Grand Prix Wielkiej Brytanii to nie są ulubione zawody najlepszego polskiego żużlowca – przynajmniej od 2001 roku, kiedy przeniosły się na stadion w Cardiff. Przyznaje to nawet menedżer Golloba Tomasz Gaszyński.
– Jedne tory się lubi, a inne nie. Walijski obiekt nie jest Tomka ulubionym i czasami brakowało mu w przeszłości szczęścia – powiedział Gaszyński w rozmowie z oficjalnym serwisem cyklu www.speedwaygp.com.
Co ciekawe Polakowi najlepiej poszło na samym początku. Dziewięć lat temu zajął tu trzecie miejsce. Dziś wiele by dał, żeby powtórzyć ten wynik, bo od tego czasu ani razu nie stanął w Cardiff na podium. Skoro jednak jest liderem nie wypada mu walczyć o coś innego niż zwycięstwo.
– Jest gotowy na sukces w Cardiff. Postaramy się z zespołem wykonać jak najlepiej naszą pracę. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie jak trzeba – dodaje Gaszyński.
Najgorzej poszło Gollobowi w 2003 roku, gdy skończył zawody na 19. miejscu. Taki wynik zdarza się Polakowi bardzo rzadko. Rok temu było już na szczęście dużo lepiej – Gollob przyjechał piąty.