Korespondencja z Gliwic
Węgry były kiedyś krajem, do którego wyjeżdżali czołowi polscy koszykarze. W poszukiwaniu lepszych zarobków, konfrontacji z markowymi Amerykanami i kontaktu z wielkim światem w tej dyscyplinie. Aktualnie reprezentacja tego kraju w globalnym rankingu jest notowana aż 25 pozycji niżej niż Polacy. Nie oznacza to jednak, że następcy Kornela Davida, który o ładnych parę lat wyprzedził pierwszego Polaka na parkietach NBA, są łatwymi przeciwnikami.
Wręcz przeciwnie. Potrafią kontrolować tempo gry i usypiać tym przeciwników. Grają mądrze, cierpliwie, zespołowo. Także w niemal niezmienionym składzie od lat i od dekady pod wodzą tego samego trenera.
Czytaj więcej
Byli rewelacją mistrzostw świata 2019, zajmując ósme miejsce. Zrobili furorę na ubiegłorocznym Eurobaskecie, kończąc turniej na czwartej pozycji. T...
Właśnie dlatego byli tak wymagającymi rywalami dla polskiego zespołu. Polacy jako faworyci i dodatkowo gospodarze prekwalifikacji olimpijskich, byli pod presją konieczności wygrania pierwszego meczu turnieju w Gliwicach. A przecież są w połowie nowym zespołem, w porównaniu z ubiegłorocznymi mistrzostwami Europy, których byli rewelacją i czwartą siłą.
Polacy prowadzili nawet 15 punktami
W gliwickiej PreZero Arenie było to mocno widać w pierwszej połowie. Zwłaszcza w obronie własnego kosza. Jednak po zmianie stron Polacy zrezygnowali z defensywy strefowej. Grali atak z obrony - każdy swego. Piłki trafiały też do polskiego giganta Aleksandra Balcerowskiego. Gdy wreszcie za trzy trafili Michał Michalak i Mateusz Ponitka, polska kadra uciekła na aż 15 pkt (54:39) w połowie trzeciej kwarty.
Reprezentacja Igora Milicicia przekonała się jednak o żelaznej zasadzie współczesnej koszykówki: niedobrze za wcześnie zbyt pewnie prowadzić. To demoblizuje prowadzących, a odwrotnie działa na przegrywających. Polski szkoleniowiec może też za mocno zmienił grającą piątkę. Węgrzy zaskoczyli także zmianą stylu gry. Na bardziej indywidualny, z prawdziwym artystą z doświadczeniem w lidze hiszpańskiej - Zsoltanem Perlem.
Trzecia kwarta skończyła się prowadzeniem gości. O wygranej Polaków na samym finiszu zdecydowały akcje najbardziej doświadczonych w kadrze Ponitki, Balcerowskiego i Michała Sokołowskiego (łącznie 53 punkty i 12 asyst). A przesądziły zamieniane przez nich w ostatnich minutach na punkty rzuty wolne (po wymuszonych faulach). W nich Polacy byli lepsi aż o 12 punktów - w spotkaniu, które wygrali tylko 83:81.
Czytaj więcej
Trzech spośród największych graczy z Europy w historii NBA dołączy w ten weekend do koszykarskiej galerii sław. Dirk Nowitzki, Tony Parker oraz Pau...
W pewnym sensie był to idealny sprawdzian dla nowej w 50 proc. reprezentacji Polski. Tylko w ogniu walki w tego typu meczach - z wymagającymi rywalami i w starciach o wysoką stawkę - można kształtować nową wartość i budować chemię drużyny.
Z kim Polacy zagrają w kolejnym meczu
Kolejnym przeciwnikiem Polaków w Gliwicach będzie w poniedziałek reprezentacja Bośni, mająca w kadrze aż trzech zawodników z NBA.
Bośniacy są zespołem koszykarzy grających po całym świecie. Ale kadra, jaką przywieźli do Gliwic, spotyka się okazjonalnie. W obecnym składzie grali w niedzielę przeciwko Portugalii po raz pierwszy. Dysponują jednak uznanymi liderami i świetnymi warunkami fizycznymi. Ich tercet z NBA ma pełną świadomość swych atutów. Upraszczają więc grę maksymalnie i wykorzystują ogromną przewagę pod koszem konkurentów. W tym aspekcie oraz w wymuszaniu fauli, które zamieniają na punkty, są bardzo skuteczni. Dlatego pewnie pokonali Portugalczyków (84:75), mimo że przegrywali nawet 10 punktami.