Mecz z Tormo był radością dla kibica, bo tym razem zobaczyliśmy nieco lepszą wersję Świątek: odważniejszą, bardziej konsekwentną, skuteczniejszą, wreszcie - cierpliwą.
Wiceliderka rankingu WTA nie jest jeszcze w optymalnej dyspozycji, ale momentami pokazywała już na korcie świeżość, choć jeszcze kilka dni temu w Tokio - zawodniczkom towarzyszyła wówczas duża wilgotność powietrza, gra w tenisa była niemal jak pływanie w rosole - sprawiała wrażenie zmęczonej.
Czytaj więcej
Polka gra coraz gorzej i dla jej teamu nadchodzi czas poważnej próby.
Teraz „energia” to w wielu akcjach znów było drugie imię Świątek, jednak nie należy zapominać, że rywalką była 55. tenisistka rankingu WTA.
Iga Świątek - Sarą Sorribes Tormo. Zasłużone powody do uśmiechu
Polka regularnie posyłała na drugą stronę siatki wygrywające uderzenia. Błędy, których wciąż nie brakowało (15 w pierwszym secie) popełniała zazwyczaj po długich, ciekawych akcjach, a nie u ich zalążka – jak przeciwko Mai Hontamie oraz Wieronice Kudiermietowej w Tokio.
Mierzyła się z przeciwniczką wytrwałą, która podczas Roland Garros siłowała się na korcie z Brazylijką Beatriz Haddad Maią przez blisko cztery godziny. - Musiałam być cierpliwa, bo biega do każdej piłki - nie kryje Świątek.
Panie zagrały ze sobą po raz drugi w karierze. Świątek w lipcu podczas Wimbledonu pokonała Tormo 6:2, 6:0 w 70 minut. Teraz walki na korcie było więcej - zwłaszcza w wygranym przez Polkę 6:4 pierwszym secie - ale przewaga naszej tenisistki była wyraźna. Na pewno większa, niż pokazywał końcowy wynik.
Tym razem - w porównaniu z występami z Tokio - było na korcie znacznie mniej cierpienia, a więcej radości z tenisa.
Świątek drugą partię zaczęła od przełamania, kolejne przyszło już w trzecim gemie. Rywalka nie złożyła broni, dalszą historię tego seta obie panie pisały break pointami.
Widzieliśmy zaciętą rywalizację, ale emocjom u polskich kibiców tym razem towarzyszył raczej spokój niż niepewność. Momentami mógł do nich dołączyć nawet podziw, a może i lekkie zaskoczenie, bo Świątek do punktów z linii końcowej dołożyła sporo wolejów oraz półwolejów.
- Poświęciłam temu elementowi sporo czasu podczas treningów. Mój wolej się zmienia. Jestem naprawdę zadowolona z gry przy siatce - wyjaśnia Polka.
Świątek wygrała drugiego seta 6:3 i po ostatniej piłce miała zasłużone powody do uśmiechu, choć do szczytu formy - możemy domniemywać, że wraz ze sztabem szykuje go na koniec października, kiedy rozpocznie się WTA Finals - jeszcze jej daleko, więc szybko spakowała sprzęt, założyła słuchawki i ruszyła do szatni.
Iga Świątek i jej kalendarz na ostatnie tygodnie sezonu
Występ w Pekinie to dla Świątek prawdopodobnie przedostatni duży turniej w sezonie, później naszą tenisistkę czeka jeszcze tylko wspomniana impreza w Cancun z dziewięciomilionową pulą nagród.
Mogłam skupić się jedynie na pracy oraz na tym, w jaki sposób wrócić do tego spokojniejszego, normalnego rytmu treningów - wyjaśniała Świątek podczas konferencji prasowej lokalnym dziennikarzom.
Polka przed rozpoczęciem rywalizacji w China Open podkreślała, że zaczyna go jako nieco inna tenisistka, bo przestała myśleć o rankingowych punktach i pewien ciężar spadł dzięki temu z jej ramion.
Czytaj więcej
Iga Świątek przegrała 2:6, 6:2, 4:6 z Wieroniką Kudiermietową i odpadła z turnieju WTA 500 w Tokio. To był jeden z najsłabszych meczów Polki w tym...
