Olimpijski klub milionerów

Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) większość zysków oddaje do świata sportu, ale ich podział budzi dyskusje, zwłaszcza że najważniejsi działacze zarabiają kilkaset tysięcy euro rocznie.

Publikacja: 14.10.2023 11:03

Czołowi dyrektorzy MKOI zarabiają po kilkaset tysięcy dolarów rocznie, a rekordzistą jest belgijski

Czołowi dyrektorzy MKOI zarabiają po kilkaset tysięcy dolarów rocznie, a rekordzistą jest belgijski prawnik Christophe De Kepper, który w 2021 roku wzbogacił się o 1,4 mln USD. Fot. Jean-Marc FerrÉ

Foto: International Women’s Day

Listę płac poznaliśmy dzięki pracy niezależnych dziennikarzy z nowojorskiej ProPublica, którzy opublikowali podatkowy formularz 990. Ujawnione zestawienie to dowód, że ruchem olimpijskim rządzą dziś milionerzy. Czołowi dyrektorzy największej pozarządowej organizacji świata zarabiają po kilkaset tysięcy dolarów rocznie. Rekordzista to belgijski prawnik Christophe De Kepper, który – za sprawą wynagrodzenia (formalnie: kompensacji), dodatków, wpłat na fundusz emerytalny oraz zwrotu kosztów – wzbogacił się w 2021 roku o 1,4 mln dol.

Zainteresowani z pewną dozą słuszności mogą wyjaśniać, że najnowsze dane dotyczą roku olimpijskiego, gdy igrzyska przez pandemię zostały przełożone, więc z pewnością wszyscy pracowali ponad miarę, choć formalnie nie poświęcali na działalność więcej niż 41 godzin tygodniowo. Było warto. 16 spośród związanych z władzami MKOl menedżerów wzbogaciło się o co najmniej 500 tys. dol. To solidne wynagrodzenie za – tak brzmi formalny cel organizacji – „promocję olimpizmu na całym świecie oraz zarządzanie ruchem olimpijskim zgodnie z zapisami Karty Olimpijskiej”.

Czytaj więcej

Czy Rosja będzie na igrzyskach w Paryżu? Maja Włoszczowska: MKOl na razie obserwuje

Duży tort do podziału

De Kepper – jak przystało na dyrektora generalnego – od lat jest liderem zestawienia. Belg od 2018 roku mógł liczyć kolejno na 1,26 mln, 1,21 mln, 1,18 mln i wreszcie 1,43 mln – oczywiście w amerykańskiej walucie. Kolejne miejsca, skupiając się już wyłącznie na roku tokijskiej imprezy, zajęli dyrektor operacyjna Lana Haddad (919 tys.), zastępca dyrektora generalnego Pere Mir (731 tys.), dyrektor wykonawczy odpowiedzialny za organizację igrzysk Christophe Dubi (706 tys.), dyrektor sportowy Kit McConnell (698 tys.) oraz rzecznik prasowy Mark Adams (583 tys.).

Sam przewodniczący Thomas Bach, choć formalnie nie dostaje żadnych środków, może rocznie wydać 251 tys. dol. 450 dol. dziennie dostają członkowie organizacji za udział w spotkaniach i pracach władz ruchu olimpijskiego. Czołowi działacze – co wynika bezpośrednio z ujawnionych dokumentów – podróżują po świecie wyłącznie pierwszą klasą lub klasą biznes. Żywią się też nietanio. Jeden z byłych pracowników Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego i Paraolimpijskiego (USOPC) pokazał dziennikarzom fakturę na 450 dol. za dwuosobowy obiad z butelką wina.

MKOl jest organizacją finansowo potężną. Wpływy od sponsorów oraz opłaty za prawa do transmisji telewizyjnych rodzą duże możliwości. Tylko w 2021 roku przychody sięgnęły 4,16 mld, a zysk wyniósł 843,8 mln dol. Wynagrodzenia najważniejszych menedżerów – trudno się na nie oburzać, skoro jakościowa kadra zarządcza w międzynarodowych korporacjach zawsze kosztuje – są tylko wycinkiem dużego tortu. Władze ruchu olimpijskiego jednocześnie regularnie chwalą się tym, że większość zysków błyskawicznie wtłaczają w krwiobieg świata sportu.

Publikacja listy płac rodzi jednak pytanie o proporcje. MKOl faktycznie dzieli się zyskami – przekazuje je organizatorom igrzysk, międzynarodowym federacjom zarządzającym swoimi sportami, krajowym komitetom olimpijskim oraz działaczom, trenerom i samym sportowcom – ale wielu uważa, że proces podziału nie jest wystarczająco transparentny. Sportowcy, czyli główni aktorzy wysoko wycenionego widowiska, chcieliby chociażby, aby znacznie więcej środków trafiało bezpośrednio do ich kieszeni, a nie do pośredników, co nietrudno zrozumieć.

Szeroka rzeka wpływów

MKOl w wydłużonym pandemią cyklu olimpijskim 2017–2021 miał przychody w wysokości 7,6 mld dol. To znaczący postęp, skoro w poprzednim czteroleciu (2013–2016) na konto organizacji wpłynęło 5,5 mld dol. 61 proc. przychodów to efekt kontraktów na prawa do transmisji z letnich i zimowych igrzysk.

