Rz: To chyba specjalny wyścig dla pana?
Robert Kubica: Można powiedzieć, że to moja „domowa” Grand Prix – najbliżej mojego kraju. Polscy kibice zawsze mnie tu bardzo wspierają i liczę, że tak samo będzie tym razem. Oczywiście w czasie jazdy nie czuć tego wsparcia, ale jest to bardzo miłe. Formuła 1 jest tak skonstruowana, że kierowcy i zespoły są oddzieleni od kibiców. Koncentruję się na mojej pracy, a w czasie weekendu jesteśmy bardzo zajęci i nie ma czasu i okazji na zbliżenie się do fanów.
Jakieś specjalne oczekiwania?
Jak zwykle, musimy zdobyć jak najwięcej punktów. Szykuje się zupełnie inna pogoda niż w dwóch ostatnich wyścigach. Na Silverstone i Hockenheim było dosyć chłodno, tu jest upał. Mamy najbardziej miękkie opony, rok temu były drobne kłopoty właśnie z ogumieniem. Zobaczymy, jak będzie tym razem – w dwóch poprzednich moich startach tutaj bywało różnie. Dwa lata temu było trochę błędów i utrata punktów po dyskwalifikacji, rok temu problemy w kwalifikacjach, ale potem dobre tempo w wyścigu. Do trzech razy sztuka.
Wspomniał pan o pogodzie, podobno jest szansa na deszcz w weekend?
Ostatnio zawsze w czwartek przepowiadane są opady na wyścig, ale jak do tej pory padało tylko w Silverstone. Deszcz trochę może zmienić, ale oczywiście jesteśmy dobrze przygotowani na każde warunki.
Jest szansa na podium?
W zeszłym roku Nick Heidfeld był trzeci, a ja piąty po starcie dopiero z siódmego pola. Tu niełatwo jest odrobić straty z kwalifikacji. Zobaczymy, co się zdarzy w sobotę czy niedzielę.
Ale nie poddaje się pan w walce o mistrzostwo świata?
Dopóki jest matematyczna szansa na wygraną, trzeba walczyć i dawać z siebie maksimum. Wszystko się może zmienić – po Grand Prix Australii Hamilton miał 10 punktów, a ja zero. Po siedmiu wyścigach prowadziłem w mistrzostwach. Teraz znów tracę 10 punktów, ale do końca sezonu jest jeszcze osiem wyścigów.
Czy straty czasowe do Ferrari i McLarena nie są jednak zbyt duże?
Poza pierwszymi czterema wyścigami różnica cały czas była dosyć duża. Mimo to wciąż możemy walczyć przynajmniej z jednym kierowcą McLarena czy Ferrari. W Hockenheim Hamilton i Massa byli szybsi, ale z Kovalainenem i Raikkonenem jechaliśmy podobnym tempem.