Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie cechy charakteru stały się największym atutem Katarzyny Niewiadomej w peletonie.
- Dlaczego musiała postawić wszystko na jedną kartę i wyjechać z kraju, by osiągnąć międzynarodowy sukces.
- W jaki sposób przekonała do siebie doświadczonego trenera, który z zasady nie chciał pracować z dziewczynami.
- Jaki niezrealizowany cel sportowy łączy się z niezwykłą kolarską historią rodziny jej męża.
Na ostatnim etapie Tour de France Femmes trzy razy próbowała urwać się Demi Vollering, ale za każdym razem Holenderka doganiała Polkę. Trudno, nie udało się, ostatecznie to Vollering zachowała więcej sił i wygrała etap oraz cały wyścig, ale to pokazało po raz kolejny, że Niewiadoma-Phinney do ostatnich chwil nie składa broni.
W piątek wjechała pierwsza na Mont Ventoux i została liderką. W sobotę straciła żółtą koszulkę, bo rywalka przyblokowała ją na podjeździe i nie pozwoliła na pogoń za Vollering. Polka miała o to wielki żal i publicznie o tym mówiła. W niedzielę nie rozpamiętywała jednak tej sytuacji, tylko walczyła (w klasyfikacji generalnej zajęła drugie miejsce). Taki charakter miała zawsze.
Nie chciał trenować dziewczyn, dla Katarzyny Niewiadomej zrobił wyjątek
– U takich zawodników jak Kasia widzi się chęć do walki i hart ducha. Kasia od zawsze miała w sobie to, że chciała się męczyć. Jak tata przywiózł ją na zgrupowanie zimowe w Rytrze, gdzie biegaliśmy na nartach, to już od początku było widać, że ma mocny charakter, nie tylko jeśli chodzi o kolarstwo. Jako juniorka młodsza nie męczyła się, biegając ze starszymi zawodnikami. Ale dla niej liczyło się tylko kolarstwo. Pierwszy medal zdobyła już w pierwszym roku treningów, podczas zawodów w Raciechowicach. Przegrała złoto tylko dlatego, że jeszcze nie wiedziała wiele o kolarstwie i za szybko zaczęła finiszować. Potem przegrała również podczas zawodów na Sosnówce. Nie mogła się z tym pogodzić, więc długo o tym rozmawialiśmy. Po tamtych zawodniczkach nie ma śladu w peletonie, a Kasia jeździ – opowiada „Rz” jej pierwszy trener w klubie WLKS Krakus Swoszowice Zbigniew Klęk, który wychował także m.in. Rafała Majkę i Tomasza Marczyńskiego.
Przez ręce trenera Klęka przez 50 lat pracy przeszło wielu zawodników. Niektórzy mieli wielki talent, byli silni na podjazdach, szybcy na finiszach, dobrze jeździli na czas. W teorii byli kolarzami kompletnymi, ale nie odnieśli sukcesu, bo nie potrafili się skupić na treningach, rozpraszało ich życie towarzyskie, pierwsze miłości. Potem często z tych związków nic nie wychodziło, ale najważniejszy moment już przegapili.
W przypadku Katarzyny Niewiadomej niektórzy też przepowiadali, że nic z tego nie wyjdzie, bo przeszkodzi jej uroda i zabraknie jej wytrwałości, kiedy pojawi się życie towarzyskie. Nic takiego się nie stało. – Kasia jechała na trening niezależnie od tego, czy padało, czy nie – podkreśla trener Klęk.
Czytaj więcej
Katarzyna Niewiadoma od lat jeździ w czołówce światowego peletonu. Kiedy zaczynała karierę miała usłyszeć, że "jest za ładna, aby się ścigać". Kim...
Dla niej doświadczony szkoleniowiec złamał swoje zasady. Wcześniej nie chciał trenować dziewczyn, bo uważał, że kolarstwo jest dla nich za trudne. Wszystko zmieniła Katarzyna Niewiadoma, którą odkrył były kolarz, znajomy trenera Klęka.
