Jaki to był rok dla rynku książek sportowych w Polsce?
Można powiedzieć, że był to kolejny rok stabilizacji, przynajmniej jeśli chodzi o te pierwsze miesiące. Boom na książki sportowe trochę już minął, trudno dostrzec je na listach bestsellerów, tak jak miało to miejsce w poprzednich latach. Skutecznie nadrobił to jednak koniec roku, kiedy ukazały się dwie głośne premiery: wyczekiwana od dziesięciu lat autobiografia Dariusza Szpakowskiego, a później „Lewandowski. Prawdziwy”, czyli książka sportowa, która w perspektywie ostatnich pięciu–sześciu lat odbiła się najszerszym echem – nie tylko w środowisku sportowym. Pisały o niej media plotkarskie i kobiece, a telewizje śniadaniowe zapraszały do siebie autora. To było mocne uderzenie na koniec roku, ale nie ukrywajmy, że spowodowane popularnością Roberta Lewandowskiego, wykraczającą daleko poza piłkę.
Pomógł też zapewne fakt, że biografia była nieautoryzowana…
Warto podkreślić, że w ostatnim czasie pojawiło się sporo autobiografii sportowców. Są preferowane przez czytelników, bo pozwalają zajrzeć za kulisy. Jest szansa, że sportowiec opowie coś, czego nie było widać na ekranie, jak z jego perspektywy wyglądał kluczowy mecz, co działo się w szatni albo w jego życiu prywatnym. Te nieoficjalne książki rzadko dawały taki obraz, ale Sebastian Staszewski pokazuje, że jeśli autor się postara, poświęci swój czas, żeby dotrzeć do 250 osób i skłoni je do szczerych opowieści, to teoretycznie nawet w przypadku postaci, która wydawałoby się, jest opisana ze wszystkich możliwych perspektyw, jest w stanie odkryć wiele nowych informacji, choćby dotyczących korzeni.
Czytaj więcej
„Lewandowski. Prawdziwy” to hit ostatnich tygodni. Sebastian Staszewski w „Rzeczy o książkach” mó...
Sebastian Staszewski opowiadał w podcaście „Rzeczpospolitej”, że mógł przez rok spokojnie pracować nad książką, bo nie musiał się martwić o pieniądze. Taki model działania to nadal wyjątek czy będzie stawał się coraz powszechniejszy?
Dużo zależy od tematu. Jeżeli widzimy w nim potencjał, a autor ma jasny plan, co chce robić, jakie podróże odbyć, z kim porozmawiać i to, o czym opowiada, ma odzwierciedlenie w rzeczywistości, to ze strony wydawcy jest dobra wola, by stworzyć mu komfortowe warunki do pracy. Zyskują na tym wszyscy – nie tylko autor, ale także wydawca i czytelnik, który ma poczucie, że zrobiono wszystko, by książka była jak najlepsza. Myślę, że w przypadku Sebastiana zaprocentowało też to, że pracował nad nią przez 11 miesięcy od rana do wieczora.
Są tytuły, które sprzedają się w krótkim okresie, bo jakiś sportowiec odnosi sukcesy i jest na topie. Ale dobra książka zawsze się obroni. Tak jest właśnie z „Lewandowski. Prawdziwy”. Jeżeli ludzie mówią, że przeczytali ją w dwa–trzy wieczory, jest to najlepsza rekomendacja. Wszystkie badania marketingowe pokazują, że nic nie działa tak dobrze na wybory czytelników jak polecenie znajomego.