Polska w Barcelonie: złoty Lewandowski i srebrny Majewski

Bieg na 800 metrów to teraz polski dystans. Medale złoty i brązowy są tego dowodem

Aktualizacja: 02.08.2010 08:34 Publikacja: 02.08.2010 03:00

Marcin Lewandowski (z prawej) i Adam Kszczot na olimpijskim stadionie odnieśli życiowe sukcesy

Marcin Lewandowski (z prawej) i Adam Kszczot na olimpijskim stadionie odnieśli życiowe sukcesy

Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak

To będzie najlepiej pamiętany polski obrazek z tych mistrzostw. Do mety biegu na 800 metrów jeszcze zakręt i ostatnia prosta, prowadzi Brytyjczyk Michael Rimmer, za nim są Holender Arnoud Okker i dwaj Polacy.

Pół stadionu wstaje (wstałby cały, gdyby z przodu biegł Hiszpan), ale najwyżej skaczą biało-czerwone grupki. Już widać, że liczy się tylko ta czwórka, za chwilę wszystko będzie wiadomo. Marcin Lewandowski i Adam Kszczot zerwali się do walki o medale.

[srodtytul]Dwóch na medal[/srodtytul]

Lewandowski był coraz bliżej Rimmera, ale jeszcze 40 m przed metą nie był pewien złota. Biegli bark w bark, nie patrzyli na siebie, dopiero gdy Brytyjczyk dostrzegł ramię Polaka pół metra przed sobą, spojrzał rozpaczliwie w prawo i już wiedział, że przegrał. Dwa metry dalej podobnie zaciekle walczył Kszczot, wyprzedził Holendra rzutem na nieistniejącą taśmę.

[wyimek]Kulomiot Tomasz Majewski przegrał złoto z Andriejem Michniewiczem o jeden centymetr [/wyimek]

To prawda, że zwycięzcy męczą się mniej. Tylko chwilę ciężko pooddychali, potem ruszyli podziękować sobie, stadionowi i przede wszystkim nacieszyć się triumfem.

Taktyka w tym biegu była ważna. Potem mówili, że nie uzgodnili współpracy, każdy biegł dla siebie, inaczej nie bardzo można, bo bieg na 800 m jest trochę nieprzewidywalny. Lewandowski od początku trzymał się liderów, wiedział, że potrafi wytrzymać każde tempo, skoro w Diamentowej Lidze niewiele ustępował mistrzom z Afryki.

Pierwsze okrążenie nie było zbyt szybkie, więc przyszły mistrz Europy nawet trochę rozpędzał grupę, by na ostatnich metrach wykluczyć specjalistów od finiszu, którzy liczyli na wolny bieg. Kszczot miał inny pomysł: najpierw 400 m spokojnie, potem zdecydowane przyspieszenie i miejsce wśród najszybszych.

Czasy nie były rekordowe, ale nie to było ważne. Liczyły się dwa polskie medale zdobyte w jednej chwili przez dwóch młodych biegaczy, którzy dopiero zaczynają wielką karierę. Adam Kszczot jest już brązowym medalistą halowych mistrzostw świata, obaj walczyli z sukcesami wśród juniorów, ale dużo więcej jeszcze przed nimi.

Dodatkową przyjemność daje fakt, że nigdy nie było Polaka mistrza Europy na 800 m. Biegało kilku zdolnych, ale tak utalentowanych i pracowitych jak medaliści z Barcelony chyba nie znaliśmy.

Pewnym kontrastem dla sukcesów Lewandowskiego i Kszczota był start Tomasza Majewskiego w pchnięciu kulą. Srebro jest cenne, ale mistrz olimpijski już dawno przyzwyczaił nas do tego, że nie uznaje kompromisów w dążeniu do perfekcji. Jak coś nie wychodzi – jest wściekły. W sobotę nie wychodziło. Niby próby były solidne, niby kula zahaczała o linię 21 m, ale Majewski wiedział, że może rzucić dalej, nawet w ten parny wieczór.

Konkurs nie był przesadnie fascynujący. Brakowało w nim ognia i nagłych zwrotów akcji. Białorusin Andriej Michniewicz, który zapomniał już o trudnych czasach dyskwalifikacji i ma siłę jak za dawnych lat, w drugiej próbie osiągnął 21,01 m. Majewski prawie go doścignął w czwartej kolejce: równo 21 m. Niemiec Ralf Bartels zgłosił się po brąz najpóźniej, dopiero po szóstym pchnięciu: 20,93 m. Reszta składała się z głośnych okrzyków dużych mężczyzn i sapnięć niezadowolenia.

[srodtytul]Gniew kulomiota[/srodtytul]

Przegrać złoto o centymetr czy dwa zdarzało się już niejednemu, ale Majewski największe pretensje miał do siebie za brak koncentracji, bojowości, za błędy techniczne, których w złości nie chciał tłumaczyć, choć brzmiały ciekawie: „labilne biodra, nierytmicznie, nie schodziłem na lewą nogę...“.

Wyrzucał z siebie gniew już na rzutni, grube słowo pod swoim adresem powtórzył w rozmowie z polskimi dziennikarzami, tylko zagranicznym trochę pofolgował. Jeśli gniew pomaga, może będzie lepiej w kolejnych mityngach z udziałem polskiego mistrza.

[srodtytul]Brąz za wysługę lat[/srodtytul]

Jeszcze jeden medal z soboty – Przemysława Czerwińskiego w skoku o tyczce – zapisany zostanie w rubryce: spełnione długoletnie marzenia. W finale było trzech Polaków, najwyżej w sezonie skakał Łukasz Michalski, ale brąz po udanym skoku na wysokości 5,75 m zdobył najstarszy i najbardziej doświadczony Czerwiński.

– Czternaście lat czekałem i się doczekałem – powtarzał szczęśliwy tyczkarz i zapowiedział jeszcze więcej tego szczęścia, skoro wreszcie je chwycił. Złoto dla Renauda Lavillenie (5,85) było potwierdzeniem umiejętności Francuza, który dla widzów skakał jeszcze 6,02, ale, jak to bywa, skończyło się na jękach zawodu, a nie brawach za udaną próbę.

Mistrzostwa skończyły się w niedzielę późnym wieczorem.

W chwili zamknięcia tego wydania „Rz“ nie znaliśmy jeszcze wyników ostatnich finałów. Nie widzieliśmy, jak rzucał dyskiem Piotr Małachowski, jak biegły sztafety, jak poszło innym reprezentantom Polski. Nie zmienia to wrażenia, że z polską i europejską lekkoatletyką nie jest źle.

Mistrzostwa w Barcelonie na wzgórzu Monjuic miały być kolorowe i były, miały bawić i bawiły, choć rekordów świata i Europy raczej nikt się nie spodziewał. Cieszyło to, że sportowcy osiągnęli wiele najlepszych wyników w sezonie. To dziś norma po latach dopingowego rozpasania.

[i]-Krzysztof Rawa z Barcelony[/i]

[ramka][srodtytul]Opinia[/srodtytul]

[b]Tomasz Majewski[/b] | [i]wicemistrz Europy w pchnięciu kulą [/i]

Nie spodziewałem się takiego konkursu. Rozegrał się zupełnie inaczej, niż myślałem. To niestety moja wina. Jak się pcha tak jak ja, to się przegrywa. Źle pchałem. Gdybym przegrał o ten nieszczęsny centymetr, ale pchnął kulę pół metra dalej, to nie miałbym do siebie żadnych pretensji, zdarza się. Przegrałbym po świetnej walce. Jeśli jednak konkurs rozstrzyga się na odległościach, jakie przychodzą mi łatwo, to muszę być zły na siebie. Może za bardzo chciałem, może decydowało to, że czasami po prostu nikomu nie idzie. Michniewicz też nie pchał wspaniale, Bartels odnalazł się dopiero w ostatniej kolejce. Presja nie miała żadnego znaczenia. W kole jest się samemu i nie ma żadnej presji. Ma się kulę w ręku, trzeba ją pchnąć jak najdalej, tylko trzeba to zrobić dobrze.

Nie o to w sporcie chodzi, by mieć medale, chodzi o to, by wygrywać. Ja się czuję przegrany, przegrany ze sobą, bo wiem, na co było mnie stać. Zdarzyło mi się dwa razy przegrać z wynikiem równym zwycięzcy, kilkakrotnie wygrywałem o 1 cm. To nie jest nic fajnego przegrać tytuł o centymetr przy 20 metrach. Rozumiem, gdy tak przegrywa się w skoku wzwyż, to jest względnie dużo, a u nas to prawie nic, to grubość patyka do pomiaru odległości.

Miało być złoto. Miałem je zagarnąć w pierwszej próbie. Gdybym zrobił ją ciut lepiej, pewnie by się tak stało.

Nie wyszło mi nawet to pchnięcie na 21 m. Mam nadzieję, że forma przyjdzie w kolejnych startach.

Trzeba zacząć uzyskiwać jakieś porządne wyniki. Następny konkurs w Sztokholmie, tam jest świetna atmosfera, można pchnąć daleko.

[i]—wysłuchał k.r.[/i][/ramka]

[ramka][srodtytul]Podium i okolice [/srodtytul]

[b]Mężczyźni[/b]

800 m: 1. M. Lewandowski (Polska) 1.47,07; 2. M. Rimmer (W. Brytania) 1.47,17; 3. A. Kszczot (Polska) 1.47,22.

Pchnięcie kulą: 1. A. Michniewicz (Białoruś) 21,01; 2. T. Majewski (Polska) 21,00; 3. R. Bartels (Niemcy) 20,93;... 10. J. Giża (Polska) 19,73.

Skok o tyczce: 1. R. Lavillenie (Francja) 5,85; 2. M. Mazuryk (Ukraina) 5,80; 3. P. Czerwiński 5,75; 7. Ł. Michalski 5,65; 11. M. Didenkow (wszyscy Polska) 5,50.

400 m ppł.: 1. D. Greene 48,12; 2. R. Williams (obaj W. Brytania) 48,96; 3. S. Melnykow (Ukraina) 49,09.

Rzut oszczepem: 1. A. Thordkildsen (Norwegia) 88,37; 2. M. De Zordo (Niemcy) 87,81; 3. T. Pitkämäki (Finlandia) 86,67.

5000 m: 1. M. Farah (W. Brytania) 13.31,18; 2. J. Espana (Hiszpania) 13.33,12; 3. H. Ibrahimov (Azerbejdżan) 13.34,15.

Maraton: 1. V. Rothlin (Szwajcaria) 2:15,31; 2. J.M. Martinez (Hiszpania) 2:17.50; 3. D. Safronow (Rosja) 2:18.16;... 12. M. Giżyński 2:21.54; A. Draczyński, H. Szost (wszyscy Polska) nie ukończyli.

3000 m z prz.: 1. M. Mekhissi-Benabbad 8.07,87; 2. B. Tahri (obaj Francja) 8.09,28; 3. J. L. Blanco (Hiszpania) 8.19,15;... 5. T. Szymkowiak (Polska) 8.23,37.

Rzut dyskiem: 1. P. Małachowski (Polska) 68,87; 2. R. Harting (Niemcy) 68,47; 3. R. Fazekas (Węgry) 66,43.

Skok w dal: 1. Ch. Reif (Niemcy) 8,47; 2. K. Gomis (Francja) 8,24; 3. Ch. Tomlinson (W. Brytania) 8,23.

