To był chyba najładniejszy, na pewno najbardziej wyrównany konkurs pucharowy tej zimy. Zwycięstwo Austriaka było wprawdzie w miarę pewne, ale i tak działo się wiele: wrócił do formy Granerud, pokazał się Ryoyu Kobayashi, drużynową potęgę potwierdzili Niemcy, nie tylko mocny był lider PŚ Karl Geiger, ale też długo niewidziany tak wysoko Andreas Wellinger.
Konkurs przebiegał sprawnie, wiatr znów wiele nie przeszkadzał, jedynie pustki na trybunach trochę psuły nastrój. Emocje pierwszej serii zbudowali przede wszystkim Austriacy – prowadził Kraft (138 m) przed Manuelem Fettnerem, ale Kobayashi na trzeciej pozycji obiecywał atak. Stoch (132 m) był czwarty, prowadząc z Granerudem wyrównaną i mocną grupę pościgową.
Piotr Żyła był 16. (solidne 130,5 m), Paweł Wąsek 25. (128 m) co oznaczało punkty Pucharu Świata dla kolejnego Polaka. Tylko Aleksander Zniszczoł, mimo przyzwoitej próby do finału się nie dostał.
W drugiej kolejce Wąsek spadł na 30. pozycję, co nieco osłabiło pozytywne wrażenia, Żyła zachował poziom. Rozstrzygnięcie przyniosły świetne próby Graneruda (137,5 m) i Stocha (132 przy wietrze w plecy) połączone z pechem Fettnera i Kobayashiego, którzy drugie skoki mieli zdecydowanie słabsze. Kraft do zwycięstwa nie potrzebował skoku wybitnego, wystarczyło eleganckie 130 m i sukces gotowy.
Taka zima ze skokami może się już podobać także w Polsce. Kamil Stoch (po raz 80. na podium PŚ), mówił, że na razie w Klingenthal oddaje same dobre i stabilne skoki, wprawdzie nie sugerował, że forma gwałtownie ruszyła do przodu, ale zwrot: „Jestem tam, gdzie chciałem być..." raczej przynosi ulgę i nadzieję na udany ciąg dalszy w niedzielę.