Konkurs miotaczy nikogo nie zadowolił. Może to po części wina pogody, może silny wiatr i deszcz oraz późna pora trochę rozbroiły uczestników, bo emocje były umiarkowane, napięcie dozowane oszczędnie, próby, uśredniając poziom, dość przeciętne.
Harting dopiero w trzeciej kolejce rzucił jak potrafi – 66,07 m. Ponieważ rywale nie naciskali, najbliższy z nich, stary znajomy Gerd Kanter nie przekroczył 65 m, a obu Polaków twardo zatrzymała granica 64 m, niemiecki mistrz nie zmobilizował się, by sukces podkreślić jakimś bardziej znaczącym rezultatem.
Wygrał, koszulkę zdjął grzecznie bez dramatycznego rozdzierania (sprawa o znieważenie godła niemieckiego z powodu poprzedniego rozdarcia ponoć jest już w sądzie) i z uśmiechem pokazał goły tors. Polacy walczyli, ale też nie znaleźli w sobie tyle mocy, by bić rekordy i Hartinga.
Piotr Małachowski już w eliminacjach narzekał na problemy z techniką, w finale wszystko się potwierdziło, a gdy technika uciekła, to samą siłą nie dało się wiele osiągnąć. Więcej pochwał należy się wicemistrzowi Polski Robertowi Urbankowi. Wprawdzie rekord życiowy ma bliski 67 metrom, a tym razem osiągnął 63,81, ale w tym nerwowym konkursie jednak potrafił wykrzesać z siebie tyle energii, by zdobyć medal – pierwszy w wielkiej imprezie międzynarodowej. To się liczy.
Największą gwiazdą drugiego dnia mistrzostw (nie licząc Usaina Bolta na trybunach) był Mo Farah, pierwszy w biegu na 10 000 m. Wciąż jest najlepszy w tym biznesie, choć złoto nie przyszło mu łatwo. Trochę musiał się pomęczyć walką z dwoma młodymi, trochę nieobliczalnymi Kenijczykami w startującymi w barwach Turcji.
Kto bał się o formę brytyjskiego mistrza olimpijskiego (były powody, Farah wycofał się z Igrzysk Wspólnoty Brytyjskiej z powodu zaburzeń rytmu serca), ten się uspokoił. Na ostatnim okrążeniu mistrz może nie był przesadnie szybki, ale kontrolował sytuację od startu do mety. – Zwycięstwo w mistrzostwach Europy wiele dla mnie znaczy. Byłem poważnie chory parę tygodni temu, ale potem treningi poszły dobrze – mówił.
Brytyjczycy pękali z dumy, bo w tym biegu drugi był też ich rodak, Andy Vernon, który dzielnie wyprzedził biegaczy Turcji na ostatniej prostej. Jeszcze więcej dumy dało imperium zwycięstwo Jamesa Dasaolu w królewskim biegu na 100 m. Przyjemność była tym większa, że Brytyjczyk pozbawił szansy na trzecie kolejne złoto w ME Christophe'a Lemaitre'a. Francuz był drugi i w widoczny sposób odbierał ten wynik jako porażkę.
Czasy na 100 m nie były rewelacyjne, granicy 10 sekund złamać się nie dało, ale pogoda przeszkadzała nie tylko dyskobolom. Fachowcy wspominali także, że nowa nawierzchnia stadionu Letzigrund raczej nie sprzyja sprinterom. W półfinałach nie wystąpił lepszy z Francuzów, Jimmy Vicaut, zmogła go kontuzja prawego uda, nie pobiegnie także w sztafecie 4x100 m, więc kolejne sprinterskie złoto dla Wielkiej Brytanii wydaje się dość prawdopodobne.
Wieczorne konkurencje przyniosły jeszcze kilka polskich radości, największe w męskich półfinałach na 800 m. Do finału awansowała cała trójka Polaków, gdyż Artur Kuciapski wytrzymał mocne tempo w pierwszym biegu (1.46,05 – 2. miejsce), a Adam Kszczot (1.47,12) i Marcin Lewandowski (1.47,14) z profesjonalnym spokojem ograli rywali w drugim. Szykuje się wielki polski bieg w piątek o 19.55.
Dobrze pobiegła Małgorzata Hołub w półfinale na 400 m, była trzecia (52,58) i też jest w finale. Justyna Święty (52,85) nie awansowała. Z trójki Polaków na 400 m do finału dostał się tylko mistrz Polski Jakub Krzewina – w swym biegu był czwarty, ale biegł szybko (45,47), więc awans zdobył dzięki dobremu czasowi. Łukasz Krawczuk (46,24) i Rafał Omelko (46,69) muszą na swą medalową szansę czekać do sztafety 4x400 m.
Patryk Dobek ustanowił w półfinale biegu na 400 m ppł. wartościowy rekord życiowy (49,13), ale skoro był w swej serii trzeci, to do finału się nie dostał, zabrakło mu kilku setnych sekundy. Odpadła także Anna Jagaciak-Michalska w eliminacjach trójskoku (13,59 dało tylko 15. miejsce).
Czwartek z polskiej perspektywy to może nie jest dzień na medal, nawet na brązowy (znacznie więcej szans rysuje się w piątek), ale nudy na pewno nie będzie. W eliminacjach startują m. in. młociarze Paweł Fajdek i Szymon Ziółkowski oraz tyczkarze Piotr Lisek, Robert Sobera, Paweł Wojciechowski, a także oszczepnik Łukasz Grzeszczuk i Karol Zalewski w sprincie na 200 m; siedmiobój zaczyna Karolina Tymińska, w półfinale (i może w finale) walczyć będzie Artur Noga na 110 m ppł., finał mają przeszkodowcy Mateusz Demczyszak i Krystian Zalewski.
Kiedyś czekalibyśmy jeszcze niecierpliwie na finał skoku o tyczce kobiet, ale tym razem to przyjemność dla innych.
Podium i okolice
KOBIETY
100 m:
1. D. Schippers (Holandia) 11,12
2. M. Soumaré (Francja) 11,16
3. A. Nelson (W. Brytania) 11,22
100 m ppł.:
1. T. Porter (W. Brytania) 12,76
2. C. Billaud (Francja) 12,79
3. C. Roleder (Niemcy) 12,82
Skok w dal:
1. E. Lesueur (Francja) 6,85
2. I. Španović (Serbia) 6,81
3. D. Kliszyna (Rosja) 6,65
MĘŻCZYŹNI
100 m:
1. J. Dasaolu (W. Brytania) 10,06
2. Ch. Lemaitre (Francja) 10,13
3. H. Aikines-Aryeetey (W. Brytania) 10,22
10 000 m:
1. M. Farah (W. Brytania) 28.08,11
2. A. Vernon (W. Brytania) 28.08,66
3. A. Kaya (Turcja) 28.08,72
Rzut dyskiem:
1. R. Harting (Niemcy) 66,07
2. G. Kanter (Estonia) 64,75
3. R. Urbanek (Polska) 63,81
4. P. Małachowski (Polska) 63,54
Dziesięciobój:
1. A. Krawczenka (Białoruś) 8616
2. K. Mayer (Francja) 8521
3. I. Szkureniow (Rosja) 8498
Mistrzostwa transmituje TVP1, TVP2, TVP Sport i Eurosport.