Znów był dreszczyk emocji w pierwszej rundzie w Melbourne, z powodu podmuchów wiatru?
Agnieszka Radwańska:
Troszkę tak. Wszędzie w Australii wieje, ale tutaj wiatr wyjątkowo przeszkadza. W naszym meczu też było to widać.
Znów był dreszczyk emocji w pierwszej rundzie w Melbourne, z powodu podmuchów wiatru?
Agnieszka Radwańska:
Troszkę tak. Wszędzie w Australii wieje, ale tutaj wiatr wyjątkowo przeszkadza. W naszym meczu też było to widać.
Czy to była także kwestia nieznajomości tenisa Bojany Bobusic?
Rzeczywiście, nawet nie wiedziałam, która jest w rankingu. Nie widziałam jej nigdy wcześniej, nazwisko mi nic nie mówiło, taki mecz musi być trochę inny od spotkania z zawodniczką, którą zna się parę ładnych lat.
Pani nie ma zwyczaju szukania informacji o kolejnych przeciwniczkach?
Zupełnie tego nie robię.
Australijczycy bardzo dopingują swoich, czy krzyk stadionu też panią stresował?
Na pewno cały stadion był przeciwko mnie, ale akurat o tym staram się nie myśleć. Zresztą z podobną presją nie gram od tygodnia czy miesiąca, ale od bardzo dawna i daję sobie radę.
Groziła pani strata pierwszego seta...
Było blisko tej straty przy stanie 4:5, ona serwowała i to z bardziej korzystnej strony, z wiatrem. W takich chwilach nic szczególnego się nie myśli, po prostu zaczęłam grać bardziej agresywnie. Gdy zdobyłam tego gema i wyrównałam, poczułam większą pewność siebie, po pierwszym secie jeszcze większą, zaczęłam lepiej serwować i poszło.
Dwa tytuły na otwarcie sezonu, czy taka świetna gra uskrzydla, czy też trochę ciąży w kolejnym, jeszcze ważniejszym turnieju?
Zawsze można przegrać w pierwszej rundzie, ale przecież dwa tytuły to nie jest powód do narzekań.
A to, że główne rywalki grały znacznie mniej albo wcale?
Tego się nie wie do końca, co jest lepsze, przecież nie ma w tenisie jednej reguły na zwycięstwa. Po prostu cieszę się, że gram dobrze i wygrywam.
Lubi pani zakłady z chłopakami o kawę podczas treningu celności serwisu?
Lubię, bo chłopaki bardzo się starają, a ostatnio kilka razy wygrała Ula. Mamy od dawna taki zwyczaj, walczymy o kawę ze Starbucksa, zawsze o Iced Vanilla Latte.
Tu w Australii oprócz tenisa lubią też motocykle, jeżdżą na nich także odważne dziewczyny, nawet robią salta. Odważyłaby się pani na takie wyczyny?
To nie moja bajka, nawet jakby były gąbki na lądowisku. Już prędzej na Play Station. Ja tu jestem po to, by osiągnąć coś więcej niż ćwierćfinał Wielkiego Szlema.
To znaczy zważa pani na ryzyko?
Taka zabawa nie jest dla mnie wiele warta, a stracić można dużo. Wystarczy złamany mały palec i już po marzeniach.
—w Melbourne wysłuchał Tomasz Lorek
Jestem zadowolony z efektu, mój wewnętrzny widz ocenia: fajne to było. Dla mnie to jest najczystsza recenzja – m...
25 lat po zwycięstwie Adama Małysza w Turnieju Czterech Skoczni rozpoczęły się zdjęcia do filmu fabularnego „Ada...
Aleksandra Mirosław zaskoczyła wszystkich kibiców. Mistrzyni olimpijska z Paryża i rekordzistka świata we wspina...
Do rozpoczęcia zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo został tydzień. W piątek ślubowan...