Najlepszym zespołem sezonu regularnego zostali Detroit Red Wings. Przed ostatnim meczem z Chicago Blackhawks odebrali za to Puchar Prezydenta. Od tej nagrody jednak do Pucharu Stanleya daleka droga.
Drużyna startująca do play-off z nr. 1 jest faworytem tylko na papierze, a stawianie jej w roli głównego kandydata do zdobycia mistrzostwa bywa bardzo ryzykowne. Play-off to inny wymiar rywalizacji, w tej fazie mogą przepaść potentaci, a awansować skazani na pożarcie.
Klub z Detroit doświadczył tego na własnej skórze dwa lata temu, kiedy rządził w lidze – również zdobył Puchar Prezydenta, a potem z hukiem wyleciał z play-off. To właśnie wtedy dostali się do finału Edmonton Oilers, którzy play-off w swojej konferencji zaczynali jako najsłabsza (nr 8) ekipa. Mimo to byli o krok od Pucharu Stanleya, przegrali decydującą serię z Carolina Hurricanes.
Detroit Red Wings zgromadzili najwięcej punktów (115) na Zachodzie, natomiast w Konferencji Wschodniej nr 1 to Montreal Canadiens (104) przed Pittsburgh Penguins (102). Canadiens, klub, który prowadzi na liście zdobywców Pucharu Stanleya (24 razy), ostatni raz sięgnął po tę nagrodę 15 lat temu. Tęsknią za nią nie tylko w Montrealu, ale i w całej Kanadzie – było nie było, ojczyźnie hokeja.
16 lat minęło od ostatniego triumfu Pingwinów z Pittsburga z młodym Jaromirem Jagrem w składzie. Dziś Jagr jest w New York Rangers, a w Pittsburgu pierwsze skrzypce grają kolejne wschodzące gwiazdy – Sidney Crosby i Jewgienij Małkin. Mówi się, że dojrzeli już do najwyższych celów.