej, Ligi Arabskiej i ONZ”, obejmowało też dostawy broni dla przeciwników dyktatora Muammara Kaddafiego. 

Największą, najważniejszą (i najstarszą) organizacją islamistyczną w świecie sunnickim jest Bractwo Muzułmańskie. Podejście do niego było jednym z głównych powodów niedawnego konfliktu między sunnickimi monarchiami znad Zatoki Perskiej. Ściślej trzyipółletniej izolacji Kataru przez silniejszych sąsiadów – Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Malutki Katar wyszedł z niej zwycięsko, przetrwał blokady i ograniczenia.

Wsparcie dla Bractwa Muzułmańskiego

Na początku 2021 r. zapanowała zgoda. Gdyby do tego nie doszło, to nie wiadomo, czy Saudyjczycy mogliby w ogóle zagrać w polskiej grupie na mundialu. Jedyna lądowa granica Kataru była od 2017 r. zamknięta przez Arabię Saudyjską, Katarczycy nie mogli też korzystać z saudyjskiej (i emirackiej) przestrzeni powietrznej i wód morskich.  

Izolacją Rijad i Abu Zabi chciały wymusić na Dausze spełnienie kilkunastu postulatów. W tym zerwania z Bractwem. Katar je wspierał i wspiera, dawał schronienie jego liderom. A dla Rijadu i Abu Zabi Bracia to terroryści. 

Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie stoją w tej kwestii po stronie największego państwa arabskiego – Egiptu, ojczyzny Bractwa Muzułmańskiego, które po obaleniu Hosniego Mubaraka w 2011 roku przez prawie dwa lata tam rządziło, a władzę uzyskało dzięki demokratycznym wyborom.

Wojsko pod wodzą obecnego prezydenta Egiptu Abd al-Fataha Sisiego obaliło w lecie 2013 roku Braci, zdelegalizowało ich „terrorystyczną” organizację, tysiące członków zamknęło w więzieniach, często z najwyższymi wyrokami. 

Zachód nie uznał Braci za terrorystów, ale nie krzyczał, gdy byli obalani w Egipcie, choć dostali mandat w wolnych wyborach. O tym, że nie dostali od Zachodu szansy na pokazanie, że mogą uczestniczyć w życiu politycznym, pisał z żalem powiązany z Bractwem Muzułmańskim saudyjski emigrant, dysydent i publicysta „Washington Post” Dżamal Chaszukdżi. Rijad uznał Chaszukdżiego za takie zagrożenie, że zwabił go w 2018 roku do konsulatu w Stambule, gdzie saudyjscy agenci zabili go, krojąc na kawałki piłą sekcyjną. 

Bractwo, działające w wielu krajach pod różnymi nazwami, tradycyjnie łączy działalność polityczną i religijną z pomocą najuboższym, rozdaje żywność, wsłuchuje się w głos ludu. Lud, jeżeli ma szansę głosować w wolnych wyborach parlamentarnych czy prezydenckich (co jest w świecie arabskim nieczęste, a w monarchiach Półwyspu Arabskiego – niemożliwe), to masowo wspiera Bractwo Muzułmańskie. Tak się stało nie tylko w Egipcie, gdzie okienko demokratycznych wyborów otworzyło się na chwilę po obaleniu Mubaraka, a potem z hukiem zatrzasnęło, ale i na przykład w Tunezji. 

W kilku krajach arabskich partie wywodzące się z Bractwa nie zostały zdelegalizowane. I odnosiły sukcesy w wyborach parlamentarnych. Zazwyczaj jednak zniechęcały wyborców, gdy brały na siebie odpowiedzialność za współrządzenie.

Nie zdobywały większości głosów, a zmuszone do zawiązywania koalicji, nie mogły robić tego, co by naprawdę chciały. A chciałyby, jak sądzą ich przeciwnicy i spora grupa ekspertów, wprowadzić swoją „tajną i mroczną islamistyczną agendę”.

Takie podejrzenia dotyczyły też Nahdy, najsilniejszego od upadku w 2011 roku dyktatury Zin al-Abidina Ben Alego ugrupowania w Tunezji. Nahda jest pierwszą (i jedyną) partią wywodzącą się z Bractwa Muzułmańskiego, która opowiedziała się oficjalnie za rozdziałem państwa i meczetu. Opowiedziała się oficjalnie, ale jaki jest jej prawdziwy cel – nie wiadomo. 

Lista radykalnych żądań, które Katar usłyszał w 2017 roku, obejmowała przede wszystkim odstąpienie od prowadzenia własnej, niepodobającej się Arabii Saudyjskiej i ZEA polityki zagranicznej. Katar miał właściwie zerwać stosunki z Iranem, szyickim wrogiem tych dwóch sunnickich monarchii, a także porzucić współpracę militarną z Turcją, ich regionalnym, tym razem sunnickim, rywalem. 

Miał też zamknąć telewizję Al-Dżazira (jej sportową odnogą jest znacząca na rynku, także w Europie, stacja beIN Sports), której angielskojęzyczna wersja jest znana na całym świecie i imponuje reporterskim rozmachem. Saudyjczykom i ich sojusznikom nie podobała się wersja arabskojęzyczna, którą posądzali o wspieranie przeciwników, zwłaszcza Bractwa Muzułmańskiego.