4x100 m: 1. Francja 38,11; 2. Włochy 38,17; 3. Niemcy 38,44; ... 5. Polska (D. Kuć, P. Stempel, R. Kubaczyk, K. Kryński) 38,83.

4x400 m: 1. Rosja 3.02,14; 2. W. Brytania 3.02,25; 3. Belgia 3.02,60;... 5. Polska (M. Marciniszyn, D. Dąbrowski, P. Klimczak, K. Kozłowski) 3.03,42.

[b]Kobiety[/b]

Trójskok: 1. O. Saładucha (Ukraina) 14,81; 2. S. La Mantia (Włochy) 14,56; 3. S. Bolshakova (Belgia) 14,55;... 11. M. Trybańska (Polska) 13,82.

100 m ppł.: 1. N. Yanit (Turcja) 12,63; 2. D. O’Rurke (Irlandia) 12,65; 2. C. Nytra (Niemcy) 12,68.

200 m: 1. M. Soumaré (Francja) 22,32; 2. J. Bryzgina (Ukraina) 22,44; 3. A. Fiedorowa (Rosja) 22,44.

7-bój: 1. J. Ennis (W. Brytania) 6823; 2. N. Dobryńska (Ukraina) 6778; 3. J. Oeser (Niemcy) 6683;... 5. K. Tymińska (Polska) 6230.

Maraton: 1. Z. Balciunaite (Litwa) 2:31.14; 2. N. Juliamanowa (Rosja) 2:32.15; 3. A. Incerti (Włochy) 2:32.48;... K. Jarzyńska (Polska) nie ukończyła.

Skok wzwyż: 1. B. Vlasić (Chorwacja) 2,03; 2. E. Green (Szwecja) 2,01; 3. A. Friedrich (Niemcy) 2,01.

5000 m: 1. A. Bekele 14.52,20; 2. E. Abeylegesse (obie Turcja) 14.54,44; 3. S. Moreira (Portugalia) 14.54,71; ... L. Chojecka (Polska) nie ukończyła.

1500 m: 1. N. Fernandez (Hiszpania) 4.00,20; 2. H. Dehiba (Francja) 4.01,17; 3. N. Rodriguez (Hiszpania) 4.01,30;... 12. S. Ejdys (Polska) 4.24,82.

4x100 m: 1. Ukraina 42,29; 2. Francja 42,45; 3. Polska (M. Popowicz, D. Korczyńska, M. Jeschke, W. Wedler) 42,68 (rek. Polski).

4x400 m: 1. Rosja 3.21,26; 2. Niemcy 3.24,07; 3. W. Brytania 3.24,32.[/ramka]

To będzie najlepiej pamiętany polski obrazek z tych mistrzostw. Do mety biegu na 800 metrów jeszcze zakręt i ostatnia prosta, prowadzi Brytyjczyk Michael Rimmer, za nim są Holender Arnoud Okker i dwaj Polacy.

Pół stadionu wstaje (wstałby cały, gdyby z przodu biegł Hiszpan), ale najwyżej skaczą biało-czerwone grupki. Już widać, że liczy się tylko ta czwórka, za chwilę wszystko będzie wiadomo. Marcin Lewandowski i Adam Kszczot zerwali się do walki o medale.

Pozostało jeszcze 95% artykułu
Lekkoatletyka
Justyna Święty-Ersetic: Umiem obsłużyć broń. Życie wojskowe nie jest mi obce
Lekkoatletyka
Najlepsi lekkoatleci świata przyjadą do Torunia. „Osiągamy sufit”
Lekkoatletyka
Wielkie święto biegaczy. Półmaraton Warszawski znów zapisał się w historii
Lekkoatletyka
Wojciech Nowicki nie składa broni. Dźwiga cztery samoloty miesięcznie
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Lekkoatletyka
Mistrz kontra mistrz. Wielki pojedynek na Diamentowej Lidze w Polsce