Katarzyna Wasick: To było jak dar od Boga

Najlepsza polska pływaczka, medalistka mistrzostw świata i Europy na 50 m kraulem Katarzyna Wasick, o swojej nietypowej karierze i olimpijskim marzeniu.

Publikacja: 29.12.2022 03:00

Katarzyna Wasick: To było jak dar od Boga

Foto: Ferenc ISZA/AFP

To był najlepszy rok w pani karierze?

Zdecydowanie tak. Najpierw zdobyłam srebro mistrzostw świata na długim basenie, a ten medal jest tym cenniejszy, że czekaliśmy na niego bardzo długo, od czasów Otylii Jędrzejczak. To był mój kolejny sukces po zdobyciu piątego miejsca na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Zdobyłam również srebro mistrzostw Europy, czyli powtórzyłam wynik z poprzedniego roku. Wygrałam też wyścig na 50 m stylem dowolnym podczas otwartych mistrzostw USA. Na koniec roku zdobyłam srebro mistrzostw świata na krótkim basenie. A najlepsze jeszcze przede mną!

Czytaj więcej

Znana sportsmenka skazana na Białorusi na 12 lat kolonii karnej

Do tego trzeba doliczyć Puchary Świata na krótkim basenie...

Przez 20 lat czekałam na możliwość takiego startu i od razu wygrałam trzy razy. Takie wyniki to jest dobry prognostyk przed igrzyskami w Paryżu.

Pomówmy o tym niedawnym medalu za wicemistrzostwo świata na krótkim basenie. Podobno od przyjazdu do Australii źle się pani czuła?

Dopadł mnie jetlag. To była dla mnie nauczka, jak reaguje mój organizm, bo nigdy nie miałam okazji zmierzyć się z taką różnicą czasu i licznymi podróżami. Na początku trochę się nad sobą użalałam, nie mogłam uwierzyć, że tak fatalnie się czuję. Wreszcie wzięłam się w garść i pomyślałam: co ja robię, jest, jak jest, trzeba sobie poradzić. Tyle lat czekałam na szansę walki o medal i trzeba ją wykorzystać, bo ten moment się nie powtórzy. Wyścig finałowy nie był perfekcyjny, ale oddałam całe serce i wróciłam z Melbourne z medalem. Australijka Emma McKeon popłynęła świetnie, musiałabym pobić rekord życiowy, żeby ją doścignąć. Będę jeszcze miała szansę z nią wygrać.

Tego podejścia nauczyła się pani w USA, na studiach psychologicznych czy wyniosła to pani z domu?

Zawsze miałam uśmiech na twarzy, tylko czasami krył się za nim brak pewności siebie. Potrzebowałam czasu, żeby dojrzeć. Wyjazd do USA na pewno mi pomógł. Czytam książki ze studiów psychologicznych, kiedy się nimi „naładuję”, to nie ma możliwości, żebym zaczęła myśleć inaczej – to takie „walnij się w głowę i myśl pozytywnie”, choć czasami jest ciężko. Ale moi najbliżsi i doświadczenie w dziedzinie psychologii pomaga, by każdy dzień był pozytywny i wyjątkowy. Staram się omijać stresy, a jeśli się zdarzają, to je rozbrajam.

Przestała pani pływać po igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Dlaczego?

Nie przestałam pływać, dlatego że byłam zmęczona karierą. To wyszło samoczynnie: odniosłam kontuzję, zajęłam się planowaniem ślubu, przeprowadzką. Krok po kroku odchodziłam od sportu. Leżałam w łóżku i myślałam, że to już zamknięte, nie wrócę do pływania, które towarzyszyło mi od dziewiątego roku życia. Dla każdego sportowca jest to szok.

Ale jednak pani wróciła...

Postanowiłam, że zrobię wszystko, żeby spełnić moje marzenia i nie mieć potem wyrzutów sumienia. Jeśli teraz wkładałabym tylko 60 procent sił w pływanie, to po kilku latach obudziłabym się z pytaniem, co zrobiłam z życiem. Takie myślenie pomogło mi w odniesieniu dzisiejszych sukcesów.

Długo czekała pani na swoją drugą sportową szansę, czy to powoduje, że te sukcesy smakują lepiej?

To było jak dar od Boga. Drużyna i treningi to rzeczy, których nie doceniasz w wieku 20 lat. Kilka lat później możliwość pójścia na basen jest wspaniała. Nie mogę się doczekać występu w Paryżu. Kiedy miałam 16–18 lat, wszystko było dla mnie naturalne, uporządkowane: chodziłam na treningi, do szkoły, nie znałam innego życia. Natomiast wracanie do pływania po kilku latach przerwy wiązało się z poważnymi decyzjami. Na początku dzieliłam to z pracą i było mi ciężko. Poświęcenie się pływaniu na 100 procent wiązało się z ryzykiem. Mogło mi nie wyjść i straciłabym kilka lat rozwoju zawodowego.

Pojedzie pani do Paryża po olimpijski medal?

Przed Tokio celem był dla mnie sam występ. Dopiero mąż uświadomił mi, że to nie wystarczy. Ustalanie wysokich celów i mówienie o tym nie jest złe. Czasami boimy się powiedzieć o marzeniach głośno, żeby nie zapeszyć. A ja tak właśnie mówię, bo wierzę, że to się spełni. Już w Tokio byłam blisko, choć mało osób wierzyło, że dam radę osiągnąć finał. Codziennie myślę o Paryżu. Medal to jest mój plan i wkładam w to całą siebie. Wszystko temu podporządkowuję, na szczęście dostaję wsparcie od rodziny i przyjaciół.

Może przyjedzie tam panią dopingować rodzina. Byli na mistrzostwach świata w Budapeszcie, co podobno panią wzruszyło?

To był niesamowity moment. Rodzice chyba od 12 lat nie widzieli mojego występu w zawodach międzynarodowych. Cieszę się, że igrzyska będą tak blisko Polski i mogę liczyć na wsparcie ludzi mi najbliższych.

Czytaj więcej

David Popovici, magik jeden na milion

Główną rywalką może być Sarah Sjoestroem, którą pani zawzięcie ściga, ale na razie to Szwedka częściej wygrywa...

Sarah jest główną rywalką, ale groźna jest też Emma McKeon. Te dwie dziewczyny będą mocne, ale oprócz nich mogą się pojawić młode zawodniczki, albo ktoś taki jak ja, kto późno odnalazł swoją ścieżkę do sukcesu. Skupiam się na pracy, bo nad tym mam kontrolę. Mój wyścig jest bardzo krótki, dzieje się tak szybko, że nie pamiętam go. Jeśli zacznę patrzeć na innych, to nie będzie dobrze.

Jak trafiła na panią amerykańska telewizja?

Lokalna stacja FOX5 z Las Vegas przed igrzyskami w Tokio nakręciła reportaż o moim życiu, celach, powrocie do sportu. Ten materiał był nawet nominowany do nagrody Emmy. Trafili na mnie za sprawą moich sukcesów, dobrych występów w International Swimming League. Ekipa, która to kręciła, była niesamowita. W ogóle nie czułam, że występuję przed kamerą. Cieszę się, że moja historia poruszyła ludzi.

Czytaj więcej

Otylia Jędrzejczak: Generalnie jestem dumna

Jak ocenia pani ISL – komercyjną ligę w pływaniu, która została zawieszona z powodu wojny w Ukrainie?

Nie znam nikogo, kto by nie wspominał jej z zachwytem. W końcu mogliśmy się poczuć jak zawodowi sportowcy. Liga traktowała nas bardzo dobrze, mieliśmy drużyny, które się wspierały. Pomogło mi to mentalnie, bo poznałam środowisko i mogłam zobaczyć, jak wielcy pływacy zachowują się na co dzień. Od zakończenia igrzysk do końca grudnia wystąpiłam w ponad 70 wyścigach i m.in. dlatego sezon 2022 był taki owocny.

Pomogły też treningi z bratem, który jest w pani teamie i pracuje w katowickiej AWF?

Trenowanie z kimś, kto cię zna od urodzenia, jest wielkim plusem. Mój brat ma ogromną wiedzę i zna mój organizm, wie, jak się zachowuję, jakie emocje we mnie siedzą. Nie musimy się siebie uczyć, zgadywać. Możemy mówić wszystko wprost i nikt się nie obrazi. Wspomaga mnie też siostra, która jest fizjoterapeutką. Brat ma kontakt z moimi trenerami z USA. Spotkali się na mistrzostwach Europy w Rzymie. Tam była burza mózgów, która zaowocowała nowymi pomysłami.

Mając 30 lat, pokazuje pani, że w sporcie warto śmiało walczyć o swoją drugą szansę...

Marzę o medalu olimpijskim i zrobię wszystko, żeby go wywalczyć i godnie reprezentować Polskę. Stojąc na podium mistrzostw świata, czułam wielkie wzruszenie. Nie jestem z natury dziewczyną, która wylewa łzy, ale jak zobaczyłam dumne twarze moich najbliższych, był to najpiękniejszy moment w mojej karierze i będę walczyć dalej, żeby takich chwil w najbliższych latach było jak najwięcej.

To był najlepszy rok w pani karierze?

Zdecydowanie tak. Najpierw zdobyłam srebro mistrzostw świata na długim basenie, a ten medal jest tym cenniejszy, że czekaliśmy na niego bardzo długo, od czasów Otylii Jędrzejczak. To był mój kolejny sukces po zdobyciu piątego miejsca na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Zdobyłam również srebro mistrzostw Europy, czyli powtórzyłam wynik z poprzedniego roku. Wygrałam też wyścig na 50 m stylem dowolnym podczas otwartych mistrzostw USA. Na koniec roku zdobyłam srebro mistrzostw świata na krótkim basenie. A najlepsze jeszcze przede mną!

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Inne sporty
Pierwszy w historii lot szybowca nad Karakorum. Triumf Sebastiana Kawy
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
SPORT
Dzieci, prezesi banków i politycy. Dziś w szachy gra już miliard ludzi
Kolarstwo
Michał Kwiatkowski. Samotność polskiego kolarza
Kolarstwo
Tadej Pogacar i Jonas Vingegaard znaleźli sposób. Czy dominują dzięki tlenkowi węgla?
Inne sporty
Igrzyska w Paryżu. Adela Piskorska na drodze usłanej złotem