LeBron James rzucał równo z syreną z połowy boiska. Chyba sam nie wierzył, że ta próba może być skuteczna, skoro drogę zagradzał mu obrońca, a nie było nawet czasu, żeby spojrzeć, gdzie dokładnie jest kosz. Chwilę później schodził do szatni bardzo zły, bo znów świętowanie trzeba było odłożyć - przynajmniej do niedzielnego wieczora. Na nic się nie zdał jego rewelacyjny występ - 40 punktów, 13 zbiórek i 7 asyst. Mógł i powinien mieć przynajmniej jedną asystę więcej, ale kiedy pod koniec spotkania ściągnął na siebie uwagę czterech obrońców i podał do Danny'ego Greena, ten ledwie dorzucił do obręczy z czystej pozycji.