Wszystko zaczęło się, gdy pod koniec ubiegłego miesiąca rada nadzorcza ŻKS Polonia odwołała ze stanowiska menedżera zespołu, członka zarządu i dyrektora sportowego Jerzego Kanclerza. Klub nie podał oficjalnej przyczyny dymisji. Wiadomo jedynie tyle, że z wnioskiem o wyrzucenie Kanclerza wystąpił prezes, Jarosław Deresiński. Nieoficjalnie mówi się, że obaj panowie nie pałają do siebie sympatią. Deresiński nie chciał, aby konflikt między nimi zepsuł wizerunek Polonii. Dlatego postawił radzie nadzorczej ultimatum – albo on, albo Kanclerz.
Były menedżer nie pogodził się z decyzją przełożonych i postanowił bronić się przez atak. Zwołał konferencję prasową, na której oskarżył prezesa o to, że może być zamieszany w próbę obrabowania klubowej kasy. - Gdy 21 kwietnia przebywaliśmy z zespołem w Zielonej Górze, ktoś włamał się do klubu. Przypuszczam, że złodzieje szukali pieniędzy zarobionych podczas rozegranego dzień wcześniej turnieju Grand Prix. Ostatecznie nic nie zginęło. Ale prezes zachowywał się dość dziwnie – podaje słowa, które padły na konferencji Kanclerza, portal espeedway.pl.
Dziwne zachowanie Deresińskiego polegało na tym, że odbierał telefon na osobności, choć wcześniej tego nie robił. Także tego dnia ktoś nie włączył alarmu w budynku klubowym. Zdaniem byłego menedżera Polonii te przesłanki wskazują, że prezes był zamieszany we włamanie. Oskarżenia dosięgły nie tylko Deresińskiego. Jerzy Kanclerz uważa, że zespołem faktycznie kierują rzecznik prasowy Magdalena Mendel oraz menedżer ds. marketingu Piotr Januszkiewicz. - Owinęli sobie prezesa wokół palca i to oni pociągają za sznurki. Nie powinno ich być w klubie. Oboje szkodzą Polonii – stwierdził Kanclerz. Kolejnym zarzutem wobec prezesa jest fakt, że wygrał on konkurs nie spełniając wymaganych warunków. Nie ma wyższego wykształcenia, ani nie zna biegle języka angielskiego.
Jarosław Deresiński postanowił, że nie będzie dłużny i wydał własne oświadczenie, w którym odpiera ataki. Przede wszystkim zapewnia, że nie miał nic wspólnego z próbą kradzieży klubowych pieniędzy. - Pragnę poinformować, że dochodzenie w tej sprawie prowadzi Komenda Policji Bydgoszcz-Śródmieście. Dochodzenie wszczęto na mój wniosek w dniu 26.04.2013 i było ono konsekwencją zawiadomienia przeze mnie policji bezpośrednio po stwierdzeniu włamania do kasy klubu – można przeczytać w oświadczeniu Deresińskiego umieszczonym na oficjalnej stronie bydgoskiej drużyny. Ponadto prezes nie wyklucza wytoczenia procesu o zniesławienie. Cała sytuacja mocno zaniepokoiła prezydenta miasta, które jest głównym udziałowcem ŻKS. Rafał Burski nie krył zaskoczenia, gdyż parę dni wcześniej rozmawiał z Jerzym Kanclerzem i nic nie wskazywało na konflikt we władzach drużyny. – Zapytałem go jak mu się układa współpraca z prezesem, a on odpowiedział, że na czwórkę z plusem. Pan Kanclerz jest osobą rygorystyczną w opiniach, więc uznałem to za bardzo wysoką ocenę. Konferencja była niepotrzebnym zamieszaniem. Klubowi to nie służy. Jeżeli zaszły jakiekolwiek nieprawidłowości, trzeba je szybko wyjaśnić – przywołuje słowa prezydenta Burskiego portal espeedway.pl.
Z kolei kibice nie mają wątpliwości, że wina leży po stronie byłego menedżera i chce on jedynie zemsty za wyrzucenie ze stanowiska. To nie pierwsze zamieszanie w Polonii w tym sezonie. Na początku kwietnia okazało się, że zarząd i rada nadzorcza nie złożyły na czas oświadczeń lustracyjnych. Tym samym istniało ryzyko, iż nowo wybrane władze będą musiały ustąpić. Teraz klub przeżywa kolejny wstrząs, spowodowany kłótnią dwóch działaczy. W Bydgoszczy „spokój" jest słowem równie pożądanym, co zapomnianym.