Władze ruchu olimpijskiego dostaną do rozdania większe środki przede wszystkim dzięki kontraktowi z NBC, która jest najważniejszym płatnikiem MKOl. Amerykańska stacja za prawa do transmisji igrzysk w latach 2014–2020 zapłaciła 4,38 mld dol. Kolejny kontrakt, już dziesięcioletni (2022–2032), gwarantuje władzom światowego olimpizmu 7,65 mld dol. przychodu. Trudno się w tym kontekście dziwić, że organizatorzy kalendarz najważniejszych wydarzeń igrzysk – w Tokio dotyczyło to przede wszystkim finałów pływackich – dostosowują do czasu amerykańskiego.

30 proc. przychodów MKOl (835,6 mln dol.) to wkład partnerów z grupy TOP (Top Olympics Partner), czyli największych sponsorów organizacji, wśród których są: Airbnb, Alibaba, Atos, Bridgestone, Coca-Cola, Deloitte, Intel, Omega, Panasonic, P&G, Samsung, Toyota oraz Visa. Wszyscy mają w swoich dziedzinach wyłączność, co ogranicza pole manewru krajowym komitetom. Właśnie ze względu na umowy Toyoty i Omegi Suzuki oraz Morwa zostały niedawno partnerami Fundacji Polskiego Sportu, a nie Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl).

Piramida sponsorska MKOl – obejmuje kilkunastu globalnych partnerów, uzupełniają ją sponsorzy konkretnych imprez – to według Radosława Piesiewicza dobry wzór dla Polski, więc grupę TOP 12 chciałby przenieść na nasz grunt. – Siedem z nich to będą spółki Skarbu Państwa, pięć miejsc mamy dla sponsorów prywatnych. To uczciwy podział – mówił niedawno prezes PKOl. Dziś wśród sponsorów jego organizacji są Orlen, Totalizator Sportowy, Krajowa Grupa Spożywcza, Tauron, PKP Intercity oraz Enea. Większość umów podpisano w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Sportowcy chcą więcej

Każdy z nowych partnerów PKOl – niejako za jego pośrednictwem – został także sponsorem kilku związków sportowych. Piesiewicz, dzięki swoim kontaktom w kręgach rządowych i biznesowych oraz potencjałowi marketingowemu samej organizacji, buduje w ten sposób finansową siłę całego polskiego sportu. Zyskami, jak już wspomnieliśmy, dzieli się także MKOl. Władze ruchu olimpijskiego w najnowszym raporcie marketingowym chwalą się, że 9 z każdych 10 dol., które zarobiły, trafia do świata sportu.

MKOl przede wszystkim ma swój udział w kosztach igrzysk. Gospodarze ostatnich letnich – w Tokio – dostali 1,89 mld dol., ale to wciąż niespełna jedna dziesiąta budżetu komitetu organizacyjnego. Blisko 1,5 mld dol. otrzymały w ostatnim cyklu krajowe komitety oraz międzynarodowe federacje sportowe (wysokość dywidendy jest uzależniona od popularności oraz oglądalności dyscypliny podczas igrzysk). 590 mln dol. – czyli o 16 proc. więcej niż w latach 2017–2020 – pochłonął Fundusz Solidarności Olimpijskiej, który obejmuje akcje promocyjne oraz programy pomocowe.

Wiele międzynarodowych federacji bez środków z MKOl nie miałoby szans na przetrwanie. Niemiecki dziennikarz Jens Weinreich jeszcze przed igrzyskami w Tokio policzył, że dla ponad połowy z 28 organizacji środki z Lozanny stanowią od 35 do nawet 96 proc. budżetu. Zależne od igrzysk są zwłaszcza klasyczne sporty olimpijskie: wioślarstwo, strzelectwo, łucznictwo, podnoszenie ciężarów, szermierka, kajakarstwo czy żeglarstwo. Najbardziej niezależne – to żadna niespodzianka – pozostają sporty zespołowe (piłka nożna, rugby, koszykówka, siatkówka) oraz tenis i jeździectwo.

Obecny model krytykują zwłaszcza sportowcy, którzy podczas igrzysk muszą przestrzegać Reguły 40 (MKOl chroni swoich partnerów i zakazuje podmiotom niezwiązanym z imprezą wykorzystywania wizerunku uczestników w trakcie wydarzenia), a medaliści nie mogą liczyć nawet na premie. Zawodnicy dostają niespełna jedną dziesiątą przychodów MKOl, podczas gdy w ligach zawodowych – jak policzyli amerykańscy dziennikarze – ten udział sięga nawet połowy zysków. Ich protesty to jednak wciąż głos wołającego na puszczy i można mieć wątpliwości, czy to się w przyszłości zmieni.

Listę płac poznaliśmy dzięki pracy niezależnych dziennikarzy z nowojorskiej ProPublica, którzy opublikowali podatkowy formularz 990. Ujawnione zestawienie to dowód, że ruchem olimpijskim rządzą dziś milionerzy. Czołowi dyrektorzy największej pozarządowej organizacji świata zarabiają po kilkaset tysięcy dolarów rocznie. Rekordzista to belgijski prawnik Christophe De Kepper, który – za sprawą wynagrodzenia (formalnie: kompensacji), dodatków, wpłat na fundusz emerytalny oraz zwrotu kosztów – wzbogacił się w 2021 roku o 1,4 mln dol.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Sport
Półfinały Euro 2024: Dwa kroki do chwały
Sport
Piękna i zdradliwa. Trawa zaszkodzi Hubertowi Hurkaczowi i polskiemu tenisowi?
Sport
Ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu. Francuzi chcą zachwycić świat
Sport
Mark Cavendish. Szybki i wściekły mnich
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Sport
Hubert Hurkacz. Siódmy na świecie, czwarty w prognozach
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą