Co ciekawe, poprzedniej nocy genialny środkowy podobno nie spał, bo znany ze słabości do kobiet sportowiec imprezował w nowojorskim klubie i ledwo zdążył na pociąg do Filadelfii.

Reklama
Reklama

Pamiętny występ 2 marca 1962 obejrzało 4124 widzów zgromadzonych na trybunach. Kamery go nie zarejestrowały, bo w hali Hershey Sports Arena było zbyt ciemno na transmisję.

Pod nieobecność centra Knicksów Philipa Jordona naprzeciw Chamberlaina stał zastępujący go Darall Imhoff, który kompletnie sobie nie radził. Widząc to, trener Philapelphia Warriors Frank McGuire polecił swoim zawodnikom: - Wilt jest ciągle wolny, podawajcie do niego!

Na osiem minut przed końcem Chamberlain pobił własny rekord NBA wynoszący 78 punktów w meczu (jednak wówczas była dogrywka).

Końcówka spotkania obfitowała w faule (po obu stronach), ale środkowy Warriors dzięki podaniom kolegów dopiął swego i osiągnął magiczne sto punktów na 46 sekund przed końcem.

Odtąd już tylko stał, nie sięgając po piłkę. – Bo 100 wygląda lepiej niż 102 – argumentował po meczu, który zakończył się wynikiem 169:147 dla Philadelphia Warriors.