Opowiadała też, że teraz chce przede wszystkim zacząć robić na korcie pewne rzeczy inaczej, a nie gonić za punktami, choć przecież dziś to ona może być w trybie ataku, pozycji liderki wreszcie nie broni.
Aryna Sabalenka. Dumna córka Chin
Ranking WTA ma za to przed oczami Aryna Sabalenka. - Chodzi o to, abym zakończyła sezon jako numer jeden na świecie - podkreśla Białorusinka, która przeżywa rok niemal doskonały, skoro wygrała Australian Open, a później była w półfinałach Roland Garros i Wimbledonu oraz finale US Open.
Sabalenka ma nad Świątek ponad tysiąc punktów przewagi, pierwsze miejsce na koniec sezonu może sobie zapewnić w Pekinie.
Jest w strefie komfortu, bo cztery ze swoich pięciu pierwszych tytułów w karierze zdobyła właśnie w Państwie Środka. - Kiedyś nazwano mnie nawet "córką Chin" - zdradziła dziennikarzom.
Czytaj więcej
Polscy tenisiści z Hubertem Hurkaczem w składzie pokonali w Kozerkach Barbados 4:0 i zdobyli prawo gry w barażach o Grupę Światową I Pucharu Davisa...
Turniej zaczęła od zwycięstwa 6:1, 6:2 z Sofią Kenin, które budzi szacunek, bo Amerykanka sygnalizowała ostatnio wysoką formę, której dowodem były półfinały w San Diego i Guadalajarze.
Teraz Sabalenka zmierzy się z Katie Boulter. 27-letnia Brytyjka w pierwszej rundzie pokonała Magdalenę Fręch 6:4, 3:6, 6:2, choć niektórzy to w Polce widzieli faworytkę.
Przygoda naszej tenisistki z Azją oczywiście na tym meczu się nie kończy, bo teraz planuje występ w Hongkongu. Kolejnym przystankiem dla Fręch będzie prawdopodobnie impreza rangi WTA 250 w Monastyrze.
China Open. Kiedy i z kim zagra Iga Świątek
Świątek we wtorek najwcześniej o 10.30 czasu polskiego (trzeci mecz na korcie Lotus, gdzie wystąpiła także w poniedziałek) zmierzy się z Warwarą Graczową. To moskwiczanka z francuskim paszportem, która w pierwszej rundzie pokonała Anastasiję Potapowa 6:2, 3:6, 6:1.
Będzie to dla Polki 70. singlowy mecz sezonu (jej rekord to 76 spotkań z ubiegłego roku). Nikt w kobiecym tourze nie pracuje równie ciężko - Sabalenka przed przylotem do Pekinu miała ich na koncie 61 - więc Świątek ma prawo do zmęczenia.
Niewykluczone, że niepowodzenie w Tokio było nie tyle efektem psychicznego wyczerpania trudami zawodów, ile również owocem mocniejszego treningu oraz ładowania akumulatorów przed finałem sezonu.
Iga Świątek - Magda Linette. "Polski" mecz na horyzoncie
Wiceliderka rankingu WTA może w trzeciej rundzie zagrać z rodaczką, bo na dobrze sobie znanych chińskich kortach (przez lata miała bazę treningową w Guangzhou, gdzie nie tylko wzbogaciła swój tenis i gust kulinarny, ale także rozkochała się w karaoke) formę odbudowuje Magda Linette.
31-letnia poznanianka kilka dni temu dotarła do finału turnieju w Guangzhou, a w niedzielę - otwierając rywalizację w China Open - pokonała rozstawioną z czternastką Białorusinkę Wiktorię Azarenkę w swoim może najlepszym meczu od Australian Open.
Spotkanie drugiej rundy było dla niej krótkie. Amerykanka Jennifer Brady, która pokonała Linette podczas US Open, z powodu kontuzji poddała mecz po czterech gemach, przy wyniku 3:1 dla naszej tenisistki.
To oznacza, że pojedynek Polek w Pekinie widać już na horyzoncie.
Transmisje turnieju w Canal+ Sport.