"Rz": Całkiem niedawno Francesca Schiavone była pani koszmarem sennym. Dziś wyrasta na ulubioną rywalkę.
Agnieszka Radwańska
: Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Ale ostatnie dwa mecze faktycznie zagrałam tak dobrze, że sama sobie nie mam nic do zarzucenia. Zwłaszcza na korcie ziemnym. W Miami były loteryjne warunki, bardzo tam wiało, natomiast tutaj nie było już żadnego tłumaczenia. Wchodząc na kort, wiedziałam, że muszę coś zrobić, a nie czekać, aż Francesca zrobi swoje. Stąd tak agresywna taktyka. I muszę przyznać – wszystko mi dziś się udawało.
W głowie miała pani tylko pojedynek w Miami, czy też poprzednie cztery jakoś przebijały się do podświadomości?
Szczerze? W ogóle nie myślałam o przeszłości, bo naprawdę każdy mecz jest inny. Dziś był mój dzień, a za tydzień może być identyczny wynik, ale w drugą stronę.
Pani zagrała dziś tak dobrze czy Schiavone tak słabo?
Zagrałam na tyle dobrze, że ona nie wiedziała, co ma robić. Tę jej bezradność i brak pomysłów najlepiej było widać pod koniec pierwszego seta. Dopiero w końcówce drugiego zaczęło coś jej wychodzić, ale było już za późno.
Jeśli w takim stylu wygrywa się na korcie ziemnym z urzędującą mistrzynią Roland Garros, to można pokusić się o bardzo optymistyczne wnioski. Tylko czy nie będą one zbyt pochopne?
Nawierzchnia w Stuttgarcie jest trochę szybsza niż w Paryżu, więc może lepiej nie... Poprzestańmy na tym, że zagrałam tu dwa mecze praktycznie idealne. Mam nadzieję, że trzeci też taki będzie.
W czwartek mecz z Kristiną Barrois. Jest się kogo bać?
Bać – nie. Ale trzeba pamiętać, że Barrois wygrała z dwiema dobrymi zawodniczkami – Lucie Safarovą i Marion Bartoli. No i Niemka jest tenisistką najbardziej lubiącą korty ziemne. Będę musiała jakoś z nią sobie poradzić.
Ale możemy powoli oswajać się z myślą, że w sobotę spotka się pani z Karoliną Woźniacką. To kolejna przeciwniczka do odczarowania.
Spokojnie. Mam do wygrania jeszcze jeden mecz, a Karolina nawet dwa.
Rozmawiał w Stuttgarcie Artur St. Rolak
Opinia
Robert Radwański
Ojciec i trener Agnieszki
Co ja mogę powiedzieć o takim meczu córki? Naprawdę nie mam do czego się przyczepić. Mogę mówić w samych superlatywach i jako ojciec, i jako trener. Zawodniczce z pierwszej piątki światowego rankingu, i to na jej ulubionej nawierzchni, Agnieszka oddała zaledwie cztery gemy!
Na dodatek zagrała nie tylko dobrze, ale i pięknie. Styl serwis – wolej w kobiecym tenisie jest bardzo rzadki, na korcie ziemnym zaś w ogóle niespotykany. Półżartem powiem więc, że Agnieszka wyznaczyła dziś nowe standardy.