Stephane Peterhansel to jedna z legend tej imprezy. Dakar wygrał już po raz dziesiąty. Najpierw sześć razy zwyciężał w kategorii motocykli, teraz po raz czwarty jako kierowca samochodu.
Nie ma też dla niego różnicy, czy rajd odbywa się w Afryce czy w Ameryce Południowej: między krzakami pustyni Atakama jedzie z taką samą łatwością jak po wydmach Sahary.
Na pierwsze miejsce wrócił po czterech latach przerwy (w 2008 roku Dakar się nie odbył). Teraz wygrał zarówno dzięki swojej świetnej jeździe, jak i kłopotom rywali. Ale tak już jest w tym rajdzie, że wygrywa ten, kto najszybciej wychodzi z opresji. Bo wpada w nie każdy. Peterhansel etapów na podium nie kończył tylko wtedy, gdy przebijał opony, a nawet wtedy nie tracił wiele do zwycięzców.
Co innego rywale: Nasser al Attiyah od początku zmagał się ze swoim hummerem. Co odrobił dzięki umiejętnościom, to zaraz stracił przez awarie, aż w końcu musiał się wycofać.
Robby Gordon miał kłopoty z sędziami, którzy pod koniec wyścigu uznali, że system regulacji ciśnienia w oponach jest w jego samochodzie nieregulaminowy. Amerykanin się odwołał, wygrał 12. etap bez wspomagania, a na mecie wykrzyczał swój żal do sędziów.
Jeszcze więcej pecha miał Krzysztof Hołowczyc, który też długo liczył się w walce o zwycięstwo. Dla Polaka byłoby najlepiej, gdyby rajd skończył się po pierwszym tygodniu. Druga część Dakaru to prawdziwy koszmar: pęknięty przewód od wspomagania kierownicy i koniec marzeń o dobrym miejscu. Ostatecznie dziesiąta lokata, co w jego przypadku jest porażką.
Inaczej trzeba traktować 38. pozycję Adama Małysza, który debiutował w Dakarze. Dla niego samo dojechanie do mety w Limie jest sukcesem. Po drodze było o nim cicho: poważne kłopoty go omijały, a sukcesy w jego przypadku jeszcze nie wchodziły w grę.
Wśród motocyklistów walkę o zwycięstwo tradycyjnie toczyli Cyril Despres i Marc Coma. Wygrał ten pierwszy, bo Hiszpan na przedostatnim etapie pomylił trasę i ten błąd zabrał mu zwycięstwo.
W klasyfikacji quadów wygrali bracia Patronelli: Alejandro przed Marcosem. Trzeci był ich rodak Tomas Maffei.
Wśród ciężarówek Gerard de Rooy przerwał dominację rosyjskich załóg, które zwyciężały w ostatnich latach. Warto dodać, że w jego załodze jest pochodzący z Polski mechanik Darek Rodewald.