Od czwartku do niedzieli kierowcy będą mierzyć się z upałem, kurzem i leżącymi wysoko w górach morderczymi odcinkami. Próby sportowe o łącznej długości prawie 400 km leżą średnio na wysokości ponad 2400 m n.p.m. W takich warunkach trudności z oddychaniem mają nie tylko kierowcy, ale też samochody.

Silniki żywią się mieszanką paliwowo-powietrzną – przy spadku ciśnienia atmosferycznego o jedną trzecią pobierają o 30 proc. mniej paliwa i moc spada z ponad 300 do około 200 koni mechanicznych. Przy mniejszej mocy silnika ważna jest płynność jazdy, bo trudniej jest ponownie rozpędzić auto po zbyt dużym wytraceniu prędkości – zwłaszcza na podjazdach. A na odcinku o wdzięcznej nazwie El Chocolate załogi wspinają się aż na 2780 m n.p.m.

Pięć oesów ma ponad 40 km długości, a jeden z nich, niedzielny, liczy ponad 55 km. Najlepsze załogi pokonują go w 35 minut: to ponad pół godziny walki o dziesiąte części sekundy w zamkniętej puszce samochodu, rozgrzewanej promieniami słońca.

12 miesięcy temu Robert Kubica i Maciej Szczepaniak udanie rozpoczęli rajd Meksyku i zajmowali czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej, ale później dwa razy dachowali. W tym roku trasa jest niemal taka sama.

– Niestety, w zeszłym roku nie udało mi się wszystkich oesów przejechać. Szkoda, bo pierwszego dnia podróżowaliśmy dobrym tempem – mówi Kubica.

Paradoksalnie odległa pozycja startowa może pomóc w Meksyku. W piątek i sobotę załogi startują do odcinków w kolejności zgodnej z aktualną klasyfikacją mistrzostw świata. Liderzy – obrońca tytułu Sebastien Ogier, wicelider punktacji Thierry Neuville czy trzeci w tabeli Andreas Mikkelsen – będą czyścić trasę z luźnego, śliskiego szutru. Kolejne załogi będą miały lepsze warunki do jazdy i nie powinien przeszkadzać im kurz wzbijany przez poprzedzające samochody. Organizator wydłużył odstępy pomiędzy załogami z dwóch do trzech minut.

W Rajdzie Monte Carlo Kubica wygrał cztery odcinki specjalne, w Szwecji jeden. Jak twierdzi, gdyby nie problemy z półosią i kara czasowa za nieumyślne przekroczenie ciśnienia ładowania turbosprężarki, to na skandynawskim śniegu mógłby walczyć o czwarte, piąte miejsce. – To był jeden z moich najlepszych rajdów. Szkoda, bo mogliśmy uzyskać bardzo miły i niespodziewany wynik – mówił Polak. Jeśli w Meksyku technika nie spłata figla i uda się przejechać płynnie rajd, to nagrodą powinny być pierwsze w tym sezonie, być może od razu duże, punkty.