Każdy inny wynik niż zwycięstwo naszej reprezentacji będzie co najmniej niespodzianką. Wprawdzie Polacy nigdy nie wygrali Drużynowego Pucharu Świata na obcym torze, ale w tym sezonie są w tak dobrej formie, że wreszcie powinno się udać.
Tomasz Gollob, lider naszej reprezentacji, co zawody zmienia się na prowadzeniu w klasyfikacji indywidualnej Grand Prix z Jarosławem Hampelem. Trzeci Jason Crump traci do Golloba 15 punktów. Jeśli nie zdarzy się nic nieprzewidzianego doczekamy się w tym roku drugiego, po Jerzym Szczakielu indywidualnego mistrza świata.
Znakomicie jeździ też Rune Holta, Norweg z polskim paszportem. Po kilku słabszych sezonach odżył Janusz Kołodziej. Najwięcej wątpliwości było wokół powołania do kadry Adriana Miedzińskiego, ale trener Marek Cieślak przekonał już dawno wszystkich, że dokonuje trafnych wyborów.
Polacy są też silni jako zespół. Półfinał w Gorzowie Wielkopolskim przed tygodniem wygrali z przewagą 23 punktów nad Danią. W drugim półfinale Brytyjczycy do końca walczyli o zwycięstwo z Australią, poważnie osłabioną brakiem Jasona Crumpa.
Teraz Australijczyków, którzy rok temu w Lesznie prawie wyrwali złoto Polakom, zabraknie nawet w finale. W czwartkowym barażu na torze w Vojens zajęli dopiero trzecie miejsce. Zawody wygrała reprezentacja Danii, ale tylko punkt za nimi byli Szwedzi, którzy uzupełnili stawkę finalistów. Duńczycy mogą wystąpić w finale bez swojego najlepszego zawodnika Nickiego Pedersena, który leczy kontuzję łopatki. Bez niego reprezentacja traci znacznie na wartości. Pozostali zawodnicy jeżdżą w kratkę. Groźni mogą być tylko dlatego, że będą gospodarzami.