Chorwaci nie mają wielkich sukcesów na żużlu, ale organizatorzy mistrzostw świata od kilku lat starają się promować dyscyplinę w różnych krajach. Rok temu najlepszych żużlowców gościło włoskie Terenzano, a finał miał się odbyć na Veltins Arenie w Gelsenkirchen. Ostatecznie zawody przeniesiono z Niemiec do Bydgoszczy. Premiera w Chorwacji też nie obyła się bez problemów. W sobotę padało i tor był tak mokry, że zawody musiały zostać przełożone na niedzielę.
Udało się je w końcu rozegrać, ale nie było to dobre Grand Prix dla Polaków. Żaden z nich nie awansował do finału, choć w półfinałach oprócz Golloba wystąpili jeszcze Jarosław Hampel i jeżdżący dla naszego kraju Norweg Rune Holta.
Zawody w Gorican Polacy zaczęli bardzo słabo. W pierwszym biegu Gollob przyjechał dopiero trzeci, Hampel ostatni. Siódmy wyścig to jeszcze gorsza jazda Golloba, który oglądał plecy rywali. Lider cyklu zaczął się liczyć w walce, gdy zmienił motocykl. W 11. biegu świetnie wyprzedził Crumpa i minął linię mety pierwszy. Straty odrabiali też Hampel i Holta. Dobre wiadomości dla polskich kibiców skończyły się jednak w półfinałach. Hampel przegrał walkę o drugie miejsce ze Szwedem Fredrikiem Lindgrenem. Gollob na wirażu zahaczył o nogę Rune Holty, norweski Polak przewrócił się na tor, obaj odpadli.
W finale najlepszy okazał się doświadczony Hancock. Wyprzedził Brytyjczyka Chrisa Harrisa i wracającego do formy Crumpa, który w klasyfikacji generalnej do Hampela traci już tylko trzy punkty, a do prowadzącego Golloba dziesięć.
Walka o mistrzostwo świata robi się coraz ciekawsza. Do końca sezonu zostały już tylko trzy turnieje. Pierwszy z nich 11 września w duńskim Vojens.