Grzegorz Skrzecz: Z nim nigdy nie było nudno

Grzegorz Skrzecz nie żyje. Medalista mistrzostw świata i Europy, trener z sukcesami. Kolorowa postać, legenda boksu. Miał 65 lat.

Publikacja: 16.02.2023 21:00

Grzegorz Skrzecz (1957–2023)

Grzegorz Skrzecz (1957–2023)

Foto: PAP/Andrzej Wiktor

Grzegorz to brat bliźniak Pawła, wicemistrza igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy. Paweł walczył w wadze półciężkiej, Grzegorz w ciężkiej. W tej kategorii pięciokrotnie był mistrzem Polski. Ostatni raz rozmawialiśmy pod koniec grudnia, na Suzuki Boxing Night, a tydzień wcześniej w Zabrzu, gdzie jego zawodniczka Nikola Prymaczenko zdobyła swój pierwszy złoty medal mistrzostw Polski seniorek.

Grzegorz był tam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Uśmiechał się od ucha do ucha, długo trzymał ją w objęciach. Trenował tę dziewczynę od 12. roku życia, opowiadał mi, że ma diament, który postara się oszlifować. Milowy krok został zrobiony, ale dalej młoda mistrzyni musi już sobie radzić bez niego. Tak samo jak Paweł i Jakub Sulęccy, młodsi bracia Macieja Sulęckiego, jednego z najbardziej znanych polskich zawodowców.

Nagła śmierć człowieka w pełni sił zawsze jest szokiem. Grzegorz nie był wprawdzie młodzieniaszkiem, ale na treningowej sali znacznie młodsi mogli mu pozazdrościć energii. Poza nią też był duszą towarzystwa.

Czytaj więcej

Nie żyje Grzegorz Skrzecz, medalista mistrzostw świata w boksie

Pierwszy raz z Grzegorzem zetknąłem się na warszawskim Torwarze, w październiku 1977 roku. W wieku 19 lat, w meczu Polska–USA, zmierzył się w wadze średniej (75 kg) z Lindellem Holmesem. Debiut nie był udany, po ciosie na korpus Grzegorz przegrał w drugiej rundzie. Pamiętam rozpacz na jego twarzy. Później bił się już w kategorii ciężkiej, a Paweł w półciężkiej.

– To był ambitny, waleczny facet – mówi „Rz” starszy kolega Grzegorza z warszawskiej Gwardii Jerzy Rybicki, ostatni polski mistrz olimpijski (1976), a później trener kadry narodowej. – Przed meczami ligowymi pytanie było jedno: kto jeszcze dorzuci jakieś punkty. My, to znaczy Paweł, Grzegorz i ja, byliśmy pewniakami, najczęściej wygrywaliśmy – wspomina Rybicki.

Na igrzyskach w Moskwie (1980) Paweł zdobył srebrny medal, a Rybicki brązowy. Bez medalu z tej trójki wrócił tylko Grzegorz, ale w starciu z Teofilo Stevensonem był bez szans. Wtedy nie było jeszcze podziału na wagę ciężką (91 kg) i superciężką (plus 91 kg). Grzegorz, klasyczny pięściarz wagi ciężkiej, musiał mierzyć się z kubańskim gigantem już w pierwszej fazie olimpijskiego turnieju. – Kopał jak koń, gdzie uderzył, bolało – tłumaczył potem dziennikarzom. Stevenson zdobył wtedy swój trzeci złoty medal olimpijski.

Dwa lata później, w mistrzostwach świata, Kubańczyka na podium jednak zabrakło, stał na nim natomiast Grzegorz Skrzecz, brązowy medalista nowo utworzonej kategorii 91 kg. W 1983 roku wrócił też z medalem z mistrzostw Europy.

