Więcej niż prawdopodobny koszykarski dualizm jest efektem podpisania w listopadzie przez Euroligę kontraktu z największą agencją marketingu sportowego IMG.
Tą samą, z którą niedawno związali się Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz, a jej klientami są też Novak Djoković czy (jeszcze) Maria Szarapowa oraz wiele innych gwiazd sportu. Agencja słynie też z organizacji Miss Universe i wielkich turniejów golfowych, tenisowych czy motocyklowych.
Dziesięcioletnia letnia umowa gwarantuje organizatorom koszykarskich rozgrywek 630 milionów euro, 400 milionów z tej kwoty otrzymają kluby.
– Nasz biznes funkcjonuje dobrze, więc ta suma może być zwiększona – powiedział francuskiemu dziennikowi „L'Equipe" Ioris Francini z IMG. Agencja zamierza zarobić na sprzedaży praw telewizyjnych. W związku z tym dąży do uatrakcyjnienia Euroligi. Za wzór będą jej służyć rozgrywki NBA.
– Wszystko zostało przez nas obliczone i jesteśmy optymistami – twierdzi Francini.
Najważniejsze podobieństwo z rozgrywkami z Ameryki Północnej to zamknięty format ligi. W sezonie 2016/17 wystąpić w niej ma 11 zaproszonych klubów: Olympiakos Pireus, Panathinaikos Ateny, Efes Stambuł i Fenerbahce Stambuł, CSKA Moskwa, Emporio Armani Mediolan, FC Barcelona, Real Madryt, Vitoria Gasteiz, Maccabi Tel-Awiw i Żalgiris Kowno.
Ofertę otrzymają także: zwycięzcy Eurocup (odpowiednika piłkarskiej Ligi Europy), Ligi Adriatyckiej, Ligi VTB, w której występują kluby z Europy Wschodniej, mistrz Niemiec i na razie jedna drużyna z dziką kartą, a od 2017 roku mistrz Hiszpanii.
Drużyny zagrają w formule każdy z każdym bez podziału na grupy, potem dojdzie do play-off i jak do tej pory Final Four. Hiszpańska gazeta „El Mundo Deportivo" wyliczyła, że kluby będą w stanie zarobić około 40 milionów euro rocznie.
Euroliga działa wbrew woli europejskiej filii Międzynarodowej Federacji Koszykówki (FIBA-Europe), która również zmierza do zmiany dotychczasowej formuły. Szczegółowy projekt ogłosi za kilka dni w Paryżu. Podobnie jak w piłce nożnej rozgrywki mają nosić nazwę Ligi Mistrzów, lecz prawdziwych mistrzów może tam być niewielu.
FIBA porozumiała się z niektórymi federacjami – francuską, włoską, turecką i niemiecką, co nie znaczy, że wszystkie zrzeszone w nich kluby opowiedzą się za Ligą Mistrzów. Emporia Armani, Fenerbahce i Efes zgłosiły akces do Euroligi, bo tam są większe pieniądze i prestiż. Ale na przykład francuskie kluby, tłumacząc to lojalnością wobec własnej federacji i obawiając się z jej strony sankcji – mimo oferty od Euroligi – stoją murem za FIBA.
Prezesi francuskich klubów (i nie tylko oni) nie kryją jednak obaw, co się stanie, jeśli nie dojdzie do porozumienia między FIBA i Euroligą. Kością niezgody pozostaje podział zysków, ale przede wszystkim terminy rozgrywania meczów. Przy takiej formule zostanie mało czasu na spotkania reprezentacji.
Brak zgody doprowadzi do dziwnej sytuacji, w której w przyszłym sezonie odbędą się aż cztery edycje klubowych rozgrywek: Euroliga i Eurocup (organizowane przez Euroligę i IMG) oraz Liga Mistrzów i Eurocup (organizowana przez FIBA). W Lidze Mistrzów miałby szansę zagrać mistrz Polski z mistrzem Francji i na przykład mistrz Węgier z czwartą drużyną ligi niemieckiej. Pieniędzy i sławy byłoby z tego niewiele.