To był mecz, którym przede wszystkim rządziły zmienne emocje, od pierwszej do ostatniej piłki. Po świetnym pierwszym secie można było uwierzyć, że Hurkacz wygra jak na paradzie, po trzecim, że nie ma już zdrowia na równą walkę, a po czwartym, iż ma w sobie jakieś niezwykłe, schowane na taki moment, zasoby energii.
Gdy syn Petra Kordy (mistrza Australian Open z 1998 roku) w decydującym secie objął prowadzenie 6:5, wydawało się, że koniec nastąpi szybko, ale jeszcze jeden zryw Hurkacza kazał wierzyć, że zmiana wyniku jest możliwa. Remis, 6:6, decyduje tie-break grany, wedle nowych reguł, do 10 punktów.