Chorwat zwyciężył w niecałe dwie godziny 6:3, 6:3, 6:3. Od początku walka była zacięta, ale gdy w połowie pierwszego seta Cilić przełamał serwis rywala, na horyzoncie widać już było zwycięzcę.

Większy miał łatwiej. Przyszły mistrz serwował znacznie lepiej od Japończyka, grał odważnie, był nawet skuteczniejszy w długich wymianach. A gdy już nacieszył się sukcesem, powiedział, że nazywanie go mistrzem Wielkiego Szlema wciąż brzmi nierealnie.

– Człowiek marzy o takiej chwili całe życie, a tu nagle w cztery–pięć dni wszystko się zmienia. Mój tenis też. Zacząłem grać doskonale, poczułem to w piątym secie meczu z Gilles'em Simonem. Zaczęła się ta niewiarygodna, cudowna seria. Ten tytuł znaczy dla mnie wszystko. Jestem po prostu na szczycie świata – mówił Cilić.

Przy takiej okazji nie chce się wspominać, że rok temu nie przyjechał do Nowego Jorku, bo jeszcze trwała niezbyt długa, ale przykra dyskwalifikacja za wykroczenia dopingowe. Lepiej przypomnieć, że za wzlotem Chorwata stoi rodak, Goran Ivanisević, który zbiera teraz zasłużone pochwały.

– Byłem trochę za  bardzo zdenerwowany. Jednak te dwa tygodnie przyniosły mi tyle radości, że trudno narzekać. W końcu przyjechałem tu bez żadnych nadziei, wcześniej miałem kontuzję, mało trenowałem. No i dwa mecze pięciosetowe też zrobiły swoje. Przepraszam, może następnym razem – tłumaczył się z porażki Nishikori.

Kiedy kurz po finale opadł, gdy Cilić pojawił się pucharem na tarasie widokowym Empire State Building, przyszedł czas refleksji. Już słychać opinie, że skończyła się epoka wielkiej czwórki (Federer, Djoković, Nadal, Murray). Po 17 latach o główną nagrodę grali tenisiści spoza pierwszej dziesiątki rankingu ATP (teraz obaj w niej są: Japończyk – ósmy, Chorwat – dziewiąty).

Nawet jeśli jest za wcześnie, by wieszczyć, że gwiazdorzy definitywnie oddadzą pole młodszym, przeświadczenie, że monopol ginie, ma swoje plusy. W tym roku każdy z czterech turniejów wielkoszlemowych wygrał kto inny – także wśród pań.

Cilić ma teraz przed sobą start w Pucharze Davisa, z Ameryki leci do Amsterdamu, tam spotka się z rodzicami. Pytany, na co wyda 3 mln dolarów, powiedział, że nie ma pojęcia, ale na pewno sporo odda ludziom ze swego teamu, bo zasłużyli.

Finał:

M. Cilić (Chorwacja, 14) ?– K. Nishikori (Japonia, 10) 6:3, 6:3, 6:3.