Za uczestnikami już połowa trasy, więc tradycyjnie Dakar zatrzymał się na 24 godziny, żeby dać wytchnienie tym, którzy dotrwali. Żeby odpoczynek lepiej smakował, organizatorzy siódmy etap poprowadzili wokół Copiapo – miejsca w zgodnej opinii najbardziej nielubianego w całym rajdzie.
Trasa co roku się trochę zmienia, ale ta miejscowość pozostaje, żeby każdy, kto będzie zamierzał tu wrócić, dobrze się zastanowił, czy naprawdę chce to przeżyć.
Przejechać Copiapo i pojechać dalej to marzenie każdego, kto staje na starcie, od kiedy rajd przeniósł się do Ameryki Południowej. Okolice tego chilijskiego miasta najbardziej przypominają odcinki afrykańskie z piaskami i wydmami. Krzysztof Hołowczyc dwa lata temu w tej okolicy urwał wał napędowy, więc na trasę ruszał z mieszanymi uczuciami.
Startował jako pierwszy, po wygraniu piątego etapu, i na pierwszym punkcie kontrolnym utrzymał prowadzenie. Później było już jednak gorzej.
Na drugim pomiarze czasu był dopiero siódmy i potem mozolnie odrabiał straty. Dopiero na mecie się okazało, co było przyczyną jego chwilowych problemów.
Polak, wyprzedzając quada, przebił dwie opony i stracił sporo minut. Jedno zapasowe koło oddał mu na szczęście kolega z zespołu Ricardo Leal do Santos i Hołowczyc skończył etap na czwartej pozycji i jest wiceliderem. Traci do Francuza Stephane,a Peterhansela 11 minut i 22 sekundy.
Wygrał Nasser Al-Attiyah, który tym razem nie miał kłopotów ze swoim hummerem. Gdyby nie defekty, Katarczyk byłby może nawet liderem, a w tej sytuacji jest dopiero szósty, ze stratą prawie 43 minut do Stephane'a Peterhansela.
Na biwaku w Copiapo katarski książę wreszcie się uśmiechał, bo w sobotę udało mu się odrobić do lidera prawie 7 minut i jeśli utrzyma takie tempo, będzie jeszcze walczył o zwycięstwo.
Humor dopisywał też jego koledze z zespołu Robby'emu Gordonowi, który na siódmym etapie zajął drugie miejsce. Po raz pierwszy w tym roku hummery pojechały tak dobrze. Amerykanin tak się tym ucieszył, że przyszłość widzi w różowych barwach i jest pewny zwycięstwa Al-Attiyaha. O swoich szansach nie mówi.
Wśród motocyklistów tradycyjnie już o zwycięstwo walczą Francuz Cyril Despres i Hiszpan Marc Coma. Do tej dwójki nikt nie jest się w stanie zbliżyć. Siódmy etap wygrał Coma, odrobił dwie minuty, ale jak sam na mecie zauważył, następnego dnia pewnie szybszy będzie jego rywal i tak do samego końca.
Polacy jadą na miarę możliwości: Jacek Czachor jest 17., a Marek Dąbrowski 38.
Dziś etap z Copiapo do Antofagasty. Trasa wiedzie wzdłuż wybrzeża, ale na podziwianie widoków czasu nie będzie.