[b]Rz: Co oznacza dla pani „plan Vancouver”, będzie na przykład więcej treningów albo zmieniony kalendarz startów? [/b]
[b]Justyna Kowalczyk:[/b] O pracę, zwiększanie lub zmniejszanie obciążeń tak naprawdę trzeba pytać trenera. On układa plany, a ja się przykładam do każdego ćwiczenia w stu procentach. Szczerze mówiąc nie odczuwam żadnej zmiany w porównaniu z innymi latami. Zmieniają się same ćwiczenia, bo co roku jestem trochę inną biegaczką.
[b]Co znaczy – jestem trochę inna? [/b]
Biegam na nartach i porządnie trenuję dopiero dziesięć lat. To jest, proszę wierzyć, bardzo mało. W tym czasie zmieniała się i moja technika, i wydolność organizmu. Wystarczy nie zwrócić uwagi na jakiś element i już coś robię gorzej. Wszystko w każdym z nas ewoluuje i do tego trzeba dostosowywać obciążenia, treningi i przerwy między nimi.
[b]Ominęła pani problem fizycznego i psychicznego dojrzewania... [/b]
Mam nadzieję, że już dojrzałam, najwyższy czas.
[b]Dojrzała też pani do sukcesów w mistrzostwach świata, które w lutym będą w Libercu? [/b]
Dla uprawiających dyscypliny olimpijskie zawsze ważniejsze są igrzyska, ale ja nie mam zamiaru zlekceważyć żadnego startu. Po ubiegłorocznych porażkach w Sapporo, mam w sobie nawet więcej złości na wspomnienie mistrzostw świata. Tamte wyniki wciąż mi ciążą, czas to naprawić.
[b]W ubiegłym roku biegi dostały duży zastrzyk pieniędzy w cyklu Tour de Ski. Czy tej zimy to także będzie pani cel? [/b]
Tym razem nie dam się zamęczyć. Taką mam nadzieję. Pieniądze nie są dla mnie żadną motywacją. Kto mnie zna, ten wie, że to prawda. Można mi mówić o miliardach, które czekają na mecie, lecz w żaden sposób nie zmieni to mego podejścia. Mówię o tym głośno, podobnie jak kilku biegaczy i kilka biegaczek na świecie: Tour de Ski jest robiony pod publikę, to jest zajeżdżanie sportowców. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje granice wytrzymałości. W ubiegłym sezonie pochorowali się na koniec nie tylko biegacze, ale także członkowie zespołów, serwismeni i trenerzy. Ostatni dzień cyklu to była głupota przewyższająca wszystkie inne. Kazano nam biec pod górę po FIS-owskiej trasie zjazdowej. W telewizji nie widać, jak to naprawdę wygląda, gdy biegnie się po stoku o nachyleniu 34 procent. Chyba nie tędy droga.
[b]Pani ekipa wspierająca nie zmieniła się wiele od zeszłego roku... [/b]
W Kuusamo jest więcej osób obsługi, bo biega tu także nasza tzw. kadra mix. Narty zmieniłam z Madshusa na Fischera, buty z Alpiny na Salomona, ale moi serwismeni są ci sami: Ulf Olsson, Rafał Węgrzyn i Mateusz Nuciak. Mam nadzieję, że trener Aleksander Wieretielny pozostanie przy mnie niezmiennie. Trochę zmieniła się jedynie obsługa medyczna.
[b]Pytanie o zdrowie zawsze musi paść...[/b]
Na razie w porządku. Wreszcie nie muszę narzekać.
[b]W Kuusamo ma pani dwa starty stylem klasycznym – w sobotę w sprincie i dzień później na 10 km. Oba interesują panią jednakowo? [/b]
Tak. Mam odważne plany w obu, choć to pierwszy sprint i jeszcze nie wiem, na co mnie stać. Walczyć będziemy na pewno.
[b]Spójrzmy na pani zajęcie od innej strony. Czy ma pani wpływ na wygląd swoich ubiorów sportowych? [/b]
Ubierają mnie dwie firmy, kombinezon i kurtki daje norweska firma Swix, kolejną kurtkę partner PZN – polska forma 4F. Niby fajnie, ale nie mam wpływu na kolorystykę i krój. Wygląd narzuca sponsor, to po prostu coroczna kolekcja przygotowywana na rynek. Gdybym mogła, to bym niektóre paski powycinała. Czapki również sobie nie wybieram. Kolor kurtki z białego zrobił się szybko szary, i co teraz?
[b]A elegancki makijaż przed startem to w pani dyscyplinie dziwactwo, czy norma? [/b]
Są dziewczyny, które mają trwały makijaż, ale można je policzyć na palcach jednej ręki. Gdybyśmy się malowały, to na mecie byłybyśmy całe wymazane, a przecież nie o to chodzi. Nie mam wielkich kompleksów jeśli chodzi o moją kobiecość, chociaż wiem, że nie wyglądamy najpiękniej na mecie. Trzeba się z tym pogodzić. Jakbym chciała być pięknisią, to starałabym się zostać modelką. Nie jestem nią, jestem biegaczką narciarską i tyle.
[b]Nie budzi się w pani chęć wystartowania w „Tańcu z gwiazdami”, albo w innym podobnym programie telewizyjnym, który niemal natychmiast podnosi popularność? Paru sportowców wybrało taką drogę i pewnie nie narzeka. [/b]
Nie sądzę, żebym miała wielki talent do takich występów. Nie chciałabym stać się pośmiewiskiem całego kraju.
[b]Nie chce też pani związanych z takimi zabawami łatwych pieniędzy? [/b]
Wydaje mi się, że jak na 25-letnią kobietę, dobrze sobie radzę z dochodami. W biegach są nagrody, sponsorzy i stypendia. Oczywiście nie zarabiam fortuny, ale naprawdę mam dobre pieniądze ze sportu.
[b]Jaki ma pani sposób na oderwanie od biegania, zapominanie o wysiłku i bólu? [/b]
Ale ja nie chcę zapomnieć o sporcie. Po co? To jest moje życie, to jest to co bardzo lubię. Często chodzę na narty dla samego relaksu. Wie pan, jestem 300 dni w roku poza domem. Nie będę patrzeć w gwiazdy tysiąc kilometrów od domu, czy pisać wiersze do szuflady. To nie moja bajka.