Teraz wejdę na Kilimandżaro

Grzegorz Sudoł, srebrny medalista chodu na 50 km

Publikacja: 30.07.2010 16:58

Grzegorz Sudoł

Grzegorz Sudoł

Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak

[b] "Rz": Zdobył pan srebro jak profesor, jak Robert Korzeniowski. Czy rzeczywiście uniknął pan kryzysów?

Grzegorz Sudoł:[/b] Początkowo tempo miałem bardzo dobre, ale pewne problemy były. Kilkanaście kilometrów przed metą – gdy doszedłem mojego dobrego kolegę Irlandczyka Griffina – miałem trochę za wysokie tętno, 173 uderzenia na minutę. Wiedziałem, że było za daleko do mety by iść tak szybko, znam swój organizm, jeszcze 40 minut i odcięłoby mi prąd. Poprosiłem Irlandczyka by chwilę poprowadził, ale równo i spokojnie, bym się trochę uspokoił. Gdy tętno spadło do 169, obawy zniknęły. Dopiero na 7-8 km przed metą mogłem sobie pozwolić na przyspieszenie do 176-178 uderzeń. [wyimek][b]Zobacz relację fotograficzną z Barcelony w [link=http://www.rp.pl/temat/65733.html]popołudniówce Fotorzepy[/link][/b][/wyimek]

[b]I wyprzedzenie Rosjanina Bakulina? [/b]

Wiem, że jak dochodzi się do 45 kilometra, to wszystkim jest już bardzo ciężko i trudno odrabiać starty. Gdy na 8 km przed metą zobaczyłem, że Rosjanin ma bardzo podobne problemy do mnie, zaatakowałem, minąłem go, a potem wystarczyło utrzymać rytm. Kondycji nie zabrakło, może tylko na 3 km przed metą nogi zrobiły się trochę cięższe.

[b] Mógł pan startować także na 20 km, może byłyby dwa medale? [/b]

Myślę, że podjąłem dobrą decyzję, że nie poszedłem na 20 km, choć miałem trzeci czas w Europie. Wysiłek kosztuje, widać to było po srebrnym medaliście Włochu Schwazerze, który najpierw miał kłopoty żołądkowe, korzystał z toalety, a potem i tak nie dał rady.

[b] Porzuci pan dystans 20 km? [/b]

Pięćdziesiątka na razie lepiej mi wychodzi, na mistrzostwach świata i igrzyskach pozostanę przy niej, ale będę też chodzić na 20 km. Treningi na krótszym dystansie pomagają przy długim chodzeniu z wysoką prędkością, po nich jest łatwiej.

[b] Czy krótka kilometrowa pętla była dla pana utrudnieniem? [/b]

Pierwsze w życiu 50 km przeszedłem w Podebradach właśnie po takiej kilometrowej pętli. Trochę to było załamujące, zwłaszcza te 100 nawrotów, lecz dałem radę. Taka pętla ma też zalety: co kilometr picie, woda do chłodzenia ciała, informacje o rywalach, tylko na nawrocie traci się koło sekundy. Jednak dziś nawroty wychodziły mi bardzo dobrze. Może bez nich mój rekord życiowy byłby bardziej okazały, ale nie ma to dla mnie znaczenia, liczy się srebro.

[b]

Miał pan nie tak dawno problemy ze zdrowiem, nie bał się pan, że to wyjdzie na trasie? [/b]

Salmonella była w maju, nie ma co do tego wracać. Jedynym poważnym kłopotem było to, że schudłem 6 kilo, do 56 kg, musiałem odzyskać swoją zwykłą wagę i związaną z nią siłę. Brałem antybiotyki, nie dałem wówczas rady zdobyć złota w mistrzostwach Polski, ale po sześciu tygodniach wszystko było dobrze. Dziś przed startem ważyłem 61 kg, bo waga zawsze wtedy trochę spada.

[b] O której pan wstał przed zawodami? [/b]

O 4.15. Zrobiłem krótki spacer, kilkaset metrów. Z reguły robię rano ok. 1,5 km, ale deszcz mnie wystraszył, stwierdziłem, że jeszcze się nachodzę. Potem było siedem minut rozciągania, spojrzałem jaka jest pogoda, wilgotność, ile przygotować picia. Zjadłem śniadanie, dwie bułki z dżemem plus herbata. Przed szóstą rano byłem już przy autobusie na zawody.

[b] Jak pan godzi sport z zarabianiem na życie, żonę i małą córkę? [/b]

Od pięciu lat pracuję w Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie. Normalnie chodzę rano do pracy. Z akademika mam do niej jakieś 150 metrów. Dobrze, bo nogi trzeba oszczędzać. Oczywiście zawdzięczam ten medal także pracodawcy i kolegom. Mogłem tak ułożyć zajęcia, by mieć czas wolny na treningi i odpoczynek. Mam też sponsorów.

[b] Będzie pan trenerem? [/b]

Już jestem. Prowadzę karierę reprezentanta Jakuba Jelonka, mam w grupie młodzieżową mistrzynię Polski. Zdobyłem tytuł magistra, wypadałoby w listopadzie otworzyć przewód doktorski. Temat już mam: chcę przeprowadzić analizę bezpośredniego przygotowania startowego chodziarzy, ten okres 8 tygodni przed występem, korzystając z nowoczesnych metod opracowanych przez jednego z naszych profesorów. Zdobyłem już pełne dane z 52 BPS-ów zawodników polskich i zagranicznych.

[b] Po co panu trener kadry? [/b]

Samemu trudniej rozwiązać pewne sprawy. Z Ilią Markowem układamy razem plan treningów. Potrzebuję go, by kontrolował mnie w czasie przygotowań, ocenił, czy nie przesadzam, potrzebuję, by powiedział: na dziś stop, wystarczy, bo czasem za bardzo mnie nosi. Trener pilnuje także mojej techniki, to w końcu jest także sport techniczny.

[b] Jakie korzyści da panu ten medal? [/b]

Mój główny sponsor, prezes firmy Action obiecał mi, że w nagrodę wejdziemy razem na najwyższy szczyt Afryki, na Kilimandżaro. To głównie dzięki niemu od lat miałem spokój w przygotowaniach, bo na cztery sezony straciłem państwowe stypendium, koło 3 tysięcy złotych miesięcznie. Odzyskałem je dopiero po czwartym miejscu w Berlinie. Po medalu w Barcelonie będzie trochę mniejsze, bo decydują, wedle ustawy, odpowiednie współczynniki.

[b] Widzi pan teraz dla siebie kolorową przyszłość? [/b]

Mam 32 lata, wchodzę w najlepszy wiek dla chodziarza. Mam doświadczenie, nie gotuje mi się głowa przed startem, umiem rozgrywać zawody. Przede mną mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie, mam nadzieję, że będą należały do mnie.

[i]— w Barcelonie wysłuchał k.r. [/i]

Lekkoatletyka
Justyna Święty-Ersetic: Umiem obsłużyć broń. Życie wojskowe nie jest mi obce
Lekkoatletyka
Najlepsi lekkoatleci świata przyjadą do Torunia. „Osiągamy sufit”
Lekkoatletyka
Wielkie święto biegaczy. Półmaraton Warszawski znów zapisał się w historii
Lekkoatletyka
Wojciech Nowicki nie składa broni. Dźwiga cztery samoloty miesięcznie
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Lekkoatletyka
Mistrz kontra mistrz. Wielki pojedynek na Diamentowej Lidze w Polsce