W Egipcie tak ostro walczono z Al-Dżazirą, że na 400 dni trafił tam do więzienia jej dziennikarz Australijczyk Peter Greste, który przyjechał do nieznanego mu wcześniej Kairu zbierać materiały na temat Braci. 

– To zamach na naszą suwerenność – odrzucił ultimatum Katar. I się nie poddał. Pomogło mu także to, że od lat umiejętnie wiązał się z zachodnimi potęgami, kupując broń od Francji czy USA. Na terenie emiratu jest największa amerykańska baza wojskowa na Bliskim Wschodzie – Al-Udeid. 

Od tego roku Katar jest też na liczącej 19 krajów liście głównych pozanatowskich sojuszników USA (major non-NATO ally). Trafił na nią za kadencji Joe Bidena, ale opowiadał się za tym już Donald Trump, mimo że flirtował z Arabią Saudyjską, która, podobnie jak ZEA, takim sojusznikiem nie jest.   

Najbogatsi na świecie

Katar to monarchia absolutna. Kraj niepodległy jest od ledwie półwiecza. W 1971 roku na słabo zaludnionych, pustynnych terenach południowego wybrzeża Zatoki Perskiej uniezależniły się od Wielkiej Brytanii i inne emiraty, siedem stworzyło federację (ZEA). Katar, w którym wówczas, w co aż trudno uwierzyć, nie było żadnej szkoły wyższej ani żadnego wysokiego budynku, wolał samodzielność. 

Władcą jest emir z rodu As-Sanich. Emir to dosłownie książę, choć o rodzinie władców Kataru często mówi się – królewska. Obecnie emirem jest Tamim, syn Hamada. W czasach Hamada, który przejął władzę po ojcu Chalifie w 1995 roku w wyniku bezkrwawego zamachu pałacowego i abdykował na rzecz Tamima w 2013 roku, Katar stał się rozpoznawalny na całym świecie.

Powstał fundusz Qatar Investment Authority, dysponujący sumą prawie pół biliona dolarów, nadawanie rozpoczęła telewizja Al-Dżazira, rosła Dauha, odbywały się duże imprezy sportowe.

Za Hamada mały emirat zaczynał grę w globalnej lidze politycznej. I stał się krajem, w którym przeciętny mieszkaniec jest najbogatszy na świecie. 

W tym regionie nie ma krajów demokratycznych, nie jest nim też oczywiście Katar. Ale w rankingu sporządzanym co roku przez prestiżowy brytyjski tygodnik „The Economist”, zwanym indeksem demokracji, wypada dobrze na tle regionu. 

Zajmuje 114. miejsce wśród sklasyfikowanych 167 państw świata. Arabia Saudyjska jest na miejscu 152., Zjednoczone Emiraty na 134., Oman – 130., a leżący po drugiej stronie Zatoki Iran na 154.

Obok są gorsi

Co powoduje, że malutki emirat jest znacznie lepiej oceniany niż Arabia Saudyjska, której udaje się czasem przekonać zachodnią opinię publiczną, że się liberalizuje? Decydują o tym zmiany z naszego punktu widzenia drobne, ale jak na kraj z tego regionu, istotne.

W 2021 roku odbyły się pierwsze wybory do zgromadzenia doradczego. Posiada ono niewielkie kompetencje, kandydaci startowali jako niezależni, bo partie polityczne są zakazane, ale jednak obywatele mają szansę oddać głos. Już od ponad dwóch dekad mogą też głosować (i połowa z tego prawa korzysta) na członków rady municypalnej, też o bardzo ograniczonych kompetencjach. 

Lista praw obywatelskich, przedstawiana w raportach międzynarodowych organizacji, jest oczywiście zdecydowanie krótsza od listy tego, czego Katarczykom, a zwłaszcza mieszkającym w emiracie obcokrajowcom, nie wolno. Warto jednak zwrócić uwagę, w jakim otoczeniu jest Katar. Są to kraje jeszcze bardziej autorytarne. 

Pomagają mu w tym złoża surowców energetycznych, zwłaszcza gazu (trzecie pod względem wielkości na świecie), ale także ropy naftowej (trzynaste). Trzeba przyznać, że pieniądze na nich zarobione wydaje wyjątkowo zaradnie, lepiej niż wiele innych większych państw wydobywających gaz czy ropę. Ma największe na świecie PKB per capita. 

Zacznijmy od wielkości. Katar to zaledwie 11,6 tys. kilometrów kwadratowych, czyli tyle co drugie od końca pod względem powierzchni polskie województwo (świętokrzyskie). 

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Mundial 2022
Influencer świętował na murawie po zwycięstwie Argentyny. FIFA prowadzi dochodzenie
Mundial 2022
Messi wskrzesza przeszłość. Przed Argentyną otwiera się szansa na lepsze jutro
Mundial 2022
Hubert Kostka: Idźmy argentyńską drogą
Mundial 2022
Szymon Marciniak: Z dżungli na salony
Akcje Specjalne
Mapa drogowa do neutralności klimatycznej
Mundial 2022
Stefan Szczepłek o finale mundialu: Tylko w piłce takie rzeczy
Mundial 2022
Mundial w Katarze. „Messi i Marciniak mistrzami świata”