[b]Rz: Tradycyjne pytanie: co się stało, że znowu przegraliście?[/b]
Nie wiem. W pierwszej połowie była walka, w drugiej tak dużo błędów, że doświadczeni Chorwaci po prostu musieli je wykorzystać.
[b]Ciągle słyszymy, że zrobiliście za dużo błędów.[/b]
Widocznie nie jesteśmy tak doskonałym zespołem, jak się wydawało. Gramy nierówno, łatwo tracimy piłkę. Uczymy się jednak całe życie i ten turniej na pewno pokażę nam jakąś drogę. Czeka nas dużo pracy, ale też zobaczyliśmy jak ciasno jest w światowej czołówce. W żadnym ze spotkań nie zostaliśmy zdeklasowani, ani nikogo nie zdeklasowaliśmy. Trzy, cztery błędy więcej decydują o porażce.
[b]Chorwaci oddali 13 rzutów więcej na bramkę niż wy. Baliście się ryzyka?[/b]
Taka statystyka potwierdza, że po tym meczu można chwalić tylko bramkarzy. Sławek Szmal był genialny w pierwszej, Piotrek Wyszomirski w drugiej części. Nam znowu brakowało przodu. Albo rzucamy za często z nieprzygotowanych pozycji, albo zdecydowanie za rzadko.
[b]Schodzicie z parkietu załamani, nie chcecie rozmawiać. Co się dzieje z tą drużyną?[/b]
Nie ma żadnych kłótni. W środku nie dzieje się nic złego. Z czego mamy się cieszyć? Jesteśmy ambitni i kiedy nie wygrywamy, to rozczarowanie wychodzi na pierwszy plan. Przyjechaliśmy tu odegrać dużo większą rolę, ale boisko obsadziło nas w innej. Wam się to nie podoba, ale nam jeszcze bardziej, bo nasza praca poszła na marne.
[b]Frustruje to, że nie wiecie w czym leży przyczyna?[/b]
Tak, na gorąco nie potrafimy znaleźć odpowiedzi, co się dzieje. Ale Chorwacja też mierzyła w złoto i nie awansowała do półfinałów. Niemcy znaleźli się poza ósemką. Może ci zawodnicy, którzy grają w klubach Bundesligi przyjechali na turniej u kresu sił, wyczerpani? Jest Liga Mistrzów, Bundesliga, Puchar Niemiec... Czasami nie da się oszukać organizmu.
[b]Pan też jest przemęczony?[/b]
Ja w klubie ostatnio dużo nie grałem, więc mnie to nie dotyczy. Ale wystarczy spojrzeć na Marcina Lijewskiego. On jest wyczerpany, ciągle grał po 60 minut i nikt nie dałby rady tego wytrzymać. Z Chorwacją na początku prowadzimy trzema bramkami, nagle coś się zacina i tracimy całą przewagę. Tyle że nikt nie wie, co się zacięło.
[b]Z Węgrami zagracie o kwalifikacje w Londynie. Zmobilizujecie się?[/b]
To będzie trzeci mecz z rzędu, który gramy o wszystko. Trzeba się podnieść i nie tylko zagrać ostatni raz na tych mistrzostwach, ale wygrać. Węgry to niewygodny przeciwnik, graliśmy z nimi przed mistrzostwami na turnieju w Gdyni i mecz zakończył się remisem.
[b]Macie w sobie siłę, by wygrać? W takiej atmosferze?[/b]
Żebyśmy się dobrze zrozumieli - atmosfera w drużynie jest dobra. Nie ma żadnego kryzysu. To jest najtrudniejsze w sporcie, gdy tworzy się fajną grupę, a nie ma wyników. Po porażkach prawdziwe drużyny potrafią się odnaleźć i my poza boiskiem nie mamy z tym żadengo problemu. Nadal jesteśmy razem, świetnie sobie z tym radzimy. Tylko później na boisku tego nie widać.
[b]No to może jest za grzecznie? Chorwaci się kłócą, a później pokazują wam miejsce na boisku.[/b]
Taką mamy mentalność i nie będziemy jej zmieniać. Gdzieś nas ten spokój i wzajemny szacunek jednak doprowadziły. Mieliśmy sukcesy. Chorwaci też są sobą, oni zawsze się kłócą, to jest ich droga.
[b]Tomasz Tłuczyński zastanawiając się nad przyczynami waszej słabej gry powiedział, że może przydałoby się wam mniej luzu, że powinniście poważniej podejść do turnieju.[/b]
Nie zgodzę się z Tomkiem. Myślę, że podeszliśmy może nawet zbyt poważnie, byliśmy bardzo zmobilizowani, oczekiwania były olbrzymie i niestety im nie sprostaliśmy.
[b]Kto ciągnie reprezentację Polski do przodu? Kto jest nieformalnym przywódcą?[/b]
Nie wiem, trudno mi powiedzieć.
[b]Nie brakuje kogoś takiego?[/b]
Trudne pytanie.
- Notował w Malmoe Michał Kołodziejczyk