[b] "Rz": Zdobył pan srebro jak profesor, jak Robert Korzeniowski. Czy rzeczywiście uniknął pan kryzysów?
Grzegorz Sudoł:[/b] Początkowo tempo miałem bardzo dobre, ale pewne problemy były. Kilkanaście kilometrów przed metą – gdy doszedłem mojego dobrego kolegę Irlandczyka Griffina – miałem trochę za wysokie tętno, 173 uderzenia na minutę. Wiedziałem, że było za daleko do mety by iść tak szybko, znam swój organizm, jeszcze 40 minut i odcięłoby mi prąd. Poprosiłem Irlandczyka by chwilę poprowadził, ale równo i spokojnie, bym się trochę uspokoił. Gdy tętno spadło do 169, obawy zniknęły. Dopiero na 7-8 km przed metą mogłem sobie pozwolić na przyspieszenie do 176-178 uderzeń. [wyimek][b]Zobacz relację fotograficzną z Barcelony w [link=http://www.rp.pl/temat/65733.html]popołudniówce Fotorzepy[/link][/b][/wyimek]
[b]I wyprzedzenie Rosjanina Bakulina? [/b]
Wiem, że jak dochodzi się do 45 kilometra, to wszystkim jest już bardzo ciężko i trudno odrabiać starty. Gdy na 8 km przed metą zobaczyłem, że Rosjanin ma bardzo podobne problemy do mnie, zaatakowałem, minąłem go, a potem wystarczyło utrzymać rytm. Kondycji nie zabrakło, może tylko na 3 km przed metą nogi zrobiły się trochę cięższe.
[b] Mógł pan startować także na 20 km, może byłyby dwa medale? [/b]