Stadion Ullevi śni się naszym żużlowcom w najgorszych koszmarach. Polakowi tylko raz udało się stanąć w Goeteborgu na podium. Sztuki tej dokonał w 2010 r. Tomasz Gollob. Wiele wskazywało na to, że w tym roku wreszcie uda się to zmienić.
Gollob prezentuje ostatnio dobrą formę i prowadzi w klasyfikacji generalnej.
Początek zawodów dawał nadzieję. W pierwszym wyścigu zwyciężył Gollob, tuż za nim linię mety przejechał Jarosław Hampel. Niestety, mistrz świata z roku 2010 z każdym kolejnym startem jechał coraz gorzej. Rzutem na taśmę udało mu się awansować do półfinału. Nie do zatrzymania był za to Hampel. Zawodnik Falubazu jeszcze nigdy nie wygrał wyścigu w Goeteborgu. W sobotę zwyciężył trzykrotnie. Ale nie w najważniejszym biegu. Gdy przed finałowym startem wydawało się, że triumfator GP Nowej Zelandii sięgnie po drugie zwycięstwo w tym sezonie, ponownie dał o sobie znać pechowy stadion, a także Emil Sajfutdinow.
Hampel spóźnił start, co wykorzystał Sajfutdinow, który do ostatnich metrów walczył z Chrisem Holderem. Ostatecznie Rosjanin wygrał drugie, po GP Bydgoszczy, zawody w tym sezonie.
– To zwycięstwo dedykuję zmarłemu właśnie ojcu – mówił żużlowiec, nie mogąc ukryć łez.