– Zauważył ją Józek Olchawa. Przyjechał do mnie i powiedział, że muszę się zająć tą dziewczyną, bo ma talent. Opowiadał mi tak: jedziemy pod górę i rozmawiamy, ja się męczę, a ona nie – wspomina trener Klęk.
Sukcesy Katarzyny Niewiadomej-Phinney. Brakuje jej tylko medalu olimpijskiego
Kiedy tata przywiózł ją na pierwsze zgrupowanie, miała 13 lat i predyspozycje, choćby ze względu na miejsce, w którym się wychowała. Wieś Ochotnica Górna rozciąga się od 550 do nawet 1030 m n.p.m., a w takich warunkach często wyrastają znakomici zawodnicy, uprawiający sporty wytrzymałościowe.
Wystarczy przypomnieć Justynę Kowalczyk, która pochodzi z niedalekiej Kasiny Wielkiej. Między obiema paniami jest więcej podobieństw: mają bardzo silne charaktery i jako pierwsze w Polsce zaczynały odnosić wielkie sukcesy w swoich dyscyplinach, nie miały poprzedniczek, na których mogłyby się wzorować. To raczej one mogą stanowić inspirację dla kolejnych roczników.
Niewiadoma-Phinney pokazała, że można wyjechać z Polski i nie przepaść w zachodniej grupie zawodowej, gdzie każdy jest nastawiony na sukces, a liderem może być tylko jedna osoba. Młoda dziewczyna najpierw wyjechała z domu do Torunia, gdzie miała lepsze warunki do treningu, ale tam też nie mogła zostać. Prawdziwe zawodowstwo jest na Zachodzie, więc kiedy pojawiła się oferta z Rabobank Liv-Giant, nie mogła odmówić.
– Postawiła wszystko na jedną kartę, nawet szkołę odstawiła na drugi plan. Uczyć się można całe życie, a w sporcie ma się pięć minut – mówi „Rz” trener Klęk.
Czytaj więcej
Zwycięstwo w 83. Tour de Pologne ważyło się do ostatnich chwil, a o wszystkim zadecydowała jazda indywidualna na czas. Etap wygrał Stefan Kueng z T...
Miała się tam od kogo uczyć, bo w jej teamie jeździła mistrzyni świata i mistrzyni olimpijska Marianne Vos. Polka wyjeżdżała tam jako zupełnie nikomu nieznana zawodniczka, bo przecież w zawodowym peletonie niewiele znaczyło to, że była podwójną mistrzynią Polski orliczek, podwójną górską mistrzynią Polski czy piątą zawodniczką mistrzostw Europy. Musiała przejść najpierw staż, a jednym z testów był wyścig Boels Ladies Tour, w którym Polka wygrała klasyfikację młodzieżową. Dobrze jechała też w mistrzostwach świata we Florencji, ale upadła i nie ukończyła wyścigu ze startu wspólnego.
Od tego czasu jej kariera nabrała rozpędu. Zdobywała medale mistrzostw świata (brąz w jeździe drużynowej na czas i w wyścigu ze startu wspólnego), wygrywała prestiżowe wyścigi, w tym ten najsłynniejszy Tour de France Femmes, gdzie była najszybsza w 2024 r. Brakuje jej tylko medalu olimpijskiego, choć dwa razy była blisko. W 2016 r. w Rio de Janeiro dojechała jako szósta w wyścigu ze startu wspólnego. Dwa lata temu w Paryżu była już jedną z faworytek do podium, ale na początku wyścigu przyblokowała ją kraksa i potem Niewiadoma-Phinney nie zdołała odrobić strat. Ostatecznie przyjechała na ósmej pozycji.
Może medal wywalczy za dwa lata w Los Angeles. Wyszłaby z tego piękna historia, bo z USA pochodzi jej mąż Taylor, zresztą były kolarz i syn kolarzy. Jego mama Connie Carpenter zdobyła złoto w Los Angeles w 1984 r., a ojciec Davis Phinney na tych samych igrzyskach był trzeci w drużynowej jeździe na czas. Taka historia rodzinna zobowiązuje.