Za rok w Polsce odbędą się mistrzostwa Europy. Impreza, która miała wyrwać naszą koszykówkę z marazmu, może stać się gwoździem do jej trumny. Wystarczy spojrzeć na Polską Ligę Koszykówki, która dziś zaczyna sezon meczem Energa Czarni Słupsk – PBG Basket Poznań. Tak źle nie było w lidze od dawna. Ekstraklasa wciąż nie ma sponsora, budżety klubów są mniejsze niż rok temu. Broniącemu tytułu Prokomowi Trefl Sopot z 30 mln zł zostało zaledwie 12 mln, a kilka drużyn balansuje na krawędzi wypłacalności.
Jeszcze w sierpniu z ekstraklasy wycofał się Polpak Świecie, a start co najmniej czterech innych klubów był zagrożony do ostatniej chwili. Na dodatek ligowe mecze będzie pokazywać niszowa TVP Sport, a spotkań Prokomu w Eurolidze nie chciała transmitować żadna stacja. Zdarzają się też sytuacje groteskowe. Oficjalnym otwarciem sezonu miał być mecz o Superpuchar pomiędzy Prokomem a Śląskiem Wrocław. Jednak wrocławianie wycofali się ze spotkania, argumentując, że są w zbyt słabej formie. I w tym samym terminie zdecydowali się rozegrać... sparing z Prokomem.
Problemy ma także reprezentacja. Trener kadry Muli Katzurin bardzo chciałby mieć w drużynie rozgrywającego z USA, ale przez nieudolność PZKosz cała sprawa od pół roku stoi w miejscu. Na wiosnę dzięki pomocy dziennikarzy „Życia Warszawy” prezes związku Roman Ludwiczuk dowiedział się o polskich korzeniach amerykańskiego obrońcy Dana Dickau, byłego koszykarza NBA.
Na początku wszystko wyglądało obiecująco. Udało się nawet zgromadzić dokumenty potwierdzające polskie pochodzenie Dickaua, ale on sam wciąż nie jest przekonany, czy chce grać dla Polski.Najlepiej byłoby, aby Roman Ludwiczuk pojechał z kimś do Włoch i spotkał się z koszykarzem (Dickau gra w klubie Air Avellino). Problem w tym, że ledwo dukający po angielsku prezes nie ma z kim jechać. W PZKosz nie ma nikogo, kto jednocześnie znałby obce języki i miał rozeznanie w zawiłych kwestiach formalnych.
Większość osób zatrudnionych w komitecie organizacyjnym Eurobasketu pracuje w ligowych klubach i niezbyt kwapi się do tego, by brać na swoje barki dodatkowe zajęcia. Dlatego w miejscu stoi też sprawa Chrisa Thomasa. Amerykański rozgrywający, który grał dwa lata temu w Anwilu Włocławek, ożenił się z Polką i chętnie przyjąłby nasz paszport. Ale władze związku nie ruszyły nawet palcem, by mu pomóc. Prezes Ludwiczuk uspokaja, że wciąż jest sporo czasu, ale dyskretnie pomija fakt, że aby w ekspresowym tempie załatwić paszport Dickauowi lub Thomasowi, potrzebna będzie przychylność urzędników Kancelarii Prezydenta. A na tę senator Platformy Obywatelskiej nie ma raczej co liczyć.