– Miał talent do pracy większy niż do boksu. No i miał ogromne serce do walki, był zawzięty, potrafił też huknąć prawym sierpem tak, że nie było czego zbierać. A przy tym zawsze uśmiechnięty, wesoły. Z nim nigdy nie było nudno – mówi o Grzegorzu jego przyjaciel Krzysztof Kosedowski, medalista olimpijski z Moskwy (1980) i wicemistrz Europy (1981).

Bracia Skrzeczowie od najmłodszych lat nie dawali sobie w kaszę dmuchać. – Nikt nam nie podskoczył, nie było na nas mocnych – opowiadał mi kiedyś Grzegorz. Jak twierdził, zostali przy boksie tylko dlatego, że trafili na kogoś tak wyjątkowego jak trener Wieńczysław Kosinow. Był dla nich drugim ojcem i wychowawcą. – Gdyby nie on i boks, to mogło być różnie – w tej kwestii bracia mówili jednym głosem.

Grzegorz bardzo chciał stanąć na olimpijskim podium. W Polsce nie miał sobie równych, wygrywał z Amerykanami również na ich terenie, regularnie bił Niemców, tych z NRD i tych z RFN. W marcu 1984 roku, na turnieju w Wenecji, na moich oczach pokonał dwumetrowego Szweda Hakana Brocka, by w półfinale, po dobrej walce przegrać z Kubańczykiem Juanem Delisem.

Na początku maja 1984 wygrał po raz piąty mistrzostwa Polski, wiedząc już, że Polska bojkotuje igrzyska w Los Angeles. Tak jak wielu polskich sportowców nigdy się z tym nie pogodził. Zapewne biłby się tam o medal.

Rok później znów w Wenecji zmierzył się z Hakanem Brockiem i tym razem przegrał. Wrócił do szatni, źle się poczuł i został odwieziony do szpitala. Był w śpiączce, stan był bardzo poważny, ale wyszedł z tego. Do ringu jednak już nie wrócił.

Został szefem ochrony w dużej firmie, komentował walki, bywał ekspertem w telewizyjnych studiach, występował w filmach Olafa Lubaszenki. No i uczył młodych ludzi boksu. Miał do tego dryg i dobre oko. Podkreśla to Kosedowski, od zawsze nazywający Grzegorza „kominiarzem”.

– Jak ich poznałem, obaj z Pawłem chodzili w długich czarnych płaszczach do kostek. Nosili kapelusze i czarne szale. Całości dopełniały kudłate, czarne czupryny i smagłe twarze okraszone czarnym wąsem. Nie przypominali Świętego Mikołaja, tylko kominiarzy. Teraz został tylko jeden, domyślam się, co przeżywa.

Grzegorz to brat bliźniak Pawła, wicemistrza igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy. Paweł walczył w wadze półciężkiej, Grzegorz w ciężkiej. W tej kategorii pięciokrotnie był mistrzem Polski. Ostatni raz rozmawialiśmy pod koniec grudnia, na Suzuki Boxing Night, a tydzień wcześniej w Zabrzu, gdzie jego zawodniczka Nikola Prymaczenko zdobyła swój pierwszy złoty medal mistrzostw Polski seniorek.

Grzegorz był tam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Uśmiechał się od ucha do ucha, długo trzymał ją w objęciach. Trenował tę dziewczynę od 12. roku życia, opowiadał mi, że ma diament, który postara się oszlifować. Milowy krok został zrobiony, ale dalej młoda mistrzyni musi już sobie radzić bez niego. Tak samo jak Paweł i Jakub Sulęccy, młodsi bracia Macieja Sulęckiego, jednego z najbardziej znanych polskich zawodowców.

Pozostało 83% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Boks
Jakub Chycki: Ołeksandr Usyk? Jest trochę z innego świata
Boks
Bokserski spektakl w Rijadzie
Boks
Walka Różański - Okolie. Krótka podróż z nieba do piekła
Boks
Łukasz Różański stoczy pojedynek z Lawrencem Okolie. O pas WBC
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Boks
Ołeksandr Usyk na tronie. Jego siłą jest serce