Antonelli był przed startem w Meksyku w bardzo komfortowej sytuacji. Do świętowania tytułu już w ten weekend, bez oglądania się na konkurencję, wystarczało mu zajęcie dziewiątego miejsca. Wszystko dlatego, że nad drugim w klasyfikacji George'em Russellem, kolegą z zespołu Mercedes, miał aż 123 pkt. przewagi.

Przed weekendem w Meksyku 20-latek z Bolonii zmagał się jednak z infekcją wirusową i nie wziął udziału w obowiązkowych spotkaniach z mediami. Istniały obawy, czy nie powstrzyma go choroba. Kwalifikacje rozwiały jednak te niepokojące myśli i do wyścigu ruszał z wysokiej, czwartej pozycji. Nie chciał kalkulować, tylko wygrać i zagwarantować sobie tytuł z przytupem.

Grand Prix Meksyku. Poważny wypadek i przerwany wyścig

Antonelli cały czas jechał w czołówce, planów nie pokrzyżował mu nawet poważny wypadek z udziałem Fina Valtteriego Bottasa (Cadillac), który uszkodził zawieszenie, urwał koło i wypadł z toru. Pojawiła się czerwona flaga, sędziowie przerwali rywalizację.

To nie był jedyny incydent tej niedzieli. Po restarcie wyścigu, kilkanaście okrążeń później, na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa, po kolizji Oscara Piastriego (McLaren) z Arvidem Lindbladem (Racing Bulls). 

Antonelli robił jednak swoje. Dojechał na trzeciej pozycji. Zdobył tytuł już w drugim sezonie startów, bijąc aż o trzy lata rekord Sebastiana Vettela w kategorii najmłodszy mistrz. Został też dopiero trzecim włoskim mistrzem, po Giuseppe Farinie (1950) i Alberto Ascarim (1952, 1953). Trudno w to uwierzyć, że Italia musiała czekać na ten moment tak długo.

Antonelli, mimo że w przyszłym sezonie – jako obrońcy trofeum – będzie przysługiwał mu nr 1, zamierza nadal jeździć z „12”. Wybrał ten numer na cześć jednego ze swoich idoli, Brazylijczyka Ayrtona Senny.