Mistrz świata został na ostatnie miejsce przesunięty karnie. Po zakończeniu kwalifikacji w baku jego samochodu znajdowało się 850 mililitrów paliwa, zamiast wymaganego regulaminem jednego litra. W Ferrari zacierano ręce z radości, bo przed wiceliderem MŚ Fernando Alonso pojawiła się szansa na zmniejszenie 13-punktowej straty do Vettela. Hiszpan ruszał do wyścigu z szóstego pola i już na pierwszym okrążeniu zyskał dwie pozycje.
Vettel nie zamierzał jednak składać broni. – Pomyślałem sobie: wszystko albo nic – mówił po wyścigu kierowca Red Bulla. Co prawda w walce z maruderami uszkodził przednie skrzydło, ale kiedy na dziewiątym okrążeniu po widowiskowej kraksie Nico Rosberga i Naraina Karthikeyana na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, Niemiec mógł zjechać po nowy nos bolidu i świeże opony, nie tracąc zbyt wiele czasu do czołówki. Szybko przebił się do punktowanej dziesiątki, a kiedy inni kierowcy zmieniali opony lub pakowali się w kłopoty – jak prowadzący od startu Lewis Hamilton, który stracił niemal pewne zwycięstwo za sprawą defektu samochodu – awansował aż na drugą lokatę.
Musiał jeszcze raz zjechać po opony i tuż po wizycie na pasie serwisowym los znów się do niego uśmiechnął: po spowodowanym przez Sergio Pereza karambolu z udziałem Romaina Grosjeana i Marka Webbera sędziowie znów zarządzili neutralizację, dzięki czemu Vettel nadrobił stratę do pierwszej trójki. Dzięki świeżym oponom zdołał w końcówce wyprzedzić Jensona Buttona, wskakując na podium. Na metę wjechał za Alonso, Hiszpan odrobił do niego tylko trzy punkty. Popis Vettela zepchnął w cień pierwsze od dawna zwycięstwo Kimiego Raikkonena – Fin po raz ostatni triumfował trzy lata temu, przed trwającym dwa sezony rozbratem z F1. Kierowca Lotusa znany jest z tego, że lubi świętować sukcesy nieco mocniejszymi napojami niż serwowany na podium w Abu Zabi gazowany sok z winogron. – Będzie dobra impreza, a jutro, kiedy będziemy się źle czuli po długiej nocy, przypomnimy sobie z radością, dlaczego się tak czujemy – zapowiedział Fin.
Walka przenosi się teraz na zachodnią półkulę. Dwa ostatnie wyścigi sezonu odbędą się w Stanach Zjednoczonych i Brazylii. Tor w Austin to nowość w kalendarzu i trudno przewidzieć, który zespół będzie miał największe szanse na dobry występ, ale jedno jest pewne: samochód Red Bulla jest cały czas wyraźnie szybszy od Ferrari, i to Vettel pozostaje faworytem w walce o